Strona główna Inne Adrian Bednarek „Obsesja”. Fragment

Adrian Bednarek „Obsesja”. Fragment

0
PODZIEL SIĘ

Adrian Bednarek „Obsesja”. Fragment „Łowca Nimfetek więził swoje ofiary w specjalnie wybudowanym skarbcu, w swoim gabinecie w siedzibie własnej firmy. Wejście ukrył za gigantycznym lustrem zamontowanym na specjalnych prowadnicach, które uruchamiało się za pomocą zapadki. Nie mogłem sobie pozwolić na podobny luksus. Kosztowałby majątek, a tak naprawdę nie był mi potrzebny.

W dawnych czasach mój wiejski domek ogrzewano za pomocą pieca węglowego. Znajdował się w podziemnym pomieszczeniu, do którego wejście prowadziło przez garaż.

Kiedy się wprowadziłem, pomieszczenie o powierzchni trzydziestu metrów kwadratowych było jedną wielką rupieciarnią. Teraz prezentowało się zupełnie inaczej. Żeby do niego wejść, trzeba było znaleźć wajchę ukrytą w szparze między ścianą a szafą. Po jej pociągnięciu zwalniał się mechanizm trzymający prawą część szafy i zamontowany na zawiasach mebel przesuwał się w lewo. Za szafą znajdowały się pancerne drzwi z nowoczesnym zamkiem Trinity rozbrajanym przez skanowanie linii papilarnych. Otworzyłem drzwi, pokonałem sześć stromych stopni w dół i znalazłem się w pomieszczeniu, na którego remont przeznaczyłem większość tantiem.

Dziewczyna siedziała na dwuosobowym łóżku stojącym przy ścianie na wprost wejścia. Na lewej kostce miała zaczepiony metalowy łańcuch, którego drugi koniec był zabetonowany w podłodze. Łańcuch miał długość pozwalającą człowiekowi mojego wzrostu poruszać się po całym podziemiu, aż do schodów. Sprawdzałem to na sobie, kiedy ustalałem jego długość.

– Nie! Nie widzę cię! – krzyknęła, gdy ujrzała zarys mojej sylwetki.

W środku było jasno. Włączniki światła działały automatycznie. Monia miała mieć widno przez czternaście godzin dziennie. Nie za długo, zależało mi na jej dobrym śnie.

– Twoja twarz pozostaje dla mnie zagadką! – Przyłożyła dłonie do oczu. – Nie mam pojęcia, jak wyglądasz. Wiem, że nie mam też wpływu na to, co planujesz, ale błagam, zrób, co musisz, i puść mnie wolno. – Jej głos był w miarę spokojny, zważywszy na okoliczności. Idąc na dół, spodziewałem się dramatycznych ataków paniki, jakiegoś szału, a tymczasem dziewczyna zasłoniła oczy i próbowała dyskutować o swojej wolności. – Zniosę wszystko, ale pozwól mi żyć…

Wszedłem na podłogę, którą własnoręcznie wyłożyłem panelami. W tym pomieszczeniu nie pracowała żadna ekipa.

– Rozejrzyj się – rozkazałem. Pierwszy kontakt był kluczowy, dziewczyna musiała wiedzieć, że żadne próby negocjacji nie wchodzą w grę. – Otwórz oczy i spójrz na to miejsce. Udawanie ślepej nic ci nie da. – Czekając, aż się przemoże, sam spojrzałem na wnętrze, po raz kolejny podziwiając własne dzieło.

Stworzenie unikatowego pokoju dla Luizy kosztowało mnóstwo wysiłku. Własnoręcznie wyniosłem stąd tonę gruzu.

Podczas prac remontowych zrobiłem niepisany doktorat z hydrauliki, elektryki, budowlanki, składania mebli, izolacji akustycznej, a przede wszystkim z cierpliwości.

– Już… się… napatrzyłam… – powiedziała, ciągle nie otwierając oczu.

Po wysprzątaniu wnętrza remont zacząłem od ścian i sufitu. Pokryłem je tynkiem akustycznym, potem położyłem izolację z wełny mineralnej o podwyższonej gęstości i dołożyłem płytę akustyczną. Ostatnią warstwę stanowił panel akustyczny z płyt MDF. Miał elegancki design, dzięki czemu pomieszczenie zyskało przytulną atmosferę.

– Ostatni raz proszę, żebyś otworzyła oczy. Jeśli tego nie zrobisz, przestanę być uprzejmy – mówiłem spokojnym, beznamiętnym tonem. Przekazywałem fakty. – Nie zmuszaj mnie do tego.

Groźby podziałały. Monia Banasiak otworzyła oczy.

Wzrok skierowała w prawo, ciągle unikając patrzenia na moją twarz.

– Na początek sprawy techniczne, chcę mieć je z głowy. – Odłożyłem jedzenie i szczoteczkę do zębów na podłodze.

Usiadłem na łóżku. Monia cofnęła się pod sam stelaż, głowę cały czas miała obróconą w bok.

– Tu możesz załatwiać swoje potrzeby. – Wskazałem toaletę ze stali nierdzewnej.

Zamontowałem ją przy ścianie na prawo od wejścia.

– Tam będziesz się kąpać. – Obok toalety znajdowała się niewielka kabina prysznicowa. – Natrysk jest wbudowany w sufit. Uruchamiasz go guzikiem na ścianie. Naciskasz i leci woda. Ustawiłem tak, że zawsze będzie letnia. Kupiłem ci kilka opakowań żelu pod prysznic, szampon i odżywkę. Umywalki nie ma, ale jakoś sobie poradzisz.

Wszystkie kosmetyki były identyczne jak te, których używała Luiza. Początkowo chciałem zamontować umywalkę, ale zbudowanie prysznica, toalety, położenie rur i cały proces z tym związany były tak wyczerpujące, że odpuściłem.

– Nie chcę tu być, nie chcę się tu kąpać. – Podkurczyła nogi, objęła dłońmi kark i schowała głowę między kolanami.

Wciąż miała na sobie pidżamę, w której poszła spać przekonana, że w domowym zaciszu nic jej nie grozi.

– Ja też wolałbym kogoś innego, ale życie miało odmienne plany – zdobyłem się na szczere wyznanie. – Te szafki kryją kilka niespodzianek. – Po drugiej stronie pokoju ustawiłem dwie plastikowe szafki z pojemnikami i rattanowy regał z koszami. Obok wisiało nieduże, zakratowane lusterko. – Znajdziesz tam między innymi plastikowe sztućce, butelki z wodą, książki, babskie czasopisma, matę do pilatesu, gumy do rozciągania i skakankę. No i najważniejsze: bieliznę, ubrania, a nawet buty. Na razie ubrań jest niedużo, ale wkrótce się to zmieni. Od czasu do czasu przyniosę jakieś wino, a może nawet pozwolę ci zapalić skręta. – Zakładałem, że początki będą ciężkie, dlatego używki mogły jej pomóc. Luiza nie paliła zioła, prawie nie sięgała po alkohol, ale mogłem zrobić wyjątek.

– Co kilka dni otworzę lufcik, który wpuści tu słońce, choć będę starał się robić to rzadko. Podobno promienie słoneczne źle działają na cerę, a nie chcemy ci jej zniszczyć.

– Błagam cię, powiedz mi, że stąd wyjdę! – Dziewczyna wybuchła niespodziewanym płaczem.

– Nie znam przyszłości… – Dotknąłem jej włosów. Wzdrygnęła się momentalnie, jakby moja ręka była szczurem lub innym szkodnikiem, który chce ją ugryźć.

Podniosła głowę. Dopiero teraz mogłem spokojnie na nią popatrzeć. Śliczna twarz była zdewastowana. Podkrążone oczy, zaschnięte łzy na policzkach i przede wszystkim blada skóra. Kiedy grała w tenisa, twarz miała czerwoną z wysiłku, a pigment skóry przypominał wyblakłą pomarańczę

zmieszaną z białkiem, zupełnie jak u Luizy. Teraz była trupioblada, a włosy zdawały się ciemnieć. Stres źle na nią działał. Lustrowała mnie pełnym przerażenia, błyszczącym od łez wzrokiem.

– Kim jesteś? – spytała nagle. – Wyglądasz tak niewinnie…

To był decydujący moment. Monika ciągle była sobą, czyli kimś, kto gówno mnie obchodzi. Musiałem natychmiast to zmienić, inaczej nie będę mógł pozbyć się jej płaczu, namolnych próśb i głupich pytań. Im szybciej pogodzi się z nową rzeczywistością, tym lepiej dla mnie.

– Już nie nazywasz się Monia Banasiak. – Chwyciłem ją za nogę. Próbowała się wyrwać, ale mój uścisk był naprawdę silny. – Zapomnij o swojej dotychczasowej tożsamości. Jesteś Luiza Ostrowska, córka Magdaleny i Marka Ostrowskich, siostra Melanii, masz dwadzieścia lat i kochasz mnie tak mocno jak ja ciebie.

– Co…? – spytała drżącym głosem. Jej przerażenie zdawało się rosnąć.

Patrzyłem na nią, próbując wyobrazić sobie Luizę. Jeszcze wczoraj na korcie prezentowała się niczym wierna kopia mojej ukochanej. Dziś, w tej wielkiej, maskującej kształty pidżamie kojarzyła się z nieśmiałą dziewczynką, którą Luiza zdecydowanie nie była.

– Wybrałem cię spośród tysiąca innych dziewczyn. Jako jedyna dorównujesz urodą Luizie. – Zamaszystym ruchem ściągnąłem jej spodnie od pidżamy, materiał zatrzymał się w miejscu, w którym pierścień łańcucha obejmował kostkę.

– Nieee! – wrzasnęła. – Proszę!

Jej nagie nogi, jędrne uda i niewielki kłębek włosków między nimi zdecydowanie bardziej przypominały ciało Luizy. Położyłem dłoń na jej kolanie i przejechałem wzdłuż uda, zatrzymując się przed biodrem. Wreszcie to czułem.

Ciepło, jakże podobne do ciepła Luizy, wspaniałe kształty, delikatną skórę. Wsunąłem jej dłonie pod pośladki. Choć miała wolne ręce, nie próbowała walczyć. Włożyłem nos pomiędzy jej uda. Skórę miała delikatną, ale brzydko pachniała. Poczułem pot i nieprzyjemny odór plecaka wojskowego.

Musiała wziąć prysznic.

– Luizo, kochanie… – wymamrotałem, brnąc ustami ku górze.

Podniosłem koszulkę od pidżamy i pocałowałem jej pępek. Miała twardy, szczupły brzuch. Drżał ze strachu, malutkie włoski uniosły się jak po ściągnięciu naelektryzowanego swetra. Rozebrałem ją. Pod pidżamą nie nosiła stanika. Pełne piersi były niemal takie same jak u Luizy. Podobny kształt, identyczne, nie za duże brodawki. Szedłem wzrokiem w górę. Szyja była równie chuda, z lekko

uwidocznionymi żyłkami. Smakołyk dla wampira. Jedynie twarz trochę odbiegała od oryginału, ale moja wyobraźnia szybko ją upiększała. Potrzebowałem jeszcze jednej rzeczy.

– Proszę… – Sięgnąłem pod łóżko i wyjąłem pudełko soczewek. – Załóż. – Kupiłem je w sklepie optycznym. Soczewki miały intensywnie turkusową barwę. Zupełnie jak oczy Luizy.

Dziewczyna chwilę się wahała, ale ostatecznie spełniła moje życzenie. W połączeniu z niewinnym ciałem i falującymi włosami oczy sprawiły, że poczułem się tak, jakby ona naprawdę tu była. Wpadałem w trans, miałem swoją Luizę, znów czułem to przyjemne swędzenie w brzuchu.

Zakochiwałem się w niej od nowa.”