Strona główna Inne Ośmiorniczki w sosie własnym, czyli „Lunatyk” Wojciecha Dutki

Ośmiorniczki w sosie własnym, czyli „Lunatyk” Wojciecha Dutki

0
PODZIEL SIĘ

 

Recenzja Marty Guzowskiej

Podobno istnieją tylko trzy motywy zbrodni: władza, pieniądze i seks (albo miłość, jeśli ktoś woli). Większość pisarzy wybiera jeden i na nim konstruuje fabułę. Wojciech Dutka nie ograniczał się w swojej najnowszej powieści „Lunatyk” i wykorzystał wszystkie trzy. Z sukcesem.

 

 

Władzę rozegrał za pomocą naprawdę gorącego i niewyczerpanego motywu: spadku po komunie. Część akcji toczy się w późnych latach osiemdziesiątych, kiedy w Rosji trwa pieriestrojka i w ogóle nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Komuniści próbują zabezpieczyć sobie przetrwanie na wypadek klęski. Jeden z oficerów polskiej SB zostaje oddelegowany do Nigerii, żeby prowadzić tam interesy i zbijać fortunę. Niestety po drodze (dosłownie po drodze, bo w Stambule) zabija radzieckiego oficera. A władza radziecka nie zapomina…

Pieniądze idą za władzą. Interes zapoczątkowany przez komunistów, po trzydziestu latach jest niezwykle dochodowy. Tak bardzo, że osobom, które czerpią z niego zyski (celowo pisze tak ogólnie, żeby nie zaspojlować akcji) zależy na tym, żeby nikt nie dotarł do ich prawdziwej tożsamości.

W „Lunatyku” jest też seks. A nawet prawdziwa miłość. Tyle, że zakończona tragicznie. Żona głównego bohatera, czarnoskórego Amerykanina polskiego pochodzenia Maksa Kwietniewskiego ginie w zamachu. Po latach Max musi wrócić do Polski, chociaż wcale nie ma ochoty rozdrapywać starych ran. Ale Max jest detektywem, z czegoś trzeba żyć, a jego zleceniodawca każe mu zainteresować się dawnym biznesem komunistów.

Pieniądze, władza i miłość to bardzo dobry trójkąt. Ale u Dutki jest to czworokąt, bo do tych trzech motywów zbrodni dochodzi czwarty: polityka (czyli właściwie kombinacja władzy i pieniędzy, z odrobiną miłości :-). Dutka bardzo zręcznie splata wątek z tych czterech nitek. A dodatkowym smaczkiem są aluzje (wcale nie cienkie) do niedawnych polskich afer politycznych. Wywołują na twarz uśmiech, choć jest to uśmiech trochę smutny.

Przeczytajcie koniecznie, dobre na długie zimowe wieczory: lekkie, sprawnie napisane i nie odpuszczające do ostatniej strony.

 

„Lunatyka” Wojciecha Dutki przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Albatros