Strona główna Inne Jędrzej Pasierski „Czerwony świt”. Fragment

Jędrzej Pasierski „Czerwony świt”. Fragment

0
PODZIEL SIĘ

Jędrzej Pasierski „Czerwony świt”. FragmentO godzinie trzynastej komenda policji Praga-Północ przypominała atakowaną twierdzę. Machiny oblężnicze w postaci wozów transmisyjnych zasłoniły wjazd na parking, a Warwiłow czuła, że to dopiero rozgrzewka. I było kwestią czasu, kiedy dziennikarze zorientują się, że właśnie ona, szczupła i ciemnowłosa, w zwykłym granatowym płaszczu, prowadzi śledztwo w sprawie śmierci Sary Kosowskiej.

Jeszcze jednak dało radę się przebić. A kiedy dotarła do budynku, nawet nie zajrzała do swojego pokoju, tylko skierowała się prosto do gabinetu Białka.

Niedługo trwało bezkrólewie w Wydziale Dochodzeniowym po odejściu inspektora Matkowskiego. Kiedy Nina wróciła z urlopu macierzyńskiego, w biurze naczelnika powitał ją Aleksander Białek, który razem z nią zaczynał karierę, a w trakcie jej nieobecności przeskoczył kilka progów. Nie musiała przeprowadzać dochodzenia w tej sprawie. Było jasne, że poszybował w górę odrzutem politycznym.

Sam pokój naczelnika nie zmienił się wiele. Widziała tylko mniej książek – których Białek raczej nie czytał, i czuła mniej odoru papierosów – których z pewnością nie palił. Szczycił się zasłużoną opinią jednego z najlepszych sportsmenów na komendzie. Mocno zbudowany i mimo czterdziestki na karku z roku na rok jakby coraz bardziej muskularny. I ta przeklęta woda kolońska, którą pachniał, dziwne, że żadna z dziewczyn nie zwróciła mu na to uwagi, a może właśnie dlatego pozostawał jednym z niewielu kawalerów na komendzie Praga-Północ.

Przynajmniej teraz Warwiłow nie była już w ciąży. I w miejsce nudności, które wywoływał koloński aromat Białka, czuła zwykły dyskomfort.

Nowy naczelnik wbił w nią spojrzenie, kiedy weszła.

– Jak stoisz z czasem? – zapytał.

– Bardzo źle. – Opadła ciężko na fotel. – Nie powinnam tego brać.

– Ale jesteś najlepsza.

Pod jej nieobecność Białek musiał naczytać się motywacyjnego chłamu; takie właśnie teksty podrzucał jako szef dochodzeniówki: „Tylko ty możesz wykorzystać swój potencjał”, „Nie poddawaj się przy pierwszej przeszkodzie” i podobne. Nawet jeśli to biło sztucznością i działało tylko na szczególnie nieopierzonych funkcjonariuszy, stało oczko wyżej od szowinistycznego bełkotu, którym częstował ją przez pierwsze kilkanaście lat znajomości.

Ten nowy Białek budził w niej ambiwalentne uczucia; stary był bardziej chamski, ale jakoś spójny wewnętrznie, nowy superuprzejmy, za to nie ufała mu za grosz.

– Sara Kosowska. Będzie bałagan – powiedział ze współczuciem w głosie. – Widziałem ją w Po trzecie kochaj.

– Ja też. Nawet w kinie na tym byłam.

– Tak… I jeszcze w tym bzdurnym thrillerze, akcja rozgrywa się w Bieszczadach, a tak naprawdę w głowie głównego bohatera.

Mgła.

– Ano tak. Pomyślałem, że to bardzo odpowiedni tytuł.

Warwiłow uśmiechnęła się uprzejmie.

– Kosowska zginęła w tym filmie dość wcześnie – powiedział Białek.

– Wydaje mi się, że to raczej komedie były jej specjalnością.

– Co jeszcze robiła?

– Telewizja, reklamy, pewnie jakieś występy za kasę…

– A, wiem, gdzie ona jeszcze grała – wtrącił Białek. – Tę wyszczekaną małą w Spotkaniu w cztery oczy.

Rozmowie w cztery oczy – poprawiła. – Tak. Amelkę Borowiec. To był prawdziwy tasiemiec.

– Niektóre odcinki były całkiem śmieszne.

– Tam grała jeszcze za dzieciaka.

– Właśnie, wydaje mi się, jakby ona pojawiała się w telewizji od zawsze.

– Aleks – powiedziała Warwiłow, lekko już zmęczona. – Możemy tu sobie plotkować, ale Sara Kosowska rozkłada się właśnie jak zwykły trup, a czas leci.

– Tak. I prasa już wyje – dodał, wskazując głową za okno, pusty gest, bo widok miał przyjemny, na zieleń z dala od ulicy Jagiellońskiej.

– Więc widzisz, w co mnie wrabiasz – skwitowała.

– Wystawiam najmocniejszą zawodniczkę.

– Aleks, skończ z tymi tekstami, proszę cię…

– Dlatego, że muszę mieć szybko wyniki – dokończył, uciekając nieco wzrokiem.

Wiedziała, co teraz nastąpi. Co gorsza, już zastanawiała się, co zrobić z Milą.

– Chcesz podejrzanego z łapanki?

– Wytypowałaś już kogoś?

Zamilkła. Musiała poczekać na Chodkowskiego, który sprawdzał zgłoszenie Sary Kosowskiej sprzed roku.

– Sześciu – burknęła. – A pierwszy to Gargamel.

– Im szybciej ta sprawa zejdzie nam z tapety, tym łatwiej będzie nam żyć. Oddam ci ten weekend, Nina, obiecuję.

 

Po wyjściu z gabinetu Białka skierowała się prosto do Chodkowskiego. Starszy aspirant zajmował teraz osobny pokój, który lubiła za wyjątkowo dużo roślin. Skrzydłokwiat, monstera, hoja, języki teściowej, a nawet trudna do utrzymania paprotka. Chodkowski kochał opiekować się zielenią, a dzięki temu miał tu najlepsze powietrze na komendzie.

Sam aspirant zmienił nie tylko pokój w trakcie jej nieobecności. Ściął nędzne resztki włosów, wreszcie pozwolił sobie na kilkudniowy zarost i zupełnie nie była przygotowana na to, że przeistoczy się znienacka w przystojnego faceta.

Wiedziała, że nie jest w tym spostrzeżeniu odosobniona: wyczuwalne stało się zainteresowanie funkcjonariuszek Chodkowskim, który wciąż był kawalerem. A może nawet singlem. W zasadzie Karol Chodkowski, jej podwładny od zawsze, stał się nagle świetnym materiałem na partnera. Zdolny i pracowity policjant bez patologii na koncie, przy tym kapitalnie gotował.

– No i? – zapytała, podchodząc do jego biurka.

– Znalazłem. – Nie oderwał wzroku od monitora. – Powiedzieli prawdę. Sara Kosowska była tu trzykrotnie. Dwa razy w 2013 i raz w 2014 roku. Dziwne, że jej nie widziałem. I szkoda. Listy, maile… – Pokazał Warwiłow przybrudzoną kartkę zapisaną pismem komputerowym.

– „Nie mogę żyć, kiedy ty żyjesz, zgnilizno” – przeczytała.

– Tak. Groźby wysyłane z różnych kont i różnych adresów IP. Co ona temu człowiekowi zrobiła?

– Być może nic i to zwykła żółć.

– Albo coś konkretnego, czego jeszcze nie wiemy.

– Czy nasz stalker może być mordercą? – zapytała.

– Nie mam pojęcia, takie rzeczy się zdarzają. Pamiętasz tę modelkę Agnieszkę Kotlarską? Została zamordowana przez psychofana. Też nie brała tego wystarczająco poważnie, nie zgłosiła nawet na policję, a potem facet dźgnął ją nożem. Często pogróżki są zresztą wysyłane przez kogoś będącego w pobliżu.

– W pobliżu ofiary?

– Tak.

Zamilkła na chwilę.

– Jeśli Sara Kosowska została otruta – powiedziała – to wymagało przygotowania.

– No teraz rozmawiamy o otruciu…

– Co chcesz powiedzieć?

Chodkowski wzruszył ramionami.

– Jest prostsze wytłumaczenie jej śmierci – rzucił. – Sara całą noc piła, może ćpała…

– Twierdzą, że nie.

– Nie uwierzę im, dopóki nie zobaczę wyników z sekcji. To nie jest takie niesamowite, żeby umarła i zasłabła po nocy imprezowania, uwzględniając fakt, że byli w Koktajlu.

– Co masz na myśli?

– Chyba dawno nie miałaś do czynienia z narkotykowymi. A może to lepiej. To miejsce od dawna powinno być zamknięte i nie mam pojęcia, dlaczego nikt tego nie rusza. Serio, za bardzo nie można nawet podejmować tematu Koktajlu. Odradzono mi to.

Zamilkła.

– Dobra, zostawmy na razie ten wątek – powiedziała. – Fakty.

– Okej. – Chodkowski wzruszył ramionami i pociągnął łyk wody.

– Ta bezimienna dziewczyna… nie potrafię zrozumieć, jak mogli o niej zapomnieć.

– Byli w szoku.

– Mówimy jednak o amnezji u czterech osób naraz. – Imprezowali całą noc i nie spali – powiedział. – I byliśmy na miejscu czterdzieści minut po zdarzeniu.

– To prawda.

– Ale to oczywiście dziwne, nie będę się z tobą spierał. Szczególnie, że Lutyński wyglądał na dość przytomnego. A to on ją przyprowadził.

– Może właśnie dlatego nie chciał o niej powiedzieć.

– Narażając się na większe podejrzenie? Nie wpadłby na to?

– Może jest tępy.

Chodkowski niepewnie pokiwał głową.

Znajdź tę bezimienną, to teraz absolutny priorytet – powiedziała.

– Jak?

– Nie wiem. Mamy opis?

– Tak. Niewysoka, ciemne włosy, spodnie z wysokim stanem i trampki…

– Mało. Sprowadź świadków i niech Kańczała sporządzi portret pamięciowy. Jak będzie marudził, podrzuć mu coś ze śledztwa, lubi to.

– Okej.

– I sprawdź koniecznie punkty usługowe wokół placu Konesera. Jak będziesz miał ten portret, przejdź się po okolicy, może coś kupowała, może ktoś coś zapamiętał. Musisz ustalić jej tożsamość i musisz to zrobić dzisiaj.

– Będzie ciężko.

– Powiedz to Białkowi. – A po chwili dodała: – Karol, wiesz tyle, ile ja. Lecę.

– Znowu? – Zerknął na płaszcz i torebkę, które trzymała w ręku.

– Widzimy się za dwie godziny. Poradzisz sobie.

Chodkowski już nawet nie skomentował.