Strona główna Recenzje Ian Rankin Nawet zdziczałe psy, recenzja

Ian Rankin Nawet zdziczałe psy, recenzja

0
PODZIEL SIĘ
Ian Rankin Nawet zdziczałe psy, recenzja
Ian Rankin Nawet zdziczałe psy

Powrót Johna Rebusa. I tu oczywiście pasowałoby zakończyć, ale są zapewne Państwo ciekawi, co dla nas przygotował tym razem Ian Rankin?

Rebus jest już na emeryturze, która nie bardzo mu się podoba. Sarkastycznie stwierdza, że trenuje przed maratonem po edynburskich pubach, choć właściwie wciąż siedzi w tym samym: Oxford Bar. Nudzi się, więc gdy z policji przychodzi prywatna prośba o pomoc, nie waha się ani chwili. A sprawa jest dziwna: zabito zamożnego i wpływowego prawnika, Davida Mintona. Choć wiele wskazuje na morderstwo podczas próby włamania, to uczestnicząca w dochodzeniu Siobhan Clarke ma wątpliwości. Z domu nic nie zginęło, łącznie z zegarkiem i portfelem ofiary. Dodatkowo niepokojący jest list z pogróżką, który przed śmiercią otrzymał Minton. W innej części miasta zostaje postrzelony kolejny człowiek, tym razem przedstawiciel półświatka. Rebus dobrze go zna, więc energicznie włącza się do śledztwa, którym zajmuje się nie tylko edynburska policja.

Bohater, który się nie starzeje

Najmocniejszą stroną serii Rankina jest oczywiście bohater, John Rebus. Przez te trzydzieści lat (tak, tak, już tyle lat Rankin pisze o tej postaci) dowiedzieliśmy się o nim wiele. Jest z pochodzenia Polakiem, a sam autor przyznaje, że zafascynowało go słowo „rebus”, które stało się nazwiskiem bohatera. Rebus, czyli zagadka, szarada, logiczna łamigłówka. Taki właśnie jest John, myśli bardzo szybko i precyzyjnie, a wiek wcale mu w tym nie przeszkadza. Wciąż jest najlepszy. Ma przy tym taką osobowość, że wydział spraw wewnętrznych wciąż ma z nim wiele problemów, nawet na emeryturze. No i pali papierosy – jakie to niepopularne w dzisiejszych czasach. Przez te trzydzieści lat Rebus, co nieuniknione, dojrzał i nabrał życiowego doświadczenia, tracąc niektóre złudzenia. Nie stał się jednak „zgryźliwym tetrykiem”, żeby zacytować tytuł pewnego filmu. A czytelnicy wciąż go kochają, o czym świadczy chociażby zakończony niecały miesiąc temu w Edynburgu festiwal Rankina.

Śledztwo i śledczy

Obok Johna Rebusa w tej książce mamy dwie ważne postaci: Siobhan Clarke i bohatera innej serii Rankina, Malcolma Foxa. Clark i Fox dodatkowo spotykają się ze sobą, co jest nie bardzo w smak Rebusowi, martwiącemu się o kobietę. Malcolm Fox znalazł się zresztą w trudnej sytuacji – właściwie nie ma dla niego etatu i jest dołączany do różnych spraw, w rozmaitych miastach jako pomocnik. Musi zatem wywalczyć sobie swoje miejsce w Edynburgu, a z jego przeszłością w wydziale spraw wewnętrznych nie będzie to łatwe.

Dochodzenie, nad którym wszyscy pracują także nie należy łatwych. Sprawy gmatwają się, zwłaszcza, że chodzi o interesy bardzo wielu osób. Ktoś wyraźnie chce zaciemnić sprawę i zgubić ślad. Trzeba dużej odporności psychicznej i inteligencji, aby wszystko rozwikłać.

Akcja, która nie nuży

Tak już jest u Rankina, że jego książki czyta się z przyjemnością, bo ten autor nie tylko do perfekcji opanował prowadzenie akcji. On po prostu świetnie pisze. Książki są rewelacyjne pod względem językowym (tu też zasługa tłumacza), napisane barwnie i potoczyście. Rankin potrafi tak skonstruować kryminał, by czytało się go z przyjemnością i szacunkiem dla jego warsztatu.

A opisana w Nawet zdziczałe psy intryga z pewnością może zaskoczyć i dać satysfakcję nawet wybrednym wielbicielom gatunku.

Która to już powieść o Johnie Rebusie? Chyba dwudziesta lub coś koło tego. To nic. Wciąż chcemy więcej i więcej. Powrót Rebusa był na pewno udany.

I na marginesie: przeczytałam niedawno, że Ian Rankin odzyskał po dziesięciu latach prawa do swojej postaci, jako do bohatera telewizyjnego. Możemy zatem liczyć na nowy serial z Johnem Rebusem w roli głównej, teraz już pod auspicjami autora. Hura!

O premierze Nawet zdziczałe psy u nas TUTAJ