Strona główna Recenzje Ch. Mjaset, Lekarz, który wiedział za dużo

Ch. Mjaset, Lekarz, który wiedział za dużo

0
PODZIEL SIĘ

 

Recenzja Adrianny Michalewskiej

 

Kocham thrillery medyczne. Uwielbiam hasła: resusytacja, adrenalia na palec, intubujemy i jestem wierną fanką całego zespołu „Ostrego dyżuru”. Z tego samego powodu mam słabość do powieści z wątkiem medycznym Robina Cooka. Ratowanie życia i świata to moje sekretne hobby.

 

Wiedziona intuicją (i napisem na okładce powieści) zabrałam się do czytania „Lekarza, który wiedział za dużo”. Szybko okazało się, że resuscytacja była raz, wlewka doodbytnicza raz, masaż serca  raz (ale za to jak!). Jak na przydomek „medyczny” – niewiele. Już miałam odłożyć powieść, gdy jednak odkryłam, że to nie akcje z ER są jej największą zaletą. 

 

Przyznaję, uważam że dobry pisarz potrafi rozkręcić i zamknąć akcję w 300 stronach. Powątpiewałam zatem w Mjaseta od początku. Spodziewałam się zbędnych historii o tym co który bohater je i jakich używa kosmetyków. A tymczasem dostałam mroczną powieść obyczajową z dalekich rubieży Norwegii, gdzie łosoś jest dobrem narodowym, a ludzie mają w zwyczaju przychodzić do przychodni późnym wieczorem i walić lekarza po gębie.

 

Ze strony na stronę napięcie rosło. Mała, zamknięta społeczność prawdziwych twardzieli traci lekarza, Aldusa Caroliussena, który znał i leczył wszystkich od lat. W chwilę później jego córka odkrywa, że ojciec miał sekretne archiwum w domu, a w nim tzw. „haki” na każdego, kogo znał. Na dodatek lokalny biznesmen umiera po lekach zapisanych mu przez Caroliussena. Wyniki badań nie pasują do pacjentów a chora na serce kobieta zażywa tabletki składające się z … cukru. 

 

Policja robi dobrą minę do złej gry, czyli pozostały przy życiu jedyny lekarz gminny Mads Helmer musi rozwikłać zagadkę i dowiedzieć się co się tam naprawdę dzieje. Oczywiście, nie jest mu lekko, sam ma upiorne wspomnienia z przeszłości i czuje, że nie pozbędzie się nocnych koszmarów dopóki nie dowie się, dlaczego ktoś zabił Caroliussena. 

 

Pewnym minusem tej powieści jest swoista poprawność polityczna, od której autor próbuje i uciec, i która jest jego przekleństwem. A to całe zło Norwegii pochodzi z Europy Wschodniej, ale przecież jego jedyny przyjaciel jest z Pakistanu. A to kobiety są złe i wyrachowane (Line), ale potrafią kochać i pomagają zawsze, gdy człowiek nie ma już siły, żeby sobie kupić bułki na śniadanie (Charlotte). W każdym społeczeństwie są jakieś przesądy i fobie, a powieść obyczajowa powinna to wyraźnie pokazać. Zło powinno być złem, nie trzeba prowadzić czytelnika za rękę.

 

Choć historia z dalekich fiordów niewiele ma wspólnego z thrillerem medycznym warto po nią sięgnąć. Jeśli Christer Mjaset, który z zawodu jest lekarzem, leczy tak precyzyjnie jak konstruuje fabułę, to jego pacjentom nic nie grozi.

 

Christer Mjaset, Lekarz, który wiedział za dużo, tłum. Dorota Polska, Smak Słowa 2013, 448 s.