Strona główna Nasze patronaty Szkodliwy pakiet cnót – fragment tekstu

Szkodliwy pakiet cnót – fragment tekstu

0
PODZIEL SIĘ

M. Zaczyńska, Szkodliwy pakiet cnót (fragment)

Rozdział 10
Królewna Śnieżka mieszkała z siedmioma gośćmi, ale była samotna. Faceci, mimo że mieli brody, byli kompletnie niedojrzali!
Sędzia kynologiczny ma jednak łatwiejsze zadanie niż śledczy. Owszem, też tropi to, co inni chcą przed nim ukryć, ale wszystko mieści się w jednym mniejszym lub większym psie. Kaśka przyznała w duchu, że los detektywa jest, generalnie, niewdzięczny i ciężki. Wymaga podzielności uwagi, a o tę dziś było trudno po tak intensywnie ?przemyślanej? nocy. Wydawało jej się, że Dominika jest w paru miejscach naraz. A to siedziała na krzesełku u fryzjera, a to ktoś robił jej makijaż. Na szczęście teraz usadowiła się przy stoliku, przy którym agent Rafał łapczywie pożerał pizzę. Kaśce na ten widok zrobiło się mdło i żołądek lekko się poruszył. Oooj? nigdy więcej ?myślenia?, obiecała sobie.

 

Zaczęła się już przyzwyczajać do rozgardiaszu i wszechobecnego zapachu lakieru do włosów. Przypominało to psie wystawy. Zatęskniła za nimi. Za widokiem przejętych wystawców i starannie wyczesanych, przystrzyżonych psów. No, ale śledztwo jest śledztwem. Trzeba mieć na wszystko oko. Generalnie, jak Columbo. Szkoda tylko, że głowę miała taką ciężką, a w ustach sucho.
Bez skrupułów korzystała z małych buteleczek z wodą mineralną, których na zapleczu było pełno. Modelki wciąż popijały wodę. Litrami. Dominika też. Kaśka patrzyła na nią spod oka, kryjąc się w drugim kącie gar-deroby. Nacisnęła na oczy czapeczkę z daszkiem, aby siostra Darii i agent Rafał jej nie rozpoznali. Był tu duży ruch, więc dosyć łatwo się zakamuflowała.
Kaśka nie miała rodzeństwa, ale obserwując Dominikę, doskonale zrozumiała uczucia Darii. Kiedy modelka nie robiła swych póz rozchwytywanej gwiazdy, była zwykłą zagubioną dziewczyną. Sierotą, która sama się utrzymuje i walczy o przetrwanie w brutalnym świecie show-biznesu. Bo że to brutalny świat, Kaśka nie miała wątpliwości. Zdążyła się już napatrzyć na mniej lub bardziej jawne złośliwości, posłuchać ohydnych plotek i nieżyczliwych komentarzy, by potem ze zdziwieniem zobaczyć, jak obiekt zakulisowych ataków jest oficjalnie obcałowywany i zapewniany o dozgonnej przyjaźni. Koszmar! I ta dziewczyna w tym tkwi po uszy!
Siadła na ławeczce i oparła się plecami o ścianę. Jakaś miękka tkanina dotykała jej twarzy. Zrobiło się, ge-neralnie, sennie?

Dominika wychodziła w drugiej prezentacji, u kolejnego projektanta, więc miała jeszcze chwilę dla siebie. Patrzyła na rozgardiasz ze znudzoną miną. Siedziała nieruchomo przy stoliku, opierając długie nogi o krzesło.
Pomyślała o wizażystce, która strasznie dziś kręciła nosem, robiąc jej makijaż. Nakładała grubą warstwą podkład i rozcierała gąbeczką, aby cera sprawiała wrażenie świeżej i świetlistej. Sprawnie zamaskowała cienie pod oczami, efekt bezsennej nocy. Dominika do późnych godzin przekręcała się z boku na bok i wsłuchiwała w odgłosy dobiegające z ulicy. Dobrze, że są tu profesjonaliści, którzy nawet z nieboszczyka zrobią pełną życia piękność. Tylko czemu wizażystka tak jej się przyglądała?
Chyba popadam w paranoję, pomyślała. Fatalnie wyglądałam, to się przyglądała.
Na stoliku stała tacka z wodą mineralną i pudełko z kawałkiem pizzy, której nie dokończył Rafał. Obok leżało jabłko. Takie, jakie Dominika lubiła: twarde, zielone i pachnące. Jego skórka lśniła. Skąd się tu wzięło? Czyżby Rafał się jednak zlitował? Poczuła, jak bardzo jest głodna. Dziś jeszcze nic nie jadła, ponieważ Rafał twierdził, że powinna zrzucić ze dwa, trzy kilogramy. Kiedy już pojadą do Włoch, ma być po prostu IDEALNA. Zabronił jej zjeść obiad, więc od rana tylko piła wodę. Na szczęście obiecał, że po pokazie zabierze ją na lekką kolację. Jeszcze ze trzy godziny trzeba wytrzymać.
Zaburczało jej w brzuchu, w głowie zaczęła pulsować jakaś żyłka. Nie lubiła głodówek, matka zawsze pilno-wała, aby odżywiała się zdrowo, więc od lat umiała dbać o linię bez przesadnego głodzenia. Ale Rafał był takim perfekcjonistą? Chyba ćwiczył jej silną wolę, bo spo-sób, w jaki dziś jadł pizzę na jej oczach, był wręcz perwersyjny. Przymykał oczy, mruczał, i ? okropność ? mlaskał! Jak dziecko! Dobrze, że kuchnia włoska nigdy jej nie pociągała. Wolała owoce.
Jabłko pachniało. Dominice pociekła ślinka. Rozejrzała się. Przecież to tylko jabłko! Ochroniarz nie patrzył na nią. Wpatrywał się w drzwi garderoby, czujnie oglądając każdego, kto wchodził do pomieszczenia. Kręciły się tu tylko modelki, zmęczone, spanikowane, przebierające się w pośpiechu.
A jabłko coraz bardziej pachniało?
To tylko owoc. Nie tuczy. Poprawia przemianę materii. Ma witaminy. Samo zdrowie. Dominika sięgnęła po zielony rarytas. Zamknęła oczy i powąchała z lubością. Zdecydowała się. Otworzyła usta.
? Nie rusz! Odłóż je! ? Rafał zmaterializował się jak zjawa.
? Jestem głodna ? żałośnie jęknęła, ale posłusznie odłożyła jabłko.
? Wytrzymasz! Zaraz masz wejście! A twój maki-aż?! I ty chcesz zrobić karierę?! ? denerwował się. Odsunął jabłko dalej. ? Skąd ono się tu wzięło?! Przemyciłaś?
? Nie. Myślałam, że ty? nieważne. Przecież nic dziś nie jadłam! Tak jak chciałeś.
? Chodź! ? rozkazał. ? Zaczekasz przy wejściu na scenę. Obserwuj inne dziewczyny, patrz, jakie popełniają błędy, i potem mi o nich opowiesz. To najlepsza nauka. Chyba nie chcesz być taka jak one? Stać cię na więcej.
Poszli. Ochroniarz ciężko podniósł się z krzesła i ruszył za nimi.

Kaśce przeszła senność jak ręką odjął. Od kilku minut udawała, że zszywa jakieś ubranie, aby nikt jej nie zarzucił, że tylko zajmuje miejsce i nic nie robi. Odłożyła igłę z nitką na stolik. Gniew aż w niej kipiał. Jak on traktuje tę dziewczynę! Sięgnęła po telefon.
? Daria, jesteś na widowni? Dominika niedługo wyj-dzie na wybieg. Wiesz co? Mam ochotę zabić tego gnoja! Może niech ten stalker bardziej się postara! Oj, potem ci opowiem ? zakończyła rozmowę.
Do opuszczonego stolika Dominiki podeszła jedna z modelek. Zaczęła przeglądać pudełko z kosmetykami, wyciągała kolejne pomadki, przybliżając je do oczu, jakby była krótkowidzem, i z westchnieniem je odkładała, widocznie kolor był odpowiedni. Nagle jej spojrzenie padło na jabłko. Rozejrzała się. Kaśka szybko schyliła głowę, by modelka nie widziała, że na nią patrzy. Po sekundzie dziewczyna przeszła tuż obok niej, łapczywie gryząc soczysty owoc. Kilka kroków dalej zachwiała się, oparła ręką o najbliższy stolik, a potem upadła jak długa, przewracając krzesło. Leżała nieprzytomna z nadgryzionym jabłkiem w dłoni.
Ktoś zaczął krzyczeć. Może nawet Kaśka.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSzkodliwy pakiet cnót – zapowiedź
Następny artykułC.W. Gortner, Sekret Tudorów
Agnieszka Krawczyk - pisarka z Krakowa, zajmująca się literaturą obyczajową i kryminalną. Lubi koty, kawę i książki - w tej kolejności. Autorka 13 powieści, współautorka 4 tomów opowiadań kryminalnych... Czytaj więcej