Strona główna Inne Anne Mette Hancock „Mroki Kopenhagi. Ostrze”. Recenzja

Anne Mette Hancock „Mroki Kopenhagi. Ostrze”. Recenzja

0
PODZIEL SIĘ

Anne Mette Hancock „Mroki Kopenhagi. Ostrze”. RecenzjaZastanawiam się, co takiego najbardziej lubimy w skandynawskich kryminałach. Tak, wiem, że kocha je cały świat. Ale dlaczego?

Cóż, nie mogę mówić za cały świat, tylko za siebie. Po pierwsze: lubię je, bo są zwierciadłem na rozdrożu. To chyba przecież skandynawscy autorzy jako pierwsi wpadli na to, że kryminał, to nie tylko „kto zabił”, nie tylko zawiła akcja i zagadka, którą czytelnik musi rozwiązać równocześnie z detektywem, ale też odbicie społeczeństwa, w danym miejscu, w danym momencie. Społeczeństwa ze wszystkimi jego problemami, z przywilejami, z jego przeszłością i przyszłością. Kryminał zastąpił pod tym względem dziewiętnastowieczną powieść obyczajową: pokazuje nam, jacy jesteśmy, o czym marzymy, do czego aspirujemy i czego – często – nie osiągniemy, bo przeszkadza nam w tym historia, albo nasze ego, albo i jedno i drugie.

W tym momencie powinniście mi przerwać i zapytać dlaczego, w takim razie, uwielbiam kryminały skandynawskie a nie polskie.

Odpowiem: dlatego, że Skandynawia to taki papierek lakmusowy Europy. Skandynawowie to ludzie którymi z jednej strony trochę chciałybyśmy być, ale z drugiej strony się boimy. Są dla nas jednocześnie trochę za bardzo nowocześni i trochę za bardzo zaściankowi. Obserwowanie ich mówi na wiele o przyszłości Europy. A czytanie kryminałów o nich mówi na wiele o tym, jakie niebezpieczeństwa kryje ta przyszłość.

Po drugie: w prawie każdym skandynawskim kryminale kryje się pewien fatalizm. Niby mieszkańcy północy Europy są najbardziej trzeźwo myślącymi obywatelami tego kontynentu, niby wszystkie decyzje podejmują racjonalnie, ale rozumieją, czym jest fatum. I rozumieją, że przeszłość może naznaczyć człowieka na resztę życia. Że przeszłości się nie ucieknie i z przeszłością się nie wygra.

Ta kombinacja wzoru i antywzoru, przeszłości i przyszłości czyni ze skandynawskich społeczeństw jedne z najciekawszych do obserwacji. A skandynawscy pisarze naprawdę umieją obserwować.

Także Anne Mette Hancock doskonale umie obserwować społeczeństwo, w którym żyje. A jej powieść „Mroki Kopenhagi. Ostrze” jest wzorcowym wręcz przykładem skandynawskiego kryminału. Dobrego skandynawskiego kryminału!

Tajemnica z przeszłości łączy Annę Kiel, domniemaną zabójczynię bogatego adwokata i Heloise Kaldan, dziennikarkę. Listy, które ta druga dostaje od tej pierwszej zawierają jeszcze więcej tajemnic i zagadek, które Heloise musi rozwiązać nie tylko po to, żeby poznać prawdę, ale też żeby ochronić samą siebie.

Nie bardzo mogę pisać tu więcej, żeby nie psuć wam zabawy tropienia tej tajemnicy, a przede wszystkim niespodzianki zakończenia. Anne Mette Hancock w „Mrokach Kopenhagi. Ostrzu”, splata wątki tak, że nikt z wielbicieli kryminałów nie odłoży tej książki o rozsądnej godzinie.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego tak lubię skandynawskie kryminały: fantastycznie zarysowane, mocne postaci kobiece. W „Mrokach Kopenhagi. Ostrzu” pojedynek głównych bohaterek to prawdziwa uczta dla czytelników. Mam nadzieję, że podczas lektury będziecie się bawić równie dobrze, jak ja!