Strona główna Wywiady Cały czas piszę? – z Anną Klejzerowicz rozmawia Agnieszka Krawczyk

Cały czas piszę? – z Anną Klejzerowicz rozmawia Agnieszka Krawczyk

0
PODZIEL SIĘ

Agnieszka Krawczyk: Patrzę na Twoją bibliografię w internecie i co widzę?  Opowiadania ?Złodziej dusz? wydałaś w 2009, powieści  ?Sąd ostateczny? i ?Ostatnią kartą jest śmierć? w 2010, a ?Cień gejszy? w 2011. Po drodze były jeszcze opowiadania do tomów ?Narracje? i ?Książki moja miłość?. Powiedz, jak Ty to robisz, że potrafisz pracować w tak imponującym tempie?

 

Anna Klejzerowicz: E, nie, bez przesady… 🙂 Są autorzy, wydający po 3 – 4 książki rocznie.

To jest dopiero imponujące tempo! Nigdy tak nie będę  potrafiła. Napisanie książki zajmuje mi jednak kilka miesięcy. A cykl wydawniczy też potrzebuje czasu. Natomiast fakt, stale coś piszę, obok powieści zawsze jakieś opowiadania, nowelki – staram się nie tracić czasu. Chyba zresztą inaczej nie potrafię. Ciągle coś mi kiełkuje w głowie i domaga się materializacji na piśmie…

 

 

Podkreślasz, że Twoje powieści to ?kryminały miejskie?, powiem szczerze, że mnie najbardziej odpowiada ten gatunek. Akcja wszystkich toczy się w Gdańsku, wyjątkowo literackim miejscu. Jest to jednak Gdańsk współczesny, choć niepozbawiony odniesień do przeszłości, jak na przykład w ?Sądzie ostatecznym? ? czy nie kusiło Cię jednak, by napisać gdański kryminał retro?

 

Niekoniecznie „kryminały miejskie”. Cykl z Emilem Żądło owszem, to książki, których akcja nie tylko dzieje się w Gdańsku, ale i intryga jest z tym miastem nierozerwalnie związana. Ale już w „Ostatniej karcie” miasto nie gra roli, co zresztą podkreślam na samym początku. Tu raczej ludzkie charaktery są ważne, nie miejsca. Wracając do Gdańska – chyba wolę ten współczesny, za to z odniesieniami do przeszłości. To mój Gdańsk. Żeby napisać dobry kryminał retro, trzeba naprawdę czuć tę atmosferę. Nie wystarczy poczytać stare przewodniki czy gazety, tylko naprawdę „żyć” opisywaną epoką. Czuć ją do szpiku kości. Nie tylko poznać szczegółowo wszelkie realia, ale wręcz myśleć jak ludzie wówczas żyjący. Inaczej to nie będzie żywe ani wiarygodne. A mnie chyba bardziej interesuje, w jaki sposób przeszłość łączy się z teraźniejszością, jak na nas wpływa, ile z niej zostaje. Podziwiam pisarzy „retro”, chętnie czytam książki historyczne, nie tylko kryminały – ale sama jestem raczej obywatelem współczesności. W niej czuję się swobodniej. Może to także kwestia predyspozycji psychicznych?… Nie wiem, czy potrafiłabym tak do końca przenieść się w czasie.

 

Bohaterem dwóch powieści: ?Sądu ostatecznego? i ?Cienia gejszy? jest dziennikarz i były policjant Emil Żądło, pracujący w czasopiśmie o uroczej nazwie ?Rozgwiazda?. Przyznam, że bardzo przypadła mi do gustu ta postać ? nieco przypominająca mi chociażby Sama Spade?a czy Roberta Langdona. Z kolei w ?Ostatnią kartą jest śmierć? śledztwo prowadzi dziennikarka Weronika Daglewska. Skąd taki pomysł na dziennikarzy-detektywów?

 

Może stąd, że bardziej potrafię się z nimi utożsamić? W każdym razie bardziej niż z policjantem. Dziennikarz jako detektyw ma większą swobodę działania, większe pole manewru, nie musi trzymać się sztywno regulaminu. A ponieważ sama zajmowałam się dziennikarstwem – choć nie śledczym – więc to środowisko jest mi bliższe. Cieszę się, że polubiłaś Emila. Ja też lubię drania 🙂

Nie sposób nie zauważyć, że każda z opisanych przez Ciebie historii kryminalnych osnuta jest wokół pewnego centralnego motywu, związanego ze sztuką: obrazu, japońskich drzeworytów, tarota. Rozumiem, że pomysły te wynikają z Twoich osobistych zainteresowań?

 

Zdecydowanie tak. Sztuka i historia sztuki pasjonowały mnie od dziecka. To zresztą wspaniały motyw na kryminał czy horror – każdy z tych starych przedmiotów nosi w sobie zagadkę. To magia przeszłości, magia czasu. Sztuka jest tajemnicą samą w sobie. Porusza wyobraźnię, przemawia. Chyba, że ktoś jest całkowicie nieczuły na ten język. Wtedy, trudno – moje książki zapewne nie przypadną mu do gustu. Ale nie będę nad tym ronić łez. Jest tyle innych książek. Piszę o tym, co mnie pasjonuje. Inaczej nie chcę.

 

Tarot jako motyw przewodni ?Ostatniej karty? wzbudził emocje wielu czytelników. Wiem, że musiałaś odpowiadać na szereg pytań dotyczących Twojego stosunku do kart tarota: czy chodzisz do wróżek i czy wierzysz w przepowiednie tarocistek. Podkreślałaś, że tarot fascynuje Cię w aspekcie kulturowym. Rzeczywiście historia kart tarota jest fascynująca. Czy możesz opowiedzieć o swojej ulubionej talii kart?

 

Tak, ludzie w większości traktują tarota dosłownie. Jako karty do wróżenia. Cóż, wina komercji. Jeszcze inni z kolei ideologicznie, czyli jako zło wcielone, albo na odwrót – jak wyznanie wiary. A ja widzę w tych kartach po prostu zjawisko estetyczne oraz kulturowe. Nie jestem skłonna do mistycyzmu, świat odbieram z pozycji racjonalistycznej. Boję się manipulacji, zaślepienia, zabobonów, ich wpływu na ludzki umysł. Zresztą o tym jest ta książka. Tymczasem tarot to przede wszystkim pamiątka ludzkiej myśli. I wspaniała symbolika, nosząca w sobie echo dawnych wierzeń, uniwersalnych przemyśleń filozoficznych. Ta sama symbolika funkcjonuje w dawnych dziełach sztuki czy literatury. Weźmy Dürera chociażby…

Moją ulubioną talią jest tarot marsylski. Właśnie z powodu tradycyjnej historycznej grafiki. Wiem, że istnieje wiele pięknych współczesnych talii – czasem je podziwiam – ale one nie działają na moją wyobraźnię. Czysto plastycznie może i tak, ale wolę starą ikonografię. W zasadzie to ona – a nie sam tarot – najbardziej mnie interesuje.

 

Skoro już rozmawiamy o kartach i ulubionych taliach, powiedz proszę, która z kart niesie Twoim zdaniem najsilniejsze przesłanie filozoficzne? Dla mnie taką kartą jest Papieżyca, czy też Arcykapłanka, kojarzona z boginią Izydą, a dla mnie symbol siły kobiet.

 

Trudno mi powiedzieć. One wszystkie się ze sobą łączą, tworzą ciąg znaczeń, niosą wspólne przesłanie. Jako całość. Zgadzam się ze szczególną pozycją Kapłanki w aspekcie duchowym. To prastary symbol żeńskiej siły kosmicznej. Ale jej odpowiednikiem na poziomie materii jest Cesarzowa. Też ważna karta, zwłaszcza dla nas, autorek. Odpowiada przecież między innymi za „płodność intelektu”, wyobraźnię, twórczość – w szczególności literacką 🙂

 

Od kart tarota przejdźmy do malarstwa. W powieści ?Sąd ostateczny? ważną rolę odgrywa obraz Hansa Memlinga, prawdziwa duma Gdańska. Fascynuje Cię średniowieczne malarstwo, czy też po prostu obraz ten był pretekstem do opowiedzenia ciekawej historii kryminalnej?

 

Jedno i drugie. Obraz Memlinga fascynował mnie od zawsze. Rodzice prowadzili mnie do muzeum, kiedy byłam dzieckiem, a na dwunaste urodziny dostałam od kogoś album z reprodukcjami z Sądu Ostatecznego. Godzinami nad nim przesiadywałam. Fakt, że ten tryptyk znajduje się właśnie w Gdańsku, napawał mnie dumą. Już wtedy zdawałam sobie sprawę, z jakiej klasy arcydziełem – i jakiej klasy artystą – mamy do czynienia. Malarstwo średniowieczne interesuje mnie w tym samym stopniu, co malarstwo w ogóle. A Memling to przecież jeden z gigantów historii sztuki europejskiej. Kamień milowy. Intrygowała mnie także burzliwa historia tego obrazu. Sensacyjna sama w sobie! To raczej ona stała się inspiratorką historii kryminalnej. Ten obraz towarzyszy Gdańszczanom od stuleci. Był świadkiem niejednego. Niejednego też zainspirował. Moich bohaterów także. Jednego nawet niekoniecznie  w pozytywnym sensie tego słowa…  😉

