Strona główna Inne Kinga Wójcik „Poryw”. Fragment

Kinga Wójcik „Poryw”. Fragment

0
PODZIEL SIĘ

Kinga Wójcik „Poryw”. FragmentWszedł w alejkę i poklepał się po kieszeni. Najpierw tej pod kurtką, by sprawdzić, czy butelka żubrówki jest na swoim miejscu, a potem sięgnął do spodni. Zaklął, karcąc się za własną głupotę. Zapominanie telefonu niedługo wejdzie mu w krew. Miał nadzieję, że podczas krótkiej wyprawy do sklepu nikt nie próbował się z nim skontaktować.

A któż by próbował? pomyślał.

Spojrzał przed siebie, żeby sprawdzić, ile klatek pozostało do przejścia, i zamarł. Przełknął ślinę i zaczął się powoli wycofywać. Serce biło mu jak oszalałe, a plecy oblał zimny pot. Odwrócił się, schował twarz pod kołnierzem wiatrówki i przyspieszył kroku.

Spokojnie, nie uciekaj, powtarzał w myślach.

Panika natychmiast wzbudzi podejrzenia.

Rozpoznał policjantów, tak jak oni rozpoznaliby jego. Głupie psy nie pomyślały nawet o tym, żeby ukryć broń.

Krok za krokiem, stopa za stopą, jak gdyby nigdy nic.

Zboczył w zaułek i puścił się pędem przed siebie. Wskoczył do autobusu, który właśnie stanął w zatoczce. Zajął miejsce na końcu, oddychając ciężko.

Autobus ruszył. Młoda blondynka próbowała uspokoić nieznośnego pięciolatka, który wściekle kopał w żółty drążek, starsza kobieta spojrzała na niego wymownie. Karol po chwili zorientował się, że w autobusie nie ma wolnych miejsc siedzących. Siwowłosa oczekiwała, że ustąpi jej miejsca, ale nie miał takiego zamiaru. Rozparł się i założył dłoń na oparcie. Zerknął na numer autobusu i zastanowił się nad planem awaryjnym.

Nie przewidział, że odnajdzie go policja. Wyniósł się ze starego mieszkania i wynajął inne na fałszywe nazwisko. Właściciel nie oponował, kiedy Karol poprosił, by nie spisywali umowy. Zapłacił z góry za pół roku, a gotówka stanowiła wystarczającą zachętę. I tak nie zamierzał mieszkać tam dłużej. W tym czasie znaleźliby sobie coś wspólnie, z ukochaną. Ale teraz już nie będzie tak blisko niej.

W oku zakręciła mu się łza.

Poradzimy sobie, przetrwamy krótką rozłąkę i znowu będziemy razem, pomyślał.

Wysiadł, środek komunikacji zmienił na tramwaj. Do celu miał dziesięć minut, które spędził na rozmyślaniu, co poradzić na nieoczekiwany zwrot akcji. Kłamstwo zawsze przychodziło mu łatwo, dzisiaj też sobie poradzi. Chodzi raptem o parę nocy.

Stanął przed właściwą klatką. Nie znał kodu do domofonu, ale znalazł na to sposób. Przytrzymał drzwi kobiecie wyprowadzającej na spacer dwa dalmatyńczyki i schodami dostał się na szóste piętro. Zapukał do drzwi, przestępując z nogi na nogę. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność.

Dwa piętra wyżej usłyszał jakieś głosy. Dwie dziewczyny, zbiegając na dół, rozmawiały o nowej drogerii.

Podniósł rękę, aby jeszcze raz zastukać, gdy w progu stanęła Jaśmina Kwiatkowska. Dziewczyna nie kryła zdumienia. Chciała coś powiedzieć, ale Karol ominął ją i wszedł do niewielkiego mieszkania. Uderzył go zapach kadzidełek i drażniąca woń środków chemicznych. Zerknął na stół. Lakiery do paznokci, dziwne przyrządy i świecąca się lampa.

– Karol?! – zawołała. – Co ty tu robisz?

– Mogę u ciebie przenocować? – zapytał.

– Co? Żartujesz sobie?

Podparła się pod boki i patrzyła na niego z niedowierzaniem. Była pewna, że Karol upadł na głowę, skoro przyszedł do niej i poprosił o nocleg. Znali się tylko z pracy w hotelu.

– Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam?

– To nieważne – odparł. – Mogę u ciebie zostać?

– Ważne, Karol. Co się stało?! Wpadasz tutaj, jak gdyby… – Zawiesiła głos.

Dozorca ściągnął brwi, a przez jego twarz przemknął mroczny cień. Jaśminę przeszył zimny dreszcz. Wystraszyła się.

– Oczywiście, możesz zostać – powiedziała. – Przepraszam cię na chwilę, muszę do łazienki.

Chciała jak najszybciej zamknąć się w czterech ścianach i zadzwonić do komisarz Rudnickiej. Upuściła telefon na posadzkę. Cholera, gdzie się podziała ta karteczka?! Wygrzebała w koszu ubranie, które miała ostatnio w pracy, i odnalazła wizytówkę. Już miała wcisnąć pierwszą cyfrę, kiedy Warski zastukał do drzwi łazienki.