Strona główna Recenzje Michał Wójcik Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg…- recenzja

Michał Wójcik Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg…- recenzja

0
PODZIEL SIĘ

Michał Wójcik Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg...- recenzjaO baronównie Kronenberg przeczytałam przypadkowo kilka lat temu w jednym z tygodników. Artykuł nosił tytuł „Z pejczem do powstania” jego bohaterką była Edith (Wanda) Kronenberg, a autorem Michał Wójcik. Kobieta wkraczająca z pejczem na barykadę w czasie Powstania Warszawskiego – jak przyznawał sam autor: postać niczym Irina Spalko z „Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki”. To robiło wrażenie. Wiedziałam wówczas, że będę zwracała uwagę na wszystkie wzmianki o niej w innych pracach historycznych. No i rzeczywiście, w książce Juliusza Kuleszy „Z wyroku polski podziemnej” pojawia się skrótowo opisana historia nieudanego zamachu na życie Wandy (z wyroku AK), a potem jej dalszych losów. Relacjonujące tę sprawę osoby, nie miały wątpliwości, że baronówna była groźną konfidentką.

Michał Wójcik, autor pasjonującej książki o likwidatorach z AK, czyli „Ptaków drapieżnych” stracił dla baronówny głowę. Sam to przyznaje, że dziennikarskie śledztwo w jej sprawie stało się dla niego obsesją. Wertował dokumenty w IPN, spotykał się z rodzinami świadków. Próbował krok po kroku rozplątać zagadkę: czy Wanda była podwójną (a nawet wielokrotną) agentką, czy też osądzono ją na skutek tragicznego nieporozumienia. Wyszła z tego niezwykła praca – śledztwo dziennikarskie „Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg – najgroźniejszej polskiej agentki”.

Wójcik kreśli przy okazji niezwykle porywający obraz konspiracyjnej Warszawy. Tutaj splatały się różne siatki i ścierały się rozmaite strefy wpływów i interesów. Swoich szpiegów miało Gestapo, Sipo, Kripo oraz NKWD. Działał wywiad i kontrwywiad AK. Stolica wrzała od wymienianych i przekazywanych informacji. Każdy ślad był cenny, każdy kontakt – na wagę złota. Gestapo usiłowało umieszczać swoich agentów w szeregach AK, polski wywiad nie tylko starał się przeciwdziałać infiltracji, ale prowadzić własną działalność.

Gdzie w tym wszystkim sytuuje się Wanda? Na początku swej agenturalnej misji jest nastolatką, córką bogatego barona Kronenberga, z pewną skazą na życiorysie: jej rodzina ma korzenie żydowskie. Dla kogo właściwie pracuje Kronenberg, kobieta o wielu pseudonimach: Lida, Edith Mueller, Wera, Wanda Jegoroff? Zadziwia pilnością i operatywnością – produkuje raporty dla Gestapo, Abwehry, Sipo, NKWD i AK. W raportach pisze o wszystkim: zamieszcza plotki, własne analizy i spostrzeżenia, garść faktów. Jakby przede wszystkim starała się stworzyć wrażenie, że jest użyteczna, skuteczna i trudna do zastąpienia. Raporty są pisane barwnie, z literackim zacięciem. Wanda nie stroni od błyskotliwych, czasem złośliwych podsumowań i charakterystyk. Wójcik uważa, że tak naprawdę pracuje dla siebie – lęka się o życie własne i nieustannie zagrożonej rodziny. Prowadzi swoją grę, niebezpieczny taniec na linie. I przez prawie pięć lat się jej udaje.

Istotnie, Wanda jest fascynującą postacią. Barwną, trudną do uchwycenia. Czy była naprawdę „spsiałą córką szlachetnego rodu” jak chciał Władysław Bartoszewski, konfidentką, czy też agentką brytyjskiego MI5 prowadzącą tajną misję? Wójcik w jednym z wywiadów przyznał, że w pewnym momencie ta kwestia przestała go tak bardzo interesować. Chciał po prostu poznać Wandę Kronenberg, przeniknąć jej motywacje.

Była piękna, niebezpieczna i potrafiła manipulować mężczyznami. Mimo wyroku śmierci i trzy- lub czterokrotnych prób wykonania go przez likwidatorów z AK, uchodziła z życiem. Niewiarygodne szczęście i wielki tupet – taka charakterystyka przewija się przez karty reportażu Wójcika.

Tę książkę czyta się jak najlepszą powieść sensacyjną – zwroty akcji, pościgi i ucieczki. Życie Wandy Kronenberg to materiał na film.

Dreszcz tylko przechodzi na myśl, że to wszystko zdarzyło się naprawdę, a działalność Kronenberżanki nie była niewinną igraszką.  Kosztowała życie innych ludzi, bo nie dało się lawirować wiecznie: czasem trzeba było „sypać”, podawać nazwiska…

Książka Wójcika jest napisana barwnie i potoczyście. To nie sucha historyczna relacja, ale fabuła w najlepszym wydaniu. W każdym rozdziale widać fascynację autora opisywaną postacią, są wtręty narracyjne, a nawet… opis snu Wójcika. Oczywiście dotyczący Kronenberżanki.

Dużo czytam na temat wojny, pracy wywiadów, losów konspiratorów. „Baronównę” mogę polecić z całego serca. To dobrze wykonany kawał archiwistycznej roboty i znakomicie podana lekcja historii. Brawa.

Książka przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak