Recenzja Marty Guzowskiej
Zgodnie z obietnicą Zbrodnicze Siostrzyczki przedstawiają powieści nominowane w tym roku do nagrody Wielkiego Kalibru. Mariusz Czubaj napisał i wydał w międzyczasie kolejny kryminał, ale słowo się rzekło i trzeba wrócić do wciśniętej już na półkę ?Kołysanki dla mordercy?.

To druga powieść Czubaja z komisarzem Heinzem (jak keczup, co wielokrotnie podkreśla) w roli głównej. Heinz, policyjny profiler z Katowic, poproszony jest tym razem o pomoc w śledztwie warszawskim: ktoś zabija stołecznych kloszardów. Robi to według ustalonego rytuału, którego zwieńczeniem jest odcięcie ofierze obu dłoni. Morderca bawi się też z policją: a to wyśle w paczce odcięte dłonie, a to tajemniczy liścik ze zdjęciem.
Czubaj prowadzi akcję metodą ?po nitce do kłębka?. Nagle okazuje się, że śmierć kloszardów może mieć coś wspólnego z naturalnym ? tak przynajmniej uznała policja ? zgonem warszawskiego przedsiębiorcy. A śmierć tego ostatniego ? z gwałtem na Ormiance sprzed wielu lat. Akcja rozwija się w sposób zaskakujący, więc nie mogę napisać wiele więcej, żeby nie popsuć Czytelnikowi przyjemności.
Do tego, w tle, po raz kolejny pojawia się postać Inkwizytora, przestępcy, który kilka lat wcześniej omal nie spalił Heinza żywcem.
Akcja w większości toczy się w Warszawie, jesiennej, deszczowej, ale w perwersyjny sposób atrakcyjnej. Właściwie nie rozumiem, dlaczego Czubaj uczynił swoim bohaterem profilera z Katowic. Jasne jest, że Warszawa jest naturalnym żywiołem pisarza, i że niejedno już piwo w niejednym zakazanym barze tam wypił.
To moja ulubiona powieść Czubaja. Jest w niej wszystko, co w powieści kryminalnej być powinno: klimat, zagadka, mocne osobowości. Mam tylko jedno zastrzeżenie: bar Syrenka przy Moście Gdańskim jest, rzecz jasna, pierwszą mordownią okolicy, ale swego czasu słynął przede wszystkich z najlepszych w Warszawie pierogów. Warszawiak, a zwłaszcza bywalec Powiśla, po prostu nie może o tym nie pamiętać.
PS. Mam też drugie zastrzeżenie, umieszczam je jednak w postscriptum, ponieważ jest natury osobistej. ?Gospodarze zbliżali się do czterdziestki lub niedawno przekroczyli smugę cienia. Kobieta mogła być nawet nieco starsza od swojego męża. Jej uśmiech zdradzał ślady niewątpliwej urody. Jakie tam ślady. Wciąż była bardzo atrakcyjną kobietą.? Panie Mariuszu, na litość boska! Kobieta po czterdziestce mogłaby Pana za te słowa zabić. Niech Pan więcej takich rzeczy nie pisze, bo może Pan naprawdę zginąć z reki jakiejś rozwścieczonej Czytelniczki.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości mojego Pracodawcy, który, wypłacając mi regularnie pensję, umożliwił mi nabycie powieści w księgarni.





