Nie kryminał, więc co? Czyli ?Święty Psychol? Johana Theorina
Recenzja Marty Guzowskiej
Miałam kłopoty z zaklasyfikowaniem tej powieści Johana Theorina, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne. Nie jest to kryminał, bo nie chodzi w nim o rozwikłanie zagadki morderstwa. Od początku wiemy, kto jest psychopatycznym zbrodniarzem zamkniętym na oddziale szpitala psychiatrycznego św. Patrycji, zwanego pieszczotliwie Świętym Psycholem.

W powieści nie ma ani jednej sceny pościgu (o samochodach nawet nie warto wspominać, bohaterowie powieści, jak to w Szwecji, poruszają się głównie na rowerach), nie ma zaskakujących zwrotów fabuły, a sama akcja w ogóle jest raczej spokojna.
Jednak ?Święty Psychol? naprawdę mrozi krew w żyłach, a mnie przyprawił już o jeden senny koszmar. Jest to bowiem opowieść o złu kameralnym i o tym, że wiele ludzkich tragedii wynika nawet nie z głupoty, tylko ze zwykłej bezmyślności.
Młody wychowawca przedszkolny Jan Hauger specjalizuje się w kilkumiesięcznych zastępstwach, nie ma więc pracy na stałe. Stara się o posadę w przedszkolu umieszczonym za murem Świętego Psychola. W ?Polanie? (polecam uwadze Czytelników nazwy szwedzkich przedszkoli i porównanie ich z polskimi, bardzo pouczające) przebywają dzieci pacjentów szpitala.
Od początku jest jasne, że Święty Psychol Jana fascynuje. Nie wiadomo jednak dlaczego. Tę wiedzę Theorin ukrywa przed nami dość długo. Jan, jak każdy człowiek, ma swoje tajemnice. Wyjątkowo mroczne tajemnice.
Theorin dokonał w ?Świętym Psycholu? wielkiej sztuki. Znaczna część stron to opisy zwyczajnego życia, opieki nad dziećmi, rutynowych zajęć w przedszkolu, karmienia, dyżurów i tym podobnych. Ale czytelnik wcale nie czuje się nimi znudzony, bo podskórne napięcie rośnie i tylko czekamy aż lada moment coś się wydarzy. Coś strasznego.
Przy lekturze takiego, dajmy na to, Larsa Keplera lub Thomasa Engera, łatwo jest uwierzyć, że zło jest czymś egzotycznym i że kontakt z przestępcami mają tylko i wyłącznie inni przestępcy i policjanci chyba, że ktoś ma straszliwego pecha. Kiedy czyta się Theorina, człowiek boi się wyjść po bułki do sklepu. Ale polecam tę książkę bardzo, zwłaszcza tym, którzy szukają w lekturze intensywnych przeżyć. W grze emocji Theorin jest mistrzem.
Książkę przeczytałam przedpremierowo dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarne.





