Strona główna Crime story Pani na Czachticach, recenzja Marty Guzowskiej

Pani na Czachticach, recenzja Marty Guzowskiej

0
PODZIEL SIĘ

Mimo przymiotników, czyli ?Pani na Czachticach? Jožo Nižnánsky?ego 

 

Zabierałam się do tej książki jak pies do jeża. Po pierwsze dlatego, że gruba (co prawda

nie tak, jak ostatni King, ale zawsze, ponad 600 stron!). Po drugie dlatego, że pisana w latach trzydziestych, a ja nie jestem miłośniczką vintage, także w powieściach.

Po trzecie wreszcie: z powodu przymiotników.

 

Przymiotniki i przysłówki królują na pierwszych stronach: pastora mamiły ?stare oczy?, jeździec mówił ?głębokim basem?,

wyżej wspomniany pastor ?cicho otworzył bramę?, a później położył przybyszowi ręce na ramionach z ?ojcowską tkliwością?. A kiedy przeczytałam o piersiach ?buńczucznie

rysujących się pod obcisłym niebieskim kaftanikiem?, nie mogłam już powstrzymać śmiechu.

 

Nie wiem, niestety, czy tyle przymiotników jest też na kolejnych stronach. Pies nie połknie jeża (zresztą nie wiem, może są wyjątki, jeśli ktoś słyszał o takim przypadku,

niech się odezwie), ale ja połknęłam ponad 600 stron w 4 dni! Jožo Nižnánsky napisał ?Panią na Czachticach? dla gazety, w odcinkach, na prośbę

redaktora zagrożonego likwidacją pisma. Pismo udało się uratować i wcale mnie to nie dziwi. Powieść czyta się jak najlepsze dzieła Dumasa.

Jest tam właściwie wszystko, czego od dobrej powieści przygodowej oczekiwać należy: krwawa zbrodniarka, groteskowe sługi, piękne dziewice, szlachetni (i barczyści, nie zapominajmy o tym

szczególe, mała rzecz, a cieszy?) zbójnicy, konne pościgi, złoto i klejnoty, podstęp, zdrada? uff, sama nie wiem, co jeszcze. Niegdyś piękna, obecnie starzejąca się

grafka Elżbieta Batory próbuje przywrócić sobie młodość kąpielami w krwi dziewic. 

Zniknięcia dziewcząt budzą strach wśród mieszkańców okolicy i prowokują kolejnych bohaterów do przystąpienia do bandy zbójników, którzy jako jedyni mają odwagę

otwarcie wystąpić przeciwko okrutnej pani. Ta jednak dysponuje potężną bronią w postaci przebiegłego i podstępnego sługi Ficka. Intryga rozkręca się i komplikuje. Nie

chcę czytelnikom psuć smaku odkrywania kolejnych jej zawiłości, nie będę więc pisać kto z kim, i dlaczego. Zabawa przy czytaniu jest przednia. Trochę się co prawda mylą

te wszystkie pościgi, uwiezienia i ucieczki z lochów, ale to drobiazg, który wynika zapewne z odcinkowej początkowo fabuły. Przyjemności lektury nie ujmuje.

Miałam z ?Panią na Czachticach? tylko jeden problem. Jej bohaterka, Elżbieta Batory, to postać historyczna. W 1611 r. rzeczywiście oskarżono ją o mordowanie i

torturowanie setek młodych kobiet, a następnie skazano na dożywotnie uwięzienie na czachtickim zamku. Nie wiadomo jednak, czy nie padła ofiarą spisku i czy jej

oczernienie, skazanie i uwięzienie nie było częścią większego planu politycznego Habsburgów. Nižnánsky chyba też tak uważał, bo przez mniej więcej 580 stron

powieści Elżbieta budzi głównie sympatię. Możemy zrozumieć jej samotność, rozterki starzejącej się kobiety, tęsknotę za dawnym kochankiem? Tortury na dziewczętach są

opisane niezbyt przekonująco i nawet słynna ?żelazna dziewica?, automat, za pomocą którego grafka miała uśmiercać swoje ofiary, nie działa w powieści ani razu. Dopiero na

ostatnich stronach Nižnánsky zmobilizował się wreszcie i w dokumentach procesowych dokładnie opisał zbrodnie ?Krwawej Hrabiny?. Wypadło to przekonująco, ale o co

najmniej dwieście stron za późno.

A zbójnicy, ułaskawieni przez palatyna, zostają jednak na koniec wcieleni do wojska i muszą pozostawić w domu stęsknione żony i narzeczone. To tak na wszelki wypadek,

gdyby komuś przyszło do głowy, że można dobrze żyć w konflikcie z prawem, nawet jeśli się staje po słusznej stronie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa ?Książnica?, należącego do grupy wydawniczej PUBLICAT.