Strona główna Recenzje Elementarne, czyli ?Sherlockista? Grahama Moore?a

Elementarne, czyli ?Sherlockista? Grahama Moore?a

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Marty Guzowskiej

 

Namnożyło się ostatnio tych nowych Sherlocków Holmesów. A to House (nazwisko miało przecież brzmieć podobnie do Holmes), a to ?Elementary? z piękną panią doktor Watson w osobie Lucy Liu, a to ?Sherlock? z rewelacyjnym Benedictem Cumberbatchem, a to ?Sherlock Holmes? z lekko sztywnym Robertem Downeyem Juniorem. Że wspomnę tylko o filmach, książek wymienić nie dam rady, bo jest ich za dużo. W zalewie tych Sherlocków sięgnęłam po ?Sherlockistę? Grahama Moore?a i doznałam olśnienia.



Nie zrozumcie mnie źle, ale uważam, że Sherlock troszkę zramolał od czasów swojej świetności. Owszem, House bawi, a Cumberbatch zachwyca, ale to raczej zasługa nowoczesnej oprawy i narracji, jaką im dano. A same historie Conan Doyle?a? no cóż? są trochę? jakby to powiedzieć, żeby nikogo nie urazić? nudnawe.

Dobrze, dobrze, wiem, że nie wszyscy tak uważają. Nie strzelajcie, to tylko moje prywatne zdanie. Na pewno nie zgodziłby się ze mną Moore, którego fascynacja Sherlockiem i prozą Conan Doyle?a przebija od pierwszej strony powieści do ostatniej.

 

I nagle, tuż przed dorocznym zjazdem szacownego klubu sherlockistów, którzy zwą się Chłopcami z Baker Street (nazwa angielska Baker Street Irregulars ma jeszcze więcej wdzięku) jeden z nich, Alex Cale twierdzi, że odnalazł zaginiony dziennik. Niestety, przed swoim wykładem, na którym ma wreszcie odsłonić tajemnicę, Cale zostaje znaleziony martwy w hotelowym pokoju. Pokój został splądrowany, dziennika nie ma, a na ścianie ktoś (morderca?) napisał krwią jedno słowo: Elementarne.

O powieści Grahama Moore?a trudno się pisze, kluczowe szczegóły pojawiają się często, a nie chcę ich zdradzać, bo co to za przyjemność. Mogę jedynie powiedzieć, że akcja toczy się równolegle w roku 2010, kiedy świeżo przyjęty w grono Chłopców z Baker Street Harold White postanawia rozszyfrować tajemnice śmierci Cale?a i ponownie zaginionego dziennika i w roku 1900, kiedy Arthur Conan Doyle i jego przyjaciel Bram Stoker przypadkiem dowiadują się o śmierci młodej dziewczyny, która miała na nodze wytatuowaną trzygłową wronę. Te dwa wątki: śledztwo i śledztwo, rozdzielone przestrzenią stu dziesięciu lat, splatają się ze sobą na końcu i to splatają się w sposób, który mnie zachwycił. Zachwycił osobę, która uważa, że Sherlock Holmes jest nudny.

Chociaż muszę przyznać, że ostateczny motyw mordercy (nie zdradzę jaki, sami przeczytajcie) wydał mi się co najmniej dziwny i mało przekonujący, w historiach ?sherlockowskich?, w których królową jest Dedukcja przez wielkie De, motyw nie jest najważniejszy. Zresztą, własnymi słowami Grahama Moore?a ?(?) kocham koncepcję, iż problemy można rozwiązać. To pociąga mnie w tajemnicach ? bez względu na to, czy dotyczą Holmesa, czy kogo innego. Świat tych opowiadań jest racjonalny.?

Jednak jeszcze bardziej zachwycające od akcji ?Sherlockisty? są starannie dobrane cytaty z Conan?Doyle?a, dowcipne i przewrotnie inteligentne. Może jednak powinnam wrócić jeszcze raz do przygód najsłynniejszego detektywa świata, napisanego przez faceta z wąsami, który chciał być lekarzem, ale (dzięki Bogu) nim nie został?

 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S?ka.