Strona główna Recenzje J. Grzędowicz, Wypychacz zwierząt

J. Grzędowicz, Wypychacz zwierząt

0
PODZIEL SIĘ

 

Recenzja Adrianny Michalewskiej

 

Podobno w polskim panteonie pisarzy SF liczą się tylko Andrzej Sapkowski i Jarosław Grzędowicz. Z góry od razu przepraszam wszystkich, których włączanie fantasy do działu SF doprowadza do furii. Trzymam się ogólnych ram gatunku.

 

Kilka tygodni temu na rynku wydawniczym pojawił się zbiór 13 opowiadań tego ostatniego autora. Część z nich była już znana, kilka jest nowych. Taki zbiór od razu wywołał kontrowersje i zarzuty, które trudno odeprzeć. Poziom opowiadań jest zróżnicowany (dla niektórych ?nierówny?), ale jest to zrozumiałe, ponieważ autor nie siadł do nich jednego wieczora i nie napisał ich na życzenie wydawcy w ciągu 24 godzin. Dla mnie, historyka literatury, takie zestawienie jest bardzo miłe, ponieważ widać wyraźnie, że nawet Jarosław Grzędowicz rozwija swój warsztat i ewoluuje, dzięki czemu nie otrzymujemy materiału spod jednej sztancy. Co ciekawe, najbardziej przypadły mi do gustu dwa najsłabsze opowiadania zbioru, czyli: ?Hobby ciotki Konstancji? i ?Nagroda?.

Pierwsza z historii to napisana w ironicznym stylu krótka wersja znanego horroru ?Inni?. Chłopak odziedziczył po ciotce mieszkanie a wraz z nim całą historię życia zabawnej staruszki, która szuka rozrywek także po śmierci. Grzędowicz nie pozwolił mi się jeszcze porządnie wystraszyć, gdy już zaczął rozśmieszać. To rzadkie, ponieważ twórcy SF zwykle mają tendencję do koturnowości i  humoru u nich za wiele nie zobaczymy.

?Nagroda? to zapis z dzienniczka uczestniczka wyjazdu integracyjnego wielkiej firmy. Oba opowiadania (i jeszcze kilka z tego tomu) znamy z dodatku do ?Faktu? zatem cieszy, że autor potrafił w tak krótkich formach wyśmiać najgłupsze i najbardziej denerwujące aspekty naszej rzeczywistości. Co ciekawe, czytali to abonenci jednego z najdziwniejszych pism w naszym kraju.

Pisanie opowiadań to wielka sztuka. Kiedy autor nie ma do dyspozycji 12 arkuszy wydawniczych na których może lać wodę do woli, pozostaje mu stand-up performance, czyli albo się zainteresują, albo wyjdą. Ponieważ polscy wydawcy jak ognia unikają zbiorków opowiadań, w księgarniach Grzędowicz ma całą scenę dla siebie. Ja się zainteresowałam.

Jarosław Grzędowicz, Wypychacz zwierząt, Fabryka Słów 2013, s. 458