Strona główna Recenzje Mroki Hali Stulecia – recenzja „Mocka” Marka Krajewskiego

Mroki Hali Stulecia – recenzja „Mocka” Marka Krajewskiego

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Agnieszki Krawczyk

Eberhard Mock powrócił. Jestem ciekawa, ile recenzji rozpoczną te słowa. Najnowsza powieść Marka Krajewskiego to prawdziwa gratka nie tylko dla wielbicieli tego autora, ale może przede wszystkim dla miłośników wrocławskiego policjanta.

 

„Mock” jest właściwie prequelem „Śmierci w Breslau”, ponieważ przedstawia nam najwcześniejsze, jak dotąd, śledztwo Mocka, mające miejsce sześć lat przed opisanym w pierwszym tomie dochodzeniem w sprawie śmierci Marietty von der Malten. W „Mocku” cofamy się więc do roku 1913, ważnego w polityce i historii, pełnego napięć i niepokojów (trwa wojna bałkańska) i poprzedzającego wybuch pierwszej wojny światowej. Wrocław jednak przygotowuje się do wielkiego wydarzenia – otwarcia swej architektonicznej perełki, czyli monumentalnej Hali Stulecia, której inaugurację ma uświetnić cesarz Wilhelm II. Z tej okazji czynione są wielkie przygotowania i podejmowane szczególne środki ostrożności. Niestety, tuż przed zakończeniem prac, we wnętrzu budynku zostają znaleziona ciała czterech gimnazjalistów, a nad nimi rozpięty niczym makabryczny Ikar, wisi trup mężczyzny, którego tożsamości nie można ustalić.

 

Śledztwo prowadzi wachmistrz kryminalny Eberhard Mock, dla którego może to być ostatnia szansa na rehabilitację. Wplątał się bowiem w niesmaczny obyczajowy skandal i grozi mu koniec kariery w policji i niesławny powrót do rodzinnego Wałbrzycha, a na to w żaden sposób nie chce się zgodzić. I choć przełożeni dają mu do wykonania niezbyt pasjonujące zdania – jako niedoszły absolwent uniwersytetu ma badać rytualny wątek morderstwa i analizować w bibliotekach symbolikę – on zamierza poprowadzić własne dochodzenie. Zwłaszcza, że szczęście zaczyna mu sprzyjać…

 

 

Choć Marek Krajewski mówił w radiowym wywiadzie nagrywanym z okazji premiery tej książki, że czuje się nieco wypalony i praca nad powieścią kosztowała go sporo trudu, na fabule absolutnie się to nie odbiło. Można wręcz powiedzieć, że to Krajewski w najwyższej możliwej formie. Intryga jest spójna, dynamiczna i fascynująca, a rozwiązanie zagadki zaskakujące. Widać też, że autor szczególnie przemyślał jej konstrukcję – w „Mocku” mamy drugie i trzecie dno, a więc uciechy czytelnikom kryminałów i tropicielom spisków nie zabraknie. Krajewski zabrał nas na pasjonującą wycieczkę w świat przedwojennego (teraz sprzed pierwszej wojny) Breslau, ale i do świata masońskich zebrań oraz posiedzień narodowców. To tutaj – w lożach i na partyjnych spotkaniach snują się intrygi i wykuwają strategie. Gdzieś tam pomiędzy nimi, w trybach historii, spisku i polityki tkwi człowiek, który może nawet stracić życie, jeżeli uczyni jakiś niewłaściwy krok.

 

Postaci są jak zwykle fascynujące. Eberhard Mock to trochę inny Mock niż ten, którego znamy z dalszych części cyklu. Tutaj jeszcze niewiele ma w sobie z brutala, który jak pamiętamy, potrafił uderzyć kobietę. Dowiemy się też skąd wzięła się słynna taktyka policyjna Mocka, czyli „imadło”, i jak wyszukiwał swoich słynnych współpracowników z półświatka. Takich smaczków, wprowadzających nas w tajniki biografii bohatera znajdziemy w tej książce wiele, a ja jestem szczególnie wdzięczna autorowi za rozwinięcie wątku mojej ulubionej postaci, czyli doktora Lasariusa.

 

Parę słów o intrydze, żeby nie zdradzić za wiele – jest finezyjna jak taniec na linie nad przepaścią. Krajewski umiejętnie dawkuje napięcie i myli tropy. Balet tajnych stowarzyszeń, cesarskiego wywiadu, opętanych swoją ideą narodowców jest naprawdę fascynujący.

 

No i ona – jak to zwykle bywa, piękna kobieta. Charlotta Bloch von Bekessy, jedyna kobieta wśród wrocławskich masonów, promowana na mężczyznę, by odziedziczyć majątek po zmarłym mężu, w sytuacji, gdy dziedzicami mogli być w rodzinie tylko panowie. Prawda, że niezwykła historia? Tak jak niezwykła jest sama baronowa. Mock będzie miał twardy orzech do zgryzienia nie tylko ze śledztwem, ale także z innymi pułapkami, jakie zastawi na niego życie.

 

Cóż mogę powiedzieć? Mistrz Krajewski potwierdził swoją klasę, Mock powrócił i będzie nam panował niepodzielnie na listach bestsellerów, a ja zachęcam Państwa do tej lektury, bo na pewno się nie zawiedziecie.

 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak