Strona główna Inne Niedostrzegane związki

Niedostrzegane związki

0
PODZIEL SIĘ

Z Adamem Węgłowskim, autorem „Bardzo polskiej historii wszystkiego” rozmawia Marta Guzowska

 

 

Marta Guzowska: Kolumb był Polakiem, James Bond był Polakiem, Polakami byli Stalin i Frankenstein, a Polką była Matka Boska voodoo… Skąd pomysł, żeby doszukiwać się polskich korzeni w tak rozrzuconych w czasie i przestrzeni postaciach?

 

 

Adam Węgłowski: Zawsze interesowały mnie takie ciekawostki. To wydawało się niesamowite, gdy poznałem dowody, że słynna legenda o zbuntowanym Golemie pochodzi z Chełma, a nie z Pragi. Albo nie zapomnę swojego wrażenia, gdy pierwszy raz zobaczyłem wizerunek haitańskiej bogini voodoo Erzulie Dantor i uderzyło mnie jej podobieństwo do obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, do której modlili się polscy legioniści na Haiti… Podczas pracy w miesięczniku „Focusie Historia” pisywałem na podobne tematy, przypominając zapomniane sylwetki i wydarzenia, niedostrzegane historyczne związki, powiązania między rzeczywistymi postaciami a bohaterami masowej wyobraźni. Aż pewnego razu przyszedł mi do głowy pomysł, że warto parę z tych postaci zebrać i napisać o nich szerzej.

Tytuły rozdziałów w mojej książce są nieco prowokacyjne, bo czasem prawda okazuje się wręcz odwrotna. Niemniej za każdym razem starałem się zabrać Czytelnika w podróż, której efekt byłby satysfakcjonujący i doprowadziłby do odkrycia zapomnianych polskich losów, poznania fajnych anegdot, otarcia się o przygodę.

 

 

 

MG: Czy nie jest to trochę nasza narodowa megalomania, że doszukujemy się wszędzie Polaków? Zresztą w dobrym i w złym: w Pana książce jest też rozdział o Drakuli i o Kubie Rozpruwaczu…

 

 

AW: Kubę Rozpruwacza na siłę chcą nam „wcisnąć” Brytyjczycy. Jakby nie byli w stanie wyobrazić sobie, że krwawym mordercą z 1888 roku mógł być ktoś z nich, a nie imigrant. Co nie znaczy, że Polacy są aniołkami. Morderca żon Kłosowski, oszust Ostrog czy gangster Lis, pojawiający się w tym rozdziale, na pewno nie są postaciami, którymi możemy za granicą się chwalić. Tak czy owak, cały ten polski wątek sprawy Kuby Rozpruwacza zawsze uważałem za godny opowiedzenia i sensownego wyjaśnienia. Przecież to postać tak żywa w popkulturze – w filmach, komiksach, grach…Kiedyś sądziłem nawet, że faktycznie to najpewniej Polak był odpowiedzialny za morderstwa w 1888 roku. Dziś uważam, że takie stwierdzenia to nadużycie.

Drakula to też gwiazda popkultury. I jego historyczny odpowiednik, Wład Palownik, miał pewne związki z Polską. Jednak w przypadku Drakuli skupiłem się przede wszystkim na tym, że same wampiry są istotