Strona główna Inne Jussi Adler-Olsen „Kartoteka 64”. Fragment

Jussi Adler-Olsen „Kartoteka 64”. Fragment

0
PODZIEL SIĘ

Jussi Adler-Olsen „Kartoteka 64”. Fragment– Co jeszcze leżało na tej stercie z nowymi sprawami, Rose?

Wyglądała, jakby zastanawiała się, czy nie wziąć całej sterty i mu jej nie wręczyć, ale Carl wiedział, co się święci. Coś już przykuło jej uwagę.

– Ta dzisiejsza historia burdelmamy skojarzyła mi się ze sprawą, którą właśnie dostaliśmy z Kolding. Leżała na tej kupce, którą przyniosłam z EUROPOL-u.

– Wiesz, że kobieta, którą nazywasz burdelmamą, jest siostrą Baka?

Rose kiwnęła głową.

– Nie znam gościa, ale plotki się szybko rozchodzą. To ten, co tu przed chwilą był, prawda? – Postukała w teczkę leżącą na samym wierzchu i otworzyła ją polakierowanymi na czarno paznokciami. – Słuchaj uważnie, Carl, bo będziesz musiał sam to czytać.

– Tak, tak – odparł, błądząc wzrokiem po jej opływowym, szarobiałym środowisku pracy. Aż człowiek tęsknił za jej alter ego, Yrsą i jej różowym piekiełkiem.

– Sprawa dotyczy kobiety o nazwisku Rita Nielsen, „pseudonim artystyczny” – Rose wykonała znak cudzysłowu w powietrzu – Lou­ise Ciccone. Używała go przez jakiś czas w latach osiemdziesiątych, kiedy oferowała tak zwany… – cudzysłów znów się pojawił – „taniec erotyczny” w klubach nocnych w obszarze Trójkąta[1]. Wielokrotnie karana za oszustwa, a potem za stręczycielstwo i sutenerstwo. Prowadzi agencję towarzyską w Kolding w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, po czym nagle znika w Kopenhadze w osiemdziesiątym siódmym. W trakcie śledztwa lotna brygada szuka przyczyny jej zniknięcia przede wszystkim w środkowojutlandzkich i kopenhaskich środowiskach pornograficznych, ale po trzech miesiącach sprawa zostaje zarzucona z adnotacją, że najprawdopodobniej w grę wchodzi samobójstwo. Jest tam też napisane, że w międzyczasie pojawiło się sporo nowych, poważnych zadań, więc nie można było marnotrawić już sił na tę sprawę.

Odłożyła teczkę na stół, robiąc cierpką minę.

– Zarzucona. Na bank to samo stanie się ze sprawą Esther Bak. Czy może ty widziałeś tu kogoś, kto miotałby się jak w panice, chcąc dopaść bydlę, które zrobiło to tej nieszczęsnej kobiecie?

Carl wzruszył ramionami. Jedyna panika, jaką było mu dane zobaczyć dziś rano, malowała się na skwaszonej twarzy jego przybranego syna Jespera, gdy obudził go o siódmej z prośbą, by zasuwał na swój kurs przygotowawczy do egzaminu HF w Gentofte o własnych siłach.

– Z tego, co widzę, absolutnie nic tego dnia nie wskazywało na jej tendencje samobójcze – ciągnęła. – Rita Nielsen wsiada do swego wypasionego białego mercedesa 500 SEC i spokojnie odjeżdża spod domu! Parę godzin później zapada się pod ziemię, właściwie tyle.

Wyciągnęła zdjęcie i rzuciła mu pod nos. Była to fotka samochodu stojącego przy krawężniku z kabiną ogołoconą przez złodziei.

Co za fura! Na tej masce co najmniej połowa przebojowych dziewcząt z Vesterbro wiłaby się w swoich sztucznych futerkach kupionych za uciułane pieniądze. Jego służbowy grat się nie umywał.

