Recenzja Adrianny Michalewskiej
Tadeusz Cegielski napisał kolejną powieść, w której po Warszawie końca lat pięćdziesiątych oprowadza nas Ryszard
Wirski, tym razem w randze majora. Wirski – matura 1912 – szczęśliwy małżonek Mirki, studentki polonistyki rozpracowuje sprawy napadu na jubilera oraz na Pocztę Polską, gdy w ręce złodziei wpada wartość (w przybliżeniu) siedmiuset średnich pensji owych czasów.
Te zuchwałe napady w stylu Dzikiego Zachodu stają się dla autora pretekstem do pokazania miasta od strony walki z przestępczością. Przypominam, rzecz dzieje się po 1956 roku i w Polsce krążą tysiące zweryfikowanych agentów bezpieki, z których wielu znalazło sobie odpowiednie synekury, część trafiła do MO, a jeszcze część skończyła na marnych posadach, np. uniwersyteckiego woźnego.
Jest zima, przełom lat 1957 i 58. Wirski spotyka się w Otwocku z dawnym kasiarzem, który przekazuje mu pudełko z tajemniczą listą. Major ma z niej skorzystać w odpowiednim momencie. Zanim jednak do tego dojdzie w Warszawie zginie jeszcze jeden z dyrektorów NBP, a w podziemiach nieukończonego gmachu banku śledczy znajdzie białą wdowę, czyli narzędzie do torturowania więźniów politycznych.
Jakby tego wszystkiego było mało, w tle wciąż przewija się pułkownik Kowadło, który ukrywa się przed swoim bratem, podejrzanym radzieckim dyplomatą. I wszystkie te sprawy spadają niemłodemu już Wirskiemu na kark w chwili, gdy po napadzie na pocztę usiłuje złożyć u przełożonego swoją rezygnację. Oczywiście, nieprzyjętą.
Powieść profesora Cegielskieg odwołuje się do „Złego” Tyrmanda, ale także do powieści milicyjnej lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Wydaje się, że bohaterowie żyją w innym świecie, niż większość Polaków, dla których tu miejsca zabrakło. Tania Rypnis, bohaterka w stylu powieści Witkacego, książkowy przykład femme fatale z wyraźną stygmatyzacją mówi o Kowadle jako o wieśniaku, a dla środowiska studentów i oficerów MO ówczesnej Warszawy świat kończy się na jej rogatkach. No, może tylko dla towarów z importu czynią wyjątek, delektując się tunezyjskim winem i używając zagranicznych kosmetyków. Dodatkowo żona i była przyjaciółka Wirskiego wyglądają jak z paryskiego żurnala, co pewnie przy zaopatrzeniu sklepów w stolicy i dodatkowo bazaru Różyckiego było wykonalne. Bohaterowie powieści piją koniak i noszą eleganckie płaszcze. Żadnej przaśności.
Świat się bawi, rabusie wynoszą gotówkę a ktoś szuka książek będących kodem do deszyfracji tajnej wiadomości. W kostnicach pojawiają się ludzie z wytatuowanymi znakami SS na wewnętrznej stronie ramienia. Czy świat oszalał, czy odbija się czkawką zaniedbanie kadrowe z ostatnich piętnastu lat? Otóż odpowiedź na to pytanie zawarta jest w powieści, a odczytanie jej wymaga wiedzy i inteligencji majora Wirskiego.
Warszawa Cegielskiego to trudny świat, który zrozumieć można poprzez dodatkowe informacje, w powieści jednak nie umieszczone. Nieco hermetyczna rzeczywistość warszawiaków, dla których Pałac Mostowskich, aleja Szucha, ul. Rakowiecka oznaczały miejsca przede wszystkim polityczne, a dopiero potem geograficzne, może utrudniać zrozumienie przedstawionej historii. Autor wyjaśnia np. czym była „biała wdowa”, ale pomija informację co należy rozumieć pod pojęciem „śpioch”. A, że „Tajemnica…” to jednak powieść kryminalno – obyczajowa, to chętnie czytałoby się ją bez dodatkowej literatury. Zwłaszcza, że profesor Cegielski niezwykle romantycznie przedstawia swoje bohaterki. Wszystkie są zjawiskowo piękne, oczytane, a nawet jeśli zajmują się pracą fizyczną (pani Joanna Jabłonka, dochodząca sprzątająca u dyrektora banku) to na dodatek wykazują się olbrzymim taktem i wrażliwością.
Powieść przeczytana dzięki uprzejmości Wydawcy
Tajemnica pułkownika Kowadły, W.A.B, Warszawa 2013





