Strona główna Inne Precz z piżamami, czyli dlaczego pisarze mało zarabiają

Precz z piżamami, czyli dlaczego pisarze mało zarabiają

0
PODZIEL SIĘ

Felieton Marty Guzowskiej

 

Od czasu ?afery? z Kają Malanowską  siedzę i myślę. I zastanawiam się, dlaczego pisarze mało zarabiają. Większość, rzecz jasna, bo zawsze się znajdzie jakichś kilku, którzy zarabiają dużo.

Ale zaprawdę prawdę rzecze Biblia, kiedy rzecze: ?ruszcie głowami?, oraz ?kto myśli, ten wymyśli?. Już wszystko wiem. I tą wiedzą podzielę się z Wami.

Różne mogą być przyczyny niskich zarobków pisarzy i postanowiłam przeanalizować je po kolei.

Może to dlatego, myślałam sobie, że poświęcają na pisanie za mało czasu. Sami wiecie, tu się zajrzy na fejsa, tam skrobnie mejla i czas leci. Ale policzyłam i wyszło mi, że piszę średnio przez 3 godziny dziennie i przez kolejne 3 redaguję tekst. Pracownicy korporacji niby siedzą w robocie 8 godzin albo i więcej, ale pokażcie mi kogoś, kto ani razu przez te 8 godzin nie pójdzie na kawkę, na papierosa, nie poplotkuje z kolegami z działu, nie pogada z sekretarką szefa, albo nie odbędzie kolejnego zebrania, które nic nie wnosi do sprawy, ale dwie godziny w plecy. A zarabia sporo powyżej średniej krajowej. Wiec odpowiedź brzmi: nie, to nie przez czas pracy.

Może to wiec dlatego, myślałam sobie, że za mało osób czyta. W gazetach od rana do nocy nic, tylko biją na alarm, jak to Polacy nie czytają. Jeszcze trochę i etykietki na dżemie nie będą w stanie przeczytać. A jak ktoś nie potrafi etykietki, to tym bardziej (a raczej tym mniej) książki. Może więc pisarze zarabiają mało, bo tak niewielu ludzi ich czyta. Ale to chyba też nie tak. Taki, żeby daleko nie szukać, archeolog pisze artykuł lub książkę, którą w najlepszym przypadku przeczyta kilkaset osób, wliczając to studentów, bo w przeciwnym wypadku grozi im niezaliczenie zajęć. A zarabia coś koło średniej krajowej (chyba, że były niedawno podwyżki, o których nie wiem). Przeciętnego pisarza kupuje jednak co najmniej kilka tysięcy czytelników. Więc to nie o ilość czytelników chodzi.

Nie będę Was zanudzać, ale w ten sam sposób załatwiłam się ze zbyt wolnym pisaniem (przeciętna sekretarka stuka na komputerze o wiele wolniej niż ja, a zarabia o wiele więcej), nieciekawą akcją (spróbujcie przeczytać raport z posiedzenia zarządu dowolnego banku) i nieumiejętnością zaprezentowania swoich książek (no to posłuchajcie czasem telemarketerów).

Wtedy doznałam olśnienia. Już wiem. WIEM! To wszystko przez piżamy!

Nie od dziś wiadomo, że każdy pisarz pisze w piżamie. Bo wygodniej, bo natchnienie na niego spłynęło rano, zanim otworzył szafę, i tak dalej i tak dalej. A przecież jasne jest, że nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie płacił przyzwoitej pensji temu, kto do pracy chodzi w piżamie. Do domu wariatów z takim, a nie do kasy po wypłatę!

Nie od dziś też wiemy, że, na przykład, Dan Brown nigdy, ale to przenigdy nie zasiada do pisania w piżamie. Zasiada do komputera pod krawatem, w jednej ze swoich słynnych tweedowych marynarek i wydawca już wie, że musi mu dać przyzwoitą zaliczkę. Joanne Rowling też, nawet jeszcze jako bezrobotna, nigdy nie pisała w piżamie! Zawsze siadała do maszyny (chyba nie było jej jeszcze stać wtedy na komputer) w wieczorowej sukni i naszyjniku pożyczonym od babci (bezrobotna nie miała własnego). Jak widać przyniosło to efekty. A żeby nie szukać za granicą: nasz rodzimy Miłoszewski, od kiedy pojawił się na premierze filmu nakręconego wg. jego powieści nie w piżamie, ale w jakimś normalnym ubraniu, zaraz wzrosły mu nakłady i zaliczki. Wystarczyło, żeby ludzie zobaczyli, że Miłoszewski to bezpiżamowiec. To takie proste!

Dlatego od dziś pisać wyłącznie w dobrze skrojonym kostiumie, w pełnym makijażu i w szpilkach. Trochę się jednak boję o przyszłe zarobki, bo szpilki mam z przeceny.