Strona główna Recenzje NKWD i Popielski, czyli ?W otchłani mroku? Marka Krajewskiego

NKWD i Popielski, czyli ?W otchłani mroku? Marka Krajewskiego

0
PODZIEL SIĘ

 

Recenzja Adrianny Michalewskiej

 

Niewiele czasu upłynęło od ostatniej powieści Marka Krajewskiego, a Edward Popielski znowu zagościł w naszych domach. Jest rok 1946 i Rosjanie panoszą się we Wrocławiu. Zniszczone wojną miasto żyje na krawędzi prawa, a szemrane interesy prowadzi się zarówno w knajpach, jak i na ulicach.

Kwitnie prostytucja, nielegalny handel i paserstwo. Miasto pełne jest repatriantów, a wśród nich jest i Edward Popielski z kuzynką Leokadią.

W opozycji do całego zła w podskórnym życiu Wrocławia powstaje gymnasium subterraneum, tajna szkoła kształcąca przyszłe elity kulturalne miasta. Ale i ona nie jest wolna od tego, co niszczy Wrocław. Dwie z uczennic zostają zgwałcone, a na dodatek któryś z uczniów jest konfidentem UB. Popielski otrzymuje zlecenie na sprawdzenie, kto donosi.

 

Już nawet po tym pobieżnym opisie fabuły widać, że autor kroczy dawno obraną ścieżką. Zgodnie z myślą, że ludzie kochają seriale, kolejna historia o Edwardzie Popielskim nie wprowadza w tym wymiarze rewolucji. Bohater hołduje swoim przyzwyczajeniom, nadal jada smacznie i obficie, korzysta z usług sprzedajnych kobiet i ma słabość do towarów z wyższych półek.

Ale tym razem autor wyzwał czytelnika na pojedynek. Powieść rozpoczyna się cytatem z Nietzchego:

Kto walczy z potworami, ten niechaj baczy, by przy tym samemu nie stać się potworem.

Popielski walcząc ze złem sam staje na granicy, poza którą jest już po niewłaściwej stronie. I tu zaczyna się wyzwanie dla czytających. Profesorowie gymnasium stają przeciwko sobie w dyskusji o naturze zła. Dyskurs filozoficzny, choć podany w przystępnej formie, może nie być atrakcyjny dla miłośników strzelaniny i łapania złodziei. Miejmy nadzieję, że tak nie będzie.

Analogicznie do rozważań swych bohaterów podobne rozterki są myślą przewodnią całego tomu. Nic nie jest złem w czystej postaci, każdy zbrodniarz ma jakąś przeszłość, każdego ktoś i coś ukształtowało.  Co z tym dziedzictwem zrobimy, to już nasza decyzja.

Jeżeli w założeniu miała to być powieść filozoficzna z wyraźnym odwołaniem do Thomasa Manna, to się to autorowi udało. Jeżeli kolejna część trylogii ma być w duchu logiki, to powinniśmy spodziewać  się ciekawych zagadek, nawet jeżeli zostaną podane w schematycznej konwencji powieści sensacyjnej, w której autor się od lat specjalizuje.

 

Marek Krajewski, W otchłani mroku, Znak 2013, s. 306