Recenzja Marty Guzowskiej
Ciężko jest dzisiaj pisać powieści kryminalne, oj ciężko. Każdy czytelnik ma wiedzę kryminalistyczną w małym paluszku, bo nie tylko naczytał się książek, ale też naoglądał CSI i innych takich. Jakby się człowiek nie starał, zawsze znajdzie się ktoś, kto wytknie powieściowemu detektywowi i jego twórcy niekompetencję.

Ciężej od pisarza powieści kryminalnych ma tylko wymyślony przez niego bohater. On też musi mięć tę całą wiedzę w małym paluszku, nawet jeśli nie jest zawodowym policjantem. Co ty, baranie, o DNA nie wiedziałeś? Ani o włóknach? Ani o identyfikacji częściowo zachowanych odcisków palców? Do roboty, książki czytać, seriale oglądać, a nie przestępców łapać!
Anecie Ponomarenko udało się uciec od tych problemów. I to uciec skutecznie, w przeszłość.
Akcję swojej najnowszej powieści ?Dom śmierci?, podobnie zresztą jak poprzedniej ?Strażnik skarbu? przeniosła w XIX wiek, kiedy, żeby przytoczyć nieżyjącego już ale nieśmiertelnego Douglasa Adamsa ?mężczyźni byli prawdziwymi mężczyznami, kobiety były prawdziwymi kobietami, a małe futrzane istoty z Alfa Centauri były prawdziwymi małymi futrzanymi istotami z Alfa Centauri.? W tych cudownych czasach również detektyw był prawdziwym detektywem i nie musiał się bać, że czegoś nie wie. Kryminalistyka bowiem nawet jeszcze nie raczkowała, tylko leżała w kołysce, i w ogóle nikt nic nie wiedział. Do tego akcja toczy się w Kaliszu, mieście uroczym, ale oddalonym od europejskich stolic. Jeśli głównym bohaterom Ponomarenko, agentowi Jezierskiemu i doktorowi Zaifowi uda się importować jakieś kryminalistyczne nowinki, chwała im za to. Jeśli zaś nie, trudno ich ganić.
Zagadka ?Domu śmierci? jest jeszcze bardziej wciągająca niż w przypadku ?Strażnika skarbu?. W Kaliszu znajdowane są kolejne zwłoki osób zabitych w makabryczny sposób: głowa ucięta razem z częścią obojczyka, uduszenie piaskiem, podziurawienie kolczastą kratą? A oprócz tego ktoś, w o wiele mniej wyrafinowany sposób (poderżnięcie gardła), zabija kobiety. Wszystkie ofiary wyrafinowanych mordów są mężczyznami, rzemieślnikami. Kobiety zaś łączy zbliżony wygląd: rude włosy i kształtna figura, oraz fakt, że noszą identyczne, kosztowne kaszmirowe szale.
Śledztwo prowadzą, jak w poprzedniej części kaliskich kryminałów Ponomarenko, agent Jezierski i doktor Zaif. Szczególnie ten ostatni ma słabość do najnowszych naukowych nowinek i próbuje zgodnie z nimi wykonywać sekcje zwłok i poszukiwać mordercy. A właściwie morderców, szybko bowiem staje się jasne, że zabójca kobiet i rzemieślników nie mogą być jedną i tą samą osobą.
Po wszystkich kryminałach, gdzie opisy policyjnych czynności są nudne, żmudne i często słabo zrozumiałe dla kogoś, kto nie jest na bieżąco z postępem badań DNA, powieści Ponomarenko są jak powiew świeżego powietrza. Uroczo czyta się o śledczych, którym nie chce przejść przez usta słowo ?seksualny? (to w kontekście dyskusji o Freudzie, kolejna naukowa nowinka, która interesuje doktora Zaifa). A intryga nie jest przez to mniej ciekawa. Przeciwnie, zagadka jest w powieściach Ponomarenko prawdziwą zagadką.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Szara Godzina





