Strona główna Recenzje Jesteś moją kokainą, czyli „Przejęcie” Wojciecha Chmielarza

Jesteś moją kokainą, czyli „Przejęcie” Wojciecha Chmielarza

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Marty Guzowskiej

 

Roberto Saviano w „Zero zero zero” pisał: „Co do kokainy, to zażywa ją ten, kto właśnie siedzi obok ciebie w pociągu i wziął, żeby obudzić się dziś rano, albo szofer za kierownicą autobusu wiozącego cię do domu, bo chce zrobić nadgodziny, nie czując kłucia w szyjnym odcinku kręgosłupa. Co do kokainy, to zażywa ją ten, kto jest najbliżej ciebie. Jeśli nie twój ojciec ani matka, jeśli nie twój brat, w takim razie na pewno twój syn. Jeśli nie syn, to szef firmy. Albo jego sekretarka, która wciąga tylko w soboty dla rozrywki. Jeśli nie jego żona, to jego kochanka, której on daje kokę w prezencie zamiast kolczyków, bo jest lepsza niż brylanty” (wydanie polskie Sonia Draga).

Stanisław Sojka śpiewał: „Bez Ciebie pustka/ Ślepa ulica/ Złowroga cisza/U schyłku dnia/Z Tobą gorąca nut nawałnica/ Pieszczota czerwień/ I pełny ja”, i nieważne, czy miał na myśli narkotyk, czy dziewczynę.

A w „Wyborczej” Wojciech Moskal pisał w tekście z 15.10.2010, cytując profesora Arthura Arona z uniwersytetu Stony Brook w stanie Nowy Jork: „Ten sam region [w mózgu] świeci się, gdy zażywasz kokainę czy wygrywasz dużą sumę pieniędzy na loterii”.

 

 

 

To trochę wyjaśnia, prawda? W każdym razie wyjaśnia popyt. A gdzie jest popyt, tam pojawia się i podaż. A gdzie popyt i podaż są bardzo silne, a substancje, którymi się handluje – zakazane, tam zazwyczaj wkraczają zorganizowane grupy przestępcze. A gdzie mamy zakazane substancje i przestępczość zorganizowaną, tam mamy doskonały temat na kryminał.

Pytałam Wojciecha Chmielarza, autora „Przejęcia”, dlaczego napisał swój kolejny kryminał o kokainie. Czy w Polsce też to jest już problem? Chmielarz twierdzi, że (jeszcze?) nie, w każdym razie nie na taką skalę, jak na zachodzie Europy. Widać nasza zaściankowość ma jakieś plusy. Ale kokaina budzi emocje. A dobre emocje to podstawa dobrego kryminału.

„Przejęcie” to trzecia powieść z cyklu o komisarzu Mortce, prywatnie życiowym nieudaczniku, służbowo najlepszym detektywie Warszawy. I od razu trzeba powiedzieć, że najlepsza. Mortka, który w „Podpalaczu” i „Farmie lalek” dopiero się rozkręcał, w „Przejęciu” osiąga szczyty swojego policyjnego kunsztu. A Chmielarz, który w poprzednich powieściach rozkręcał się tak, jak swój bohater, osiągnął w „Przejęciu” szczyty kunsztu pisarskiego.

„Przejęcie” ma: wartką akcję, doskonałe dialogi, wiarygodnych psychologicznie bohaterów, doskonały obraz Warszawy (społecznie i krajobrazowo), dynamiczne rozwiązanie i – wisienkę na torcie – zwrot akcji na końcu, który raduje serce każdego miłośnika kryminałów. Mam pisać więcej? Mogłabym, ale Chmielarz zrobił to lepiej. Przeczytajcie koniecznie. Poprzednie powieści Chmielarza był dobre. „Przejęcie” jest doskonale. Boję się myśleć, co będzie dalej 🙂

 

„Przejęcie” Wojciecha Chmielarza przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarne.