Dużo napisano książek i dużo nakręcono filmów o stracie i zemście. Pragnienie zadośćuczynienia za doznane krzywdy, możliwie jak najbardziej spektakularnego, tkwi w każdym z nas. Stąd taki sukces Johna Wicka i pokażcie mi chociaż jedną osobę, która nie doznaje prywatnej, cichej satysfakcji, kiedy John wszystkich rozwala.
Ale nie każdy jest Johnem Wickiem i o tym pisze Adrian Bednarek w „Córeczkach”.
Niby zemsta najlepiej smakuje na zimno, ale w życiu jest przecież tyle innych rzeczy: związki, praca, sukcesy, kłopoty, konieczność troszczenia się o członków rodziny, zdradzający mąż, problemy finansowe… Nie każdy, tak jak John Wick, ma ochotę rzucić wszystko w cholerę i myśleć tylko o zemście. Albo raczej: prawie nikt nie ma na to ochoty.
Ewa i Pola: dwie dziewczyny, które nie mogłyby się bardziej różnić.
Ale każda z nich została w dzieciństwie skrzywdzona przez tę samą osobę. Skrzywdzona w sposób potworny. I wreszcie nadchodzi moment, kiedy mogłyby za to odpłacić.
Czytelnik dość długo nie wie, co właściwie spotkało Ewę i Polę. To jest wielka zaleta „Córeczek”: czytamy o potwornej krzywdzie, ale dopiero po przeczytaniu mniej więcej jednej trzeciej tekstu zaczynamy mieć pojęcie o co chodzi, a szczegóły poznajemy jeszcze później. Jest to więc właściwie opowieść o braku, ale dzięki temu, zamiast koncentrować się na przeszłych wydarzeniach, skupiamy się na teraźniejszości Ewy i Poli.
A ta teraźniejszość to zwykłe życie i jego problemy.
Do tego, chociaż dziewczyny łączny krzywda i pragnienie zemsty, dzieli je więcej: spora różnica wieku, podejście do życia, temperament… Więc chociaż podejmują próby znalezienia ich krzywdziciela, a potem zrekompensowania sobie doznanych krzywd, nie przebiega to gładko.
Wspaniale jest obserwować Ewę i Polę w ich walce o normalne życie. O życie, w którym zemsta niekoniecznie odgrywa pierwszoplanową rolę. Bo jednak nie każdy z nas jest Johnem Wickiem.





