Strona główna Recenzje Gdy piękno musi zginąć – recenzja „Dziewczyny z Summit Lake” Charlie Donlea

Gdy piękno musi zginąć – recenzja „Dziewczyny z Summit Lake” Charlie Donlea

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Agnieszki Krawczyk

Wydawca zapowiadał tę książkę jako pozycję dla miłośników seriali „Fargo” i „True Detective”. I tak, i nie, Szanowni Państwo. Akcja „Dziewczyny z Summit Lake” toczy się w Paśmie Błękitnym Appalachów, czyli w Karolinie Północnej, którą od Luizjany z pierwszego „Detektywa”, a potem Kalifornii z drugiego dzieli spora odległość, podobnie jak Minnesotę z „Fargo”. Rozumiem jednak, że tu bardziej o atmosferę chodzi. Także i atmosfera była dla mnie inna, co nie znaczy bynajmniej, że gorsza. Wcale nie. „Dziewczyna z Summit Lake” to doskonała książka, precyzyjnie zaplanowana i rozplanowana w każdym szczególe. Gdybym ja miała się pokusić o skojarzenia z jakimś serialem, to – oczywiście znowu ze względu na atmosferę, nie konotacje geograficzne, bo to z kolei Nowa Zelandia – wybrałabym „Top of The Lake”, czyli „Tajemnice Laketop”.

 

Pasmo Błękitne Appalachów to bajkowe miejsce, o czym mogą się Państwo przekonać, oglądając zdjęcia. A Summit Lake to bajkowa mieścina nad jeziorem, gdzie swoje wille, a właściwie luksusowe domy na palach, mają piękni i bogaci. Becca Eckersley jest córką takiej właśnie rodziny – zamożnych prawników. Sama studiuje prawo i szykuje się do błyskotliwej kariery. Jest przy tym inteligentna i pracowita, a do tego piękna i ma powodzenie. Taką dziewczynę wszyscy kochają i podziwiają, a jednak pewnego zimowego dnia Becca pada ofiarą morderstwa i brutalnego gwałtu w domku nad jeziorem. Jest weekend, dziewczyna przyjechała się tu uczyć do egzaminu, sprawca zniknął niczym duch we mgle nad jeziorem, a miejscowa policja szybko otrzymuje „pomoc” od władz federalnych, ale to wsparcie nie może jakoś podołać rozwiązaniu zagadki, więc śledztwo staje w miejscu.

 

 

Poczytna gazeta wysyła do Summit Lake swoją reporterkę, Kelsey Castle, żeby się rozejrzała i zbadała sprawę, a jeśli trafi na ślad czegoś ciekawego – opisała to jako materiał na rozkładówkę.

 

W małym miasteczku wszyscy się znają, ale nikt nie chce mówić, Kelsey szybko zaczyna rozumieć, że sprawy są poważniejsze niż się wydaje, śmierć Bekki to wierzchołek góry lodowej, a rozwiązania sprawy trzeba szukać gdzieś poza Summit Lake. Kto tuszuje ważne dla dochodzenie kwestie i dlaczego? Jakie tajemnice kryje przeszłość i jakie mroczne intrygi mają miejsce na studenckim kampusie?

 

Razem z reporterką wędrujemy przez miasteczko, poznając jego różnorodnych i rozplotkowanych mieszkańców, z których wielu ma coś do ukrycia. Dzięki retrospekcji, zostajemy wprowadzeni w ostatnie miesiące studenckiego życia Bekki, a są to sprawy co najmniej fascynujące. Nie będę ukrywała, że ta campus novel przypadła mi do gustu najbardziej, bo lubię Davida Lodge’a z jego „Małym światkiem”. Książka Donlea przypominała mi tutaj jednak – zachowując wszystkie proporcje – „Tajemną historię” Tartt. Tutaj też mamy dziwną uniwersytecką atmosferę, podejrzane związki i tajemnicze powiązania. No i w końcu ktoś ginie.

 

Aż trudno uwierzyć, że „Dziewczyna z Summit Lake” jest debiutem. To dobra i dopracowana powieść, która doskonale się broni, trzymając w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Intryga jest spójna i ani przez chwilę nie nudzi, a główna bohaterka w przekonywujący sposób prowadzi swoje śledztwo. Musi się bowiem uporać z własnymi demonami, a rozwiązanie tajemnicy dziewczyny z Summit Lake może jej w tym pomóc.

 

Na koniec powiem tylko jedno – zamykajcie dobrze drzwi. Nigdy nie wiadomo, kto je próbuje sforsować, gdy bierzecie prysznic.

 

Serdecznie polecam!

 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia Mroczna Strona