Strona główna Recenzje Joe Alex, Zmącony spokój Pani Labiryntu

Joe Alex, Zmącony spokój Pani Labiryntu

0
PODZIEL SIĘ

Mokry sen archeologa, czyli Zmącony spokój Pani Labiryntu, Joe Alexa

  ?Zmącony spokój Pani Labiryntu?, książka wydana po raz pierwszy w 1965 r. A jeśli Maciej Słomczyński, podobnie jak Joe Alex, pisał swoje kryminały w dwa tygodnie, to pewnie w tym samym roku napisana. Jednak wybrałam ją z oczywistego powodu: ja jako archeolog dałabym sobie odciąć małe palce u obu rąk ( i tak nigdy nie nauczyłam się stukać w klawiaturę dziesięcioma palcami), żeby odkryć taki, jak opisany w powieści, przybytek Pani Labiryntu.

Dla tych, którzy tego jeszcze nie wiedzą (są w ogóle tacy?): fabuła kryminałów Joe Alexa to zawsze klasyczna intryga: ograniczona grupa ludzi (mniej niż 10 osób), w izolowanym otoczeniu, z którego nikt nie może się wydostać i gdzie nie może pojawić się nikt nowy. Jedna osoba ginie (może być więcej niż jedna, ale jedna to minimum :?). Joe Alex wkracza do akcji. Rozważa wszystkie poszlaki (nie dzieląc się tym z czytelnikiem). Myśli, myśli, myśli. Potem rozwiązuje zagadkę. Zbiera wszystkich razem i opowiada kto jest morderca i jak on sam do tego doszedł. Morderca rzadko bywa ujęty przez policję (w tym przypadku wiernego przyjaciela Joego, Beniamina Parkera), zazwyczaj popełnia samobójstwo. Sprawiedliwości staje się zadość. Koniec.

 

 

Ta klasyczna formuła kryminału, zwana czasami ?Whodunit? ukochana została szczególnie przez Anglików, a doprowadzona do perfekcji przez Agatę Christie (o czym pisze szczegółowo na stronie ZS inna Siostrzyczka, Adrianna Michalewska). Trudno się spodziewać, żeby człowiek, którego tak fascynowała kultura angielska, że jako jedyny na świecie przetłumaczył wszystkie dzieła Szekspira, sięgnął po inny gatunek.

W ?Zmąconym spokoju Pani Labiryntu? Alex towarzyszy swojej przyjaciółce Karolinie Beacon oraz innym archeologom w ekspedycji archeologicznej na wyspę Keros na Morzu Egejskim. Ekspedycja zostaje przedsięwzięta, ponieważ Karolina odczytała papirus szczegółowo informujący o położeniu tajemniczej świątyni. Cudownym zrządzeniem losu w tym samym czasie instytut archeologii otrzymał anonimową dotację, która umożliwiła zorganizowanie wyprawy. Dodatkową atrakcją jest zapisana na papirusie klątwa: kto zmąci spokój Pani Labiryntu, spadnie w otchłań, a z nim jego imię?

Zafascynowany angielskością Słomczyński, tak jak nie mógł sięgnąć po inną formułę kryminału, nie mógł też wybrać na tło archeologicznej akcji innej kultury niż egejska. Grecje klasyczna zdominowali archeolodzy niemieccy i francuscy, Italię ? Włosi. W Egipcie co prawda Anglicy trzymali się mocno, ale w latach 1960 temat grobu Tutanchamona był już mocno oklepany. A prehistoryczna Europa nie była w modzie. Co prawda mógł Słomczyński podążać śladami brytyjskich archeologów (np. Maxa Mallowana, męża Agaty Christie) do Iraku, ale szczyt sukcesów Brytyjczyków w tych stronach przypadał na okres międzywojenny. Tymczasem archeologia Krety i wysp greckich rozwijała się prężnie od momentu kiedy Arthur Evans (Brytyjczyk) odkrył (a właściwie ?odkrył?, bo przed nim był Kreteńczyk Minos Kalokairinos) Knossos. Kultura Krety epoki brązu jest wymarzonym tłem dla archeologicznej zagadki: tajemnica, nieodcyfrowane pismo, i ta bogini z obnażonym biustem, świetnie wyglądającym na okładce.

Słomczyński naprawdę znakomicie przygotował się do napisania tego kryminału. Przez prawie 200 stron próbowałam go przyłapać na archeologicznych błędach merytorycznych. Znalazłam tylko drobiazgi: latarnik ma na imię Eleftorios, a powinien być Eleftherios. Karolina wymawia to imię z wyraźnym trudem, choć wcześniej dowiadujemy się przecież, że jest specjalistką od języka greckiego. W ogole nikt z ekspedycji nie mówi po grecku (ale to typowe dla archeologów w latach sześćdziesiątych). Alex nazywa boginię ?antyczną damą?, chociaż antyk to I (plus minus), a nie II tysiąclecie p.n.e.

No i jeszcze ten typowy dla połowy poprzedniego stulecia podział ról w ekspedycji archeologicznej:

?? Karolino ? powiedział. ? Myślę, że na pewno wszyscy napiliby się kawy. Czy mogłabyś?
Karolina bez słowa skinęła głową. Mary także się uniosła i obie pochyliły się nad rozstawiona w rogu pokoju kuchenka (?). ?

W dzisiejszych czasach nie do pomyślenia!

Ale ten przybytek Pani Labiryntu? Może bogini zechciałaby przyjąć moje małe palce (operacje można przecież przeprowadzić pod narkozą w szpitalu) i zdradziłaby mi miejsce, w którym kryje się jej kapiąca od złota, pełna starożytnych dzieł sztuki świątynia, której nikt jeszcze nigdy nie widział na oczy?

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskiego.