Roberto Gervaso Borgiowie
O Borgiach zapewne wszyscy słyszeliśmy?
I nawet jeśli ktoś nie kojarzy dokładnie epoki czy konkretnych historii związanych z tym rodem, to nazwisko Borgia, czy postać
Lukrecji Borgii sytuuje niedaleko trucicieli i morderców.
Jak się okazuje, szczególnie w wypadku Lukrecji, niekoniecznie jest to prawda. Czarny ?piar? nie został wymyślony dzisiaj? Jednak ich panowanie w Państwie Kościelnym rzeczywiście pozostawiło po sobie prawie wyłącznie wrogów, lub ludzi zdecydowanie im niechętnych, którzy do tej czarnej legendy się przyczynili. Pierwszym wielkim, choćby z racji urzędu, z rodu Borgiów był hiszpański papież Kalikst III.
Zaczął swe panowanie jak wszyscy poprzednicy – ważne i intratne stanowiska obsadził w większości własnymi krewnymi. Budził jednak niechęć, gdyż nie liczył się z opiniami innych.
Nierzadko zdarzało się, że ośmiolatek otrzymywał probostwa, a trzynastolatek biskupstwa?
Ulubionym protegowanym Kaliksta stał się Rodrigo Borgia, mianowany kardynałem w wieku dwudziestu pięciu lat, poddany (choć nie jest to określenie trafnie oddające jego rolę wicekanclerza) pięciu papieży i późniejszy papież Aleksander VI. Był to czarujący kobieciarz, dumny ze swej jurności, która pozwalała mu, na co najmniej ośmiokrotne zaspokajanie kobiety w ciągu nocy. Ten talent odziedziczył to po nim ukochany syn (jeden z wielu) Cezar Borgia, o czym pisali ambasadorowie, naoczni świadkowie jego nocy poślubnej. Talenty Borgiów były jednak o wiele większe i poważniejsze: byli to doskonali politycy, a jednocześnie intryganci potrafiący zmieniać sojusze i łamać obietnice z godziny na godzinę.
Bohaterowie opowieści Roberto Gervaso są niezwykli i to nie tylko z tego powodu, że posługując się machiawellicznymi metodami odnosili spektakularne sukcesy, ale raczej dlatego, że ich legenda ich przerosła. Chociaż minęło pięć stuleci, ta historia wciąż budzi ciekawość i namiętne spory.
Kościół rzymski bardzo niechętnie wspomina tę część swoich dziejów. Zapomina o całej gromadzie przekupnych kardynałów i licznych papieżach gorszących Europę. Borgiowie właściwie uczynili tylko oficjalną zasadę z tego, co robili wszyscy inni. Średniowieczni i renesansowi władcy wiecznego miasta słynęli z nepotyzmu, symonii, polityki pełnej przemocy, intryg, łamania sojuszy i przysiąg, a dzieci papieży (nie tylko Aleksandra VI) oficjalnie uznane i obsypywane kolejnymi dobrami i tytułami mieszkały w Rzymie otoczone przepychem i zaznając swobody.
Takie były całe piętnastowieczne Włochy, a raczej Italia, czyli ?mnóstwo państw i państewek rządzonych, czasem bardzo nieudolnie, przez książąt i pomniejszych panów, którzy swą władzę i przemoc opierali na uzurpacji i krzywdzie, a których moralność polegała na tym, że jej w ogóle nie mieli.?
I takie to były czasy, pełne okrucieństw, moralności służącej wyłącznie jako maska pokrywająca namiętności i rozpasanie: ? Wszystko było dozwolone lub tolerowane. Knuto spiski, zdradzano, oszukiwano, odwracano sojusze: wczorajszy wróg dziś stawał się przyjacielem. Nikt nikomu nie wierzył, nawet własnej rodzinie.(?) Ippolito d?Este kazał wyłupić oczy bratu, Oliverotto Uffreducci zamordował swego wuja; Sigismondo Malatesta zgwałcił swe córki i zięcia.?
Nawet wtedy, gdy intencje były dobre (np. próba zreformowania królestwa Neapolu, także dla dobra uciśnionego przez szlachtę ludu) metody budziły zgrozę: ?Ferdynand wydał bezlitosną walkę baronom. Aby ich wytępić, uciekał się do najbardziej perfidnych podstępów, udając, że pragnie pojednania. Niektórych z nich zaprosił do pałacu i po wspaniałej uczcie kazał wymordować; innych głodził w więzieniu, jeszcze innych zamykał w klatkach bez jedzenia. Gdy umierali, nie grzebał ich, lecz kazał balsamować, a następnie wystawiał na pokaz w swoim muzeum.?
Innymi, mniej drastycznymi niż owo muzeum, rozrywkami ludu i samego papieża bywało przyglądanie się w czasie karnawału kolejnym wyścigom na ulicach miasta: półnagich chłopców, nagich Żydów i starców powyżej 60 roku życia. Towarzyszyły im wyzwiska i obelżywości, szczególnie, jak pisze autor, wobec Żydów. W wielki czwartek zaś urządzano krwawe polowania, a raczej jatki, na byki, jałówki i prosięta. Młodzież jadąc konno masakrowała zwierzęta i tym bardziej zabawa była udana, im więcej krwi płynęło ulicą. Zaprawdę rozrywka godna stolicy Kościoła?
Autor bywa soczyście złośliwy? Rozumiemy go zresztą – jako Włoch zapewne nie czuje sympatii do Karola VIII, francuskiego władcy, który podbił Italię: ?Królewskie atrybuty ? korona i berło ? kontrastowały z jego lilipucim wzrostem, garbem i bardzo brzydką twarzą; z rachitycznych ramionek wyrastała ogromna głowa zeszpecona wielkim orlim nosem, wyłupiastymi, mętnymi oczami i grubymi, zawsze półotwartymi ustami.(?)Zbyt dużo jak na jednego człowieka, a właściwie półczłowieka, jakim był.(?)Miał nie tylko dużą, ale i twardą głowę. A właściwie bardziej twardą niż dużą.?
Ale także stara się zachować dystans, pozwalający na szerszą i sprawiedliwą ocenę i czasów, i ludzi. Oddaje sprawiedliwość Lukrecji, córce Rodrigo Borgii, tak często odsądzanej od czci i wiary; widzi w niej po prostu młodą dziewczynę, nie lepszą i nie gorszą od innych, wmieszaną w manipulacje polityczne ojca, nie wierzy w opowieści o jej kazirodczych stosunkach z ojcem i bratem. Stara się też wyważyć racje wszystkich stron konfliktów i odnaleźć prawdę pośród kolejnych wersji kronikarzy.
Dzięki książce Roberto Gervaso spojrzymy inaczej nie tylko na historię papiestwa, czyli właściwie całej Europy, ale także doskonale zrozumiemy przyczyny reformacji.
Autor często podkreśla ciągłość historii, tym samym określając jej wpływ na współczesne Włochy, np. w opisach królestwa Neapolu: ?Było to najuboższe, najbardziej zacofane i najmniej udane państwo półwyspu. Chrystus zatrzymał się naprawdę u jego granic. Dynastie sprawujące tam kolejno rządy nie uczyniły nic, by uwolnić od głodu, epidemii, ignorancji te opuszczone, smutne strony. Nieliczne próby rozbiły się o opór drobnej wiejskiej szlachty składającej się z baronów, która od wieków jest zarazą naszego biednego Południa.? Nawet opis Rzymu brzmi współcześnie: ?Najbardziej zatłoczoną dzielnicą było Campo Marzio, istny labirynt uliczek i zaułków(?) Dzielnica Banchi natomiast była czymś w rodzaju Wall Street, centrum finansowym Miasta: bankierzy, lichwiarze, spekulanci, kupcy mieli tu swoje siedziby i kantory. Tutaj przed konklawe dokonywano zakładów dotyczących osoby przyszłego papieża; tutaj organizowano loterie i gry hazardowe; tu pyszniły się okazałymi szyldami sklepy jubilerskie, księgarnie i sklepy z norymberszczyzną; tu mieszkali artyści i słynne kurtyzany. (?) Najbardziej ludową i niespokojną dzielnicą było Zatybrze. (?) Przestępczość nie omijała żadnej dzielnicy, szerzyła się wszędzie, ale za Tybrem bardziej niż gdzie indziej. Tak jak dzisiaj.?W powieści znajdziemy zresztą też historie tajemniczych morderstw, zasługujące na osobne opowieści,
m.in. nigdy nie wyjaśniony mord na księciu Gandii, synu papieża Aleksandra VI.
Opowieść toczy się barwnie i potoczyście. Nagromadzenie faktów i nazwisk byłoby może zbyt encyklopedyczne, gdyby nie wyrazistość narracji i pewne subiektywne nacechowanie wypowiedzi.
Na pewno warto wrócić do tej historii.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskiego.





