Strona główna Recenzje W. Chmielarz, Farma lalek

W. Chmielarz, Farma lalek

0
PODZIEL SIĘ

Wojciech Chmielarz, Farma lalek

 

Po „Podpalaczu” komisarz Jakub Mortka trafił na zesłanie do karkonoskiego miasteczka.

 

Choć autor nazwał je Krotowice, każdy, kto kiedykolwiek jechał do Jeleniej Góry i widział tę wielką fabrykę dywanów, od razu rozpozna teren. A jest on specyficzny. Jak słusznie mówi jeden z bohaterów „Farmy” to miejsce o nie nie jest Arkadia. Długie zimy i mokre wiosny oraz jesienie to właściwy klimat dla Karkonoszy. Zdarza się, że w górach nawet w maju śniegu jest po kolana. Ale pozostają ładne widoki. Pod warunkiem, że nikt nas akurat nie próbuje zabić.

 

Mortka przyjeżdża na kilka miesięcy, w ramach programu stażowego MOST. Postanawia w nic się nie wpakować, przeczekać i pomyśleć, co powinien w życiu zrobić dalej. Żona już dawno wozi się z jakimś nadętym bubkiem, chłopcy powoli zapominają o ojcu a on nadal nie może przestać być policjantem. Nic dziwnego zatem, że angażuje się w kolejną sprawę, która zaczyna się od uprowadzenia jedenastoletniej Marty.

Dosyć szybko też znajduje się porywacz pedofil, który opisuje z detalami swoją zbrodnię. Wszystko wydaje się proste, gdyby nie fakt, że nic się w tym dochodzeniu nie zgadza. Przybywa za to trupów, a ślady urywają się na starej, nieczynnej już kopalni uranu, w której wiele lat temu stworzono coś na kształt sanatorium.

Kto zna dolnośląskie tunele, jaskinie i podziemne miasta wie, że takich poniemieckich i posowieckich tajemniczych miejsc jest w tamtych okolicach mnóstwo. Eksplorujący je speleolodzy-amatorzy opowiadają o gigantycznych pająkach, skarbach i innych cudach, które można tam znaleźć. Co znajduje Mortka? Cóż, musicie sami doczytać.

Krotowice to małe polskie piekiełko. Nietolerancja, kompleksy i zawiść zjadają ich mieszkańców jak huba drzewo. Każdy chce być lepszy, ważniejszy niż jest. Prawie każdy jest gotów przymknąć oko na zbrodnię, byle tylko poprawić sobie życie. Chyba tylko jeden Mortka stara się wyjaśnić zbrodnię. Pozostali szukają okazji do awansu, prywatnej zemsty albo do postrzelania. Ale ich nie prześladują koszmary z podpalanych domów, które widział Mortka, zanim trafił do Krotowic. Może dlatego tylko on jeden nie traktuje tej sprawy jako zabawę w policjantów i złodziei.

Jak mówi autor, ta powieść to zogniskowane problemy wielu polskich społeczeństw. Diagnoza choroby, której nie oparło się małe środowisko. Wystarczy bowiem odczłowieczyć ofiarę i już zbrodnia wydaje się prostsza. To widać bardzo wyraźnie w Krotowicach, gdzie nikt nikogo nie lubi. Ludzie nie znoszą policjantów, dziennikarzy, cyganów, lekarzy i w ogóle swoich sąsiadów. Aż dziw bierze, że tyle niechęci kłębi się w tym brzydkim, ale ładnie położonym miasteczku. Ale może to już taka literacka tradycja, że jak jest zimno, to ludzie się zabijają (Fargo, Twin Peaks, Ystad, Sztokhom i pewnie wiele innych).

Polecam najnowszą powieść Wojciecha Chmielarza szczególnie tym, którzy lubią zaskakujące zakończenia. Autor do końca nie pozostawia nam złudzeń. Nie ma happy endu.

Powieść przeczytałam dzięki wydawnictwu Czarne.