– Ostatnio widziano ją czwartego września osiemdziesiątego siódmego roku i dzięki transakcjom na jej karcie możemy prześledzić jej działania od miejsca zamieszkania w Kolding o godzinie piątej, przez Fionię, gdzie tankuje benzynę, i dalej na promie przez Wielki Bełt aż do samej Kopenhagi, gdzie w kiosku na Nørrebrogade kupuje papierosy o dziesiątej dziesięć. Od tej chwili nikt jej nie widział. Jej mercedesa znaleziono parę dni później na Kapelvej, doszczętnie okradzionego. Skórzane siedzenia, koło zapasowe, radio samochodowe, magnetofon kasetowy i mnóstwo innych rzeczy. Nawet kierownicę buchnęli. Zostało tylko parę kaset i książek w schowku.

Carl podrapał się po podbródku.

– W tamtych czasach niewiele sklepów miało terminale do kart płatniczych, co dopiero kiosk na Nørrebro. Po co tyle zachodu z płaceniem kartą kredytową? Musiała na pewno załadować kartę do terminala, a potem złożyć podpis, i to wszystko dla nędznej paczki papierosów? Przecież to wymaga cierpliwości.

Rose wzruszyła ramionami.

– Może nie lubiła gotówki. Może nie lubiła dotykać pieniędzy. Może wolała trzymać pieniądze w banku i płaciła z odsetek. Może miała tylko pięćsetkę, a właściciel kiosku nie miał z czego wydać. Może…

– Stop, stop, wystarczy. – Carl zamachał rękami. – Ale powiedz mi: na czym opierano teorię o samobójstwie? Poważna choroba, problemy finansowe? Czy to dlatego zapłaciła za fajki kartą kredytową?

Wzruszyła ramionami gdzieś pod swoim grafitowym, nazbyt masywnym swetrem, prawdopodobnie zrobionym na drutach przez Yrsę.

– Taa, dobre pytanie. To rzeczywiście trochę dziwne. Rita Nielsen alias Louise Ciccone była zamożną kobietą, a wnioskując z jej niegodnego pozazdroszczenia curriculum vitae również taką, która nie dała sobie w kaszę dmuchać. Jej „dziewczynki” z Kolding określały ją jako twardą jak stal i nie do zdarcia. Jedna z nich powiedziała, że prędzej wymordowałaby resztę ludzkości, niż sama się zabiła.

– Hm! – Carla ogarnęło dziwne przeczucie, co go rozzłościło. Ale zainteresowanie zostało wzbudzone. Spokojnie i niespiesznie zaczęły kiełkować w nim pytania. Między innymi to o papierosy. Czy kupuje się papierosy tuż przed popełnieniem samobójstwa? Owszem, może i tak, by uspokoić myśli i cały organizm.

Cholera! Młyn w jego głowie już zaczął pracować pełną parą, i na co mu to? Jak już się za to weźmie, będzie miał roboty po uszy.

– Więc w przeciwieństwie do naszych licznych kolegów uważasz, że mamy do czynienia z przestępstwem? Ale czy w ogóle coś w tej sprawie wskazuje, że może chodzić o zabójstwo? – zawiesił głos. – Dysponujesz czymś, na czym mogłabyś się oprzeć, oprócz faktu, że sprawa została zarzucona, a nie umorzona?

Pod gigantycznym swetrem znów odnotowano ruch. Czyli nic nie miała.

Carl wlepił wzrok w teczkę. Rita Nielsen na zdjęciu przypiętym spinaczem do pierwszej strony wyglądała na bardzo silną osobę. Chuda dolna część twarzy i bardzo szerokie kości policzkowe. Oczy błyszczące przekorą i wolą walki. Widać było, że olewa tabliczkę, którą trzyma na piersi do zdjęcia policyjnego. Na pewno nie po raz pierwszy robiono jej zdjęcie do archiwów policyjnych. Nie, na kobietach takich jak ona kara więzienia nie robiła wrażenia. Była twardzielką w czystej postaci, jak to określiły dziwki z jej stajni.

Dlaczego, u diabła, miałaby się targnąć na własne życie?

Przysunął do siebie teczkę, ignorując uśmieszki Rose.

Czyli rozpoczyna się kolejna sprawa dzięki temu pomalowanemu na czarno monstrum.

 

(tłumaczenie Joanna Cymbrykiewicz)

[1]      Obszarem Trójkąta (Trekantsområdet) nazywa się obszar na Jutlandii wyznaczony przez trzy miasta: Vejle, Kolding i Fredericię.