Recenzja Marty Guzowskiej
Może pamiętacie jeszcze całkiem niedawną dyskusję, jaka toczyła się na łamach ?Gazety Wyborczej?, a później rozlała po internecie. Dyskutantami byli Małgorzata Kalicińska i Krzysztof Varga. Kalicińska skrytykowała gust ubiegłorocznych jurorów Nike, zarzucając im, a także autorom nominowanych książek ogólne ponuractwo i brak radości życia. Varga zripostował, że co prawda chciałby osiągać takie nakłady jak Kalicińska (kto by nie chciał?), ale nie kosztem infantylności. Po jednej stronie stanęli więc pisarze ambitni, ale ponurzy, a po drugiej (głównie pisarki) infantylne, ale poczytne.

Ponieważ sama zaliczam się do pisarek tak ponurych postanowiłam przeczytać ?Grecką mozaikę? Hanny Cygler. Możliwe są dwa scenariusze, pomyślałam sobie. Albo książki nie strawię, trudno, zdarza się. Albo przeczytam i będę rejestrować swoje doznania. Może w ten sposób zrozumiem, o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego Cygler, choć nie sprzedaje aż tyle, co Kalicińska, jest tak bardzo poczytną autorką (z bólem wyznaję: bardziej poczytną, niż ja).
Doznanie pierwsze: fajnie, lubię książki o Grecji, ale co mnie obchodzi jakiś podstarzały Grek, któremu coś się zwidziało.
Doznanie drugie: dlaczego loki zawsze muszą być ?niesforne??
Doznanie trzecie: bogaci Grecy nie pija retsiny (no dobra, może niektórzy piją, ale to wino uchodzi za low class, w odróżnieniu od wielu naprawdę dobrych greckich lekkich białych win, np. z rejonu Sitia na Krecie lub ? zwłaszcza – z wyspy Lemnos)
Doznanie czwarte: w roli głównej zaginiona córka. Ci z Was nieco starsi od innych pamiętają może wiekopomny serial ?Powrót do Edenu? i konstrukcję fabularną zwaną w skrócie ?synem Stefanii Harper?. Wygląda na to, że Cygler pamięta to bardzo dobrze.
Doznanie czwarte: cofka w czasie, przenosimy się z XXI wieku w lata 1940te, hmmm.
Doznanie piąte: cofka w czasie bardzo interesująca, Grecy po wojnie w Polsce to temat rzeka, fajnie, że ktoś go popularyzuje.
Doznanie szóste: cofka w czasie mega-interesująca, kochanie, przewiń dziecko sam, przecież potrafisz i nie zawracaj mi głowy.
Doznanie siódme: nie, nie mogę wstać i podać jej smoczka, bo czytam! Raz możesz to ty zrobić.
Doznanie ósme: dajcie mi wszyscy święty spokój, chcę to doczytać do końca!
No i wszystko jasne. Nadal nie wiem, dlaczego Kalicińska osiąga takie nakłady, ale wiem już, dlaczego dobrze sprzedają się książki Cygler: są po prostu dobrze napisane. Ciekawa akcja z pomysłami, dialogi, które nie ranią uszu i świadczą o doskonałym opanowaniu warsztatu, dawka emocji na tyle duża, żeby przykuć czytelnika, ale nie na tyle, żeby go zniesmaczyć, bardzo dobry, nieprzesadzony język (wyjąwszy ?niesforne loki? i kilka innych liczmanów, ale nikt nie jest doskonały).
No, i wszystko dobrze się kończy. Albo prawie wszystko. Prawie, to słowo-klucz w tym wypadku. Losy kilku postaci są na tyle tragiczne, że podobają się nawet ponurej pisarce kryminałów. Polecam najnowsza powieść Hanny Cygler nawet sceptykom (gdybym była bardziej odważna, poleciłabym ją samemu Krzysztofowi Vardze).
?Grecką mozaikę? Hanny Cygler przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebis





