Recenzja Adrianny Michalewskiej
Ta książka towarzyszyła mi od zawsze. Kiedy teraz wróciłam do niej, po wielu latach meandrowania w literaturze sensacyjnej widzę, że prawdziwe dramaty zawsze dotyczą zwykłych ludzi. A szczególnie tych, których wrażliwość jest nieco bardziej wysublimowana, niż to się na pierwszy rzut oka wydaje.

Agata, pozornie niefrasobliwa studentka poznaje architekta. Stateczny Borys, ojciec i mąż, odnajduje w niej coś, czego brakuje w jego poukładanym życiu. Brzmi banalnie, ale ta historia nie jest banałem. Borys żyje z rozpędu, pomiędzy chorowitą żoną, zatroskaną matką i absorbującymi dziećmi. W jego świecie nie ma ani grama miejsca na kogoś nowego. A tym bardziej, na kogoś takiego jak Agata, kto nie uznaje półśrodków. Dwoje zupełnie nie przystających do siebie ludzi odnajduje się w świecie, który w żaden sposób ich nie zaakceptuje. Ich miłość wyznaczają kradzione chwile, nieprzespane noce i słoik miodu, który jest symbolem czegoś innego, co trzeba zaakceptować. Świadkiem ich uczucia jest Sabina, przykładna żona i matka, która tylko w czterech ścianach potrafi przyznać, że jej małżeństwo to więzienie, i że amoralna Agata ma rację, kierując się swoim uczuciem, któremu brak najmniejszej dozy wyrachowania.
Jak w każdym romansie, taka historia nie może skończyć się dobrze. Za każdą chwilę szczęścia trzeba zapłacić. Sabina pyta, czy warto. Cóż, pytanie stare jak świat. Nie ma na nie właściwej odpowiedzi.
Dramatyczne uczucie Agaty i Borysa musi być okupione poczuciem winy wobec bliskich, którzy za tę miłość płacą. Wbrew temu, co deklarują zakochani.
Powieść jest właściwie monologiem, historią przedstawioną z pozycji Sabiny, która opowiada Borysowi o tym, skąd się wzięła Agata i dlaczego była dla niej, Sabiny, taka ważna. Ta powolna narracja, bez wielkich słów, raczej nużąca niż ekscytująca, odziera ten romans z wszelkich uniesień. Sprowadza uczucia do najgłębszej ich formy, wręcz fizycznej, bolesnej istoty, wobec której nie da się przejść obojętnie. Ta oszczędność języka poraża mocniej, niż banalne wyciskacze łez z epoki sióstr Bronte. Miłość staje się karą za niepopełnione winy. Jest jak zaraza, która niszczy wszystko i wszystkich.
Powieść „Pestka” powstała w 1964 roku i została przeniesiona na ekran w 1995. Rolę Agaty – kobiety czterdziestoletniej – zagrała brawurowo Krystyna Janda, a w postać Borysa wcielił się Daniel Olbrychski. Świadkiem ich uczuć była Agnieszka Krukówna, która zagrała Sabinę, młodszą przyjaciółkę Agaty. Ta zmiana wydawała mi się bardzo udana. Bezkompromisowa emocjonalnie postać Agaty bardziej pasuje do dojrzałej kobiety, niż do studentki, jak oryginalnie chciała Kowalska. A może nie mam racji? Oceńcie sami.
A. Kowalska, Pestka, Świat Książki 2013