 

?Sąd ostateczny? jest porównywany przez krytyków z ?Polichromią? Joanny Jodełki. Przyznam, że też miałam podobne skojarzenia, a dodatkowo z ?Klubem Dantego? Pearla i może jeszcze ?Szachownicą flamandzką? Pereza-Reverte. Jak uważasz, co decyduje o popularności powieści kryminalnych ?ze sztuką? w tle? Są bardziej wyrafinowane ? o ile to dobre określenie – od ?zwykłych? kryminałów?

 

Nawet o tym nie wiedziałam, że porównywano mój ?Sąd? do „Polichromii”. Przyznam, że nie śledzę tego. Kończę książkę i zaczynam myśleć o kolejnej. Porównywano mnie już do Dana Browna – co uważam za totalne nieporozumienie  – i  nawet do Agathy Christie. Co jest dla mnie nobilitujące, ale… cóż, bardzo na wyrost. A ja tymczasem skrobię sobie po prostu, co mi serce dyktuje 🙂  Ale jeśli porównują mnie z Joasią Jodełką, to się akurat cieszę. Lubię i Joasię, i jej książki. No i bardzo, ale to bardzo, przypadło mi do gustu Twoje porównanie z Pearlem i  – jeszcze bardziej – z Perezem-Reverte. Zaraz spuchnę z dumy. Przepadam za „Klubem Dantego” Pearla, a Reverte jest jednym z moich ulubionych autorów. Ale nie wiem, czy kryminały ze sztuką w tle są aż tak popularne… Chciałabym, żeby tak było. Jednak wydaje mi się, że jest pewna grupa czytelników, którą to raczej zniechęca. Cóż, nigdy nie piszemy dla wszystkich. Zawsze dla tych, którzy dzielą nasz sposób widzenia świata. A wracając do Twojego pytania: nie, chyba nie są bardziej wyrafinowane. Są po prostu specyficzne, wymagają od czytelnika nie tylko określonego rodzaju wrażliwości czy wyobraźni, ale także minimum wiedzy i zainteresowania sztuką. Dokładnie tak samo, jak kryminały z wątkiem na przykład sportowym będą wymagały od czytelnika wiedzy i zainteresowania tematyką sportową. Mnie raczej nie uwiodą, ale zapewne wielu innych tak 🙂

 

Twoje historie kryminalne są bardzo finezyjnie skonstruowane ? jest dobry pomysł, ciekawy motyw przewodni, interesujący bohater, wartka fabuła i od czasu do czasu ?fajerwerki? przykuwające uwagę czytelnika. Nasz portal czyta wielu poczatkujących pisarzy. Czy możesz zdradzić im, jak pracujesz nad książką ? czy piszesz wg planu, szukasz ciekawych motywów, wokół których osnujesz fabułę, czy też przychodzi to nagle w chwili natchnienia, gdy wszystko nagle układa się w głowie?

 

Ze mną jest zawsze tak, że najpierw muszę mieć w głowie szkielet całej historii oraz jej konstrukcję.  Kryminał powinien być jednak logiczny, konsekwentny, przemyślany w szczegółach. Dopiero wtedy przystępuję do pisania. Owszem, na tym etapie najczęściej tworzę sobie bardzo ogólny plan. Którego jednak później i tak nie do końca się trzymam. Zawsze po drodze dochodzą nowe wątki, postacie, zmiany w fabule. Bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem, robią różne niespodzianki. Natomiast w chwili „natchnienia” zazwyczaj przychodzi sam pomysł. Intryga. To jest zazwyczaj taki błysk. Jeśli to jest „to”, wtedy historia sama się wokół niego tworzy.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie spytała o kota. Bo ?kot w literaturze? to temat rzeka. Rzucam zatem hasło do rozwinięcia: ?Bolero?.

 

Bolero… Dzielny i przemądry rudzielec z charakterem, ukochany kocur Marty, przyjaciółki Emila Żądło. Kot – wybawca. To zbiorczy obraz licznych kotów, które przewinęły się przez moje życie. Ma wygląd, odwagę i intelekt naszego Rudzika, który często pozował ze mną do zdjęć. Charakterek innego, imieniem Pituś. A imię odziedziczył po naszej pierwszej kotce, Pusi, która po prostu kochała „Bolero” Ravela. Musiałam wciąż puszczać jej tę płytę. Kładła się wtedy przy głośniku i słuchała, mrucząc. Koty w ogóle są bardzo muzykalne. Mieliśmy kota, który śpiewał. Proste melodie wychodziły mu doskonale. Lepiej niż mnie 🙂

 

O ?Ostatniej karcie? powiedziałaś, że to żartobliwa powieść kryminalna, ja humor odnajduję też w innych Twoich książkach. Przyznam, że bardzo podobają mi się cytaty z pop-kultury umiejętnie wprowadzone to tu, to tam, na przykład ?Nijaki taki? z ?Kingsajza?. Czy uważasz, że kryminał na wesoło ma w ogóle jakieś szanse w naszym kraju, gdzie niby z jednej strony wszyscy kochają Joannę Chmielewską, ale na listach bestsellerów króluje ponury kryminał skandynawski?

 

Jasne, że ma! U nas w ogóle panuje moda na cierpiętnictwo, a humor tratowany jest podejrzliwie – cóż, taka tradycja. To, co „ambitne”, ma być ciemne, mroczne i powikłane. Ale czytelnicy uwielbiają wesołe książki, a to właśnie oni są najważniejsi. Dla nich piszemy. Ja poczucie humoru bardzo wysoko cenię. Jest dla mnie synonimem inteligencji i dobrego smaku. Ale przyznam Ci się, że skandynawskie kryminały też bardzo lubię. One może i są ponure, ale za to mają klimat. Uważam, że kryminały powinny być różne. Nie na jedną modłę. Ani modę…

 

No to jeszcze pytanie, które paść musi nieodwołalnie: czy czytasz kryminały, i który z autorów robi na Tobie wrażenie. Jedynym słowem, chciałabym wiedzieć, przy której książce powiedziałaś ?szkoda, że nie ja to napisałam?.

 

Czytam nałogowo. Wszystko, co mi od rękę podejdzie. Wywołałaś wilka z lasu 😉 Lubię i klasykę, i kryminał współczesny. No i jak tu wyróżnić kilku autorów, skoro na usta ciśnie się mnóstwo nazwisk?… No dobrze, wymieniam pierwszych z brzegu: Joe Alex, Perez-Reverte, P. D. James, Andrew Taylor, Petra Hammesfahr, Karin Fossum. Ale i mnóstwo polskich współczesnych „kryminalistów”. Nie wymieniam ich, bo większość to koleżanki i koledzy, a nie chciałabym być posądzona o stronniczość. A czy Eco możemy wliczyć? W końcu „Imię róży” to kryminał. Bo Eco kocham.

 

Możemy, możemy ? ?Imię róży? to jeden z najlepszych kryminałów jakie czytałam! A wracając do twojej twórczości: mamy dwie powieści o Emilu Żądle i jedną o Weronice Daglewskiej. Wiem, bo sama mi się zdradziłaś, że pracujesz nad kolejną książką. Kto będzie bohaterem: Emil czy Weronika?

 

Nowa książka jest już ukończona i wyjdzie najdalej w maju nakładem wydawnictwa Prószyński. Ale chyba zaskoczę moich czytelników… gdyż bohaterem nie będzie tym razem ani Emil, ani Weronika. Nawet nie będzie to kryminał. Jednak nie zabraknie tam dramatycznych wydarzeń, skrajnych emocji i trudnych decyzji. Więcej nie zdradzę, bo nie byłoby niespodzianki. Za to szykują się kolejne antologie, w tym kryminalna i grozy, gdzie znajdą się moje nowelki. Natomiast do Emila i do Weroniki na pewno wrócę. Już się trochę za nimi stęskniłam.

 

Oddycham z ulgą, że Emil do nas powróci. A zagadka kryminalna? Znowu możemy liczyć na wątek związany ze sztuką?

 

W kryminałach z pewnością tak, choć ta sztuka może być szeroko rozumiana. Natomiast najnowsza powieść będzie zupełnie o czymś innym. Więcej w niej natury niż sztuki. Choć… sztuka też jest. Dopiero teraz to sobie uświadomiłam 🙂

 

Chciałam jeszcze zapytać o inne plany: czy w najbliższym czasie planujesz spotkania z czytelnikami?

 

Często spotykam się z czytelnikami, więc na pewno tak. Choć ograniczam się zazwyczaj do Trójmiasta i okolic. Nie bardzo mogę na dłużej opuszczać domu – za duży mam zwierzyniec 🙂

Jeśli tylko będzie mi się szykować kolejne spotkanie, to informacja znajdzie się na moich stronach. Zapraszam serdecznie!

 

Dziękuję w imieniu czytelników portalu ?Zbrodnicze Siostrzyczki?

 

I ja bardzo dziękuję.