Recenzja Agnieszki Krawczyk
Miał być kryminał. Skandynawski. O zimie. Miało być wszystko to, co lubię – zbrodnia, tajemnica, ciemne zakątki duszy i śnieg, który przykrywa wszystko.
A co jest? Zimowa powieść obyczajowa o samotności, z motywem kryminalnym w tle. Czy mi się podobała? Bardzo! Ale po kolei.
Bohaterem powieści Henriksena jest Dan Kaspersen, mężczyzna tuż przed czterdziestką, który właśnie wyszedł z więzienia, gdzie odsiadywał dwuletni wyrok za przemyt narkotyków i wraca do rodzinnej wioski Skogli. Wraca na pogrzeb brata, co samo w sobie nie jest radosnym wydarzeniem, zwłaszcza, że Jakob popełnił samobójstwo, trując się samochodowymi spalinami. Dla Dana jest to wielki cios. Był z bratem blisko, dobrze się rozumieli, Jakob odwiedzał go więzieniu i nic nie wskazywało na to, że cierpi na depresję. W dodatku do uszu Dana dochodzą plotki, że być może do śmierci brata przyczyniły się zerwane zaręczyny.

Henriksen chce wyjaśnić tę tajemnicę, ale czytając książkę, miałam wrażenie, że wciąż stara się opóźnić rozwiązanie. Znajomość Jakoba i jego narzeczonej Kristine Thrane za bardzo zbliża go do własnej traumy – z bratem bliźniakiem Kristine zajmował się przemytem, który w konsekwencji zaprowadził go za kratki. W tle jest też rodzące się uczucie Dana do Mony Steinmyry, dzięki któremu mężczyzna przestaje myśleć o sprzedaży gospodarstwa i wyjeździe.
„Śnieg przykryje śnieg” to dojmująca opowieść o samotności, na którą praktycznie nie ma lekarstwa. Dan jest samotny – dwadzieścia lat wcześniej stracił rodziców, zresztą związki rodzinne były u Kaspersenów dosyć powikłane. Ojciec był kaznodzieją i chłopak nie do końca rozumiał, co senior rodu chce mu przekazać. Także z bratem nie był aż tak blisko, jak zawsze sądził – nie wiedział o jego narzeczeństwie, nie rozumiał powodów samobójstwa. Gdy Dan siedzi w kuchni swego domku w Skogli, ma się wrażenie, że właściwie dalej przebywa w więzieniu. Nikt o niego nie dba i się o niego nie troszczy. Jest co prawda stary wuj, kaleka, poruszający się dzięki protezom, ale on ma własne problemy. Dan odwiedza go, by wypić nielegalnie przemycony do domu opieki alkohol i w towarzystwie jedynego krewnego przyjrzeć się własnym myślom. No i wciąż pada śnieg, przykrywając pola, dachy, maski samochodów, ukrywając wszystko.
Nie myślcie jednak, że ta książka jest smutna i przygnębiająca. Ona daje do myślenia. Każdy z nas znalazł się bowiem na życiowym zakręcie, ale nie każdy ma – tak jak Dan – odwagę zatrzymać się w biegu i spojrzeć na swoje błędy i zaniedbania. Skierować na samego siebie reflektor krytyki i zrozumieć, co trzeba zostawić za sobą, by zacząć nowe życie. Śnieg to w końcu również odkupienie – to co brzydkie i brudne zamienia w piękne i nieskalane.
Krytycy porównują prozę Henriksena do powieści Faulknera i McCarthy’ego. I na pewno coś w tym jest – „Śnieg przykryje śnieg” to opowieść o zwykłym człowieku, który zgubił drogę. Czy ją odnalazł wśród śniegu? Zapraszam do lektury.
Na marginesie dodam, że miłośnicy motoryzacji znajdą tu dla siebie prawdziwą gratkę – volvo amazona, legendarny samochód, którym jeździ Dan. Mnie osobiście zachwyciły zakładki, które wydawnictwo Smak Słowa dodało do książki. Na każdej jest data i piktogram związany z aktualną sytuacją Kaspersena; zakładek jest pięć. Brawo za pomysł!
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Smak Słowa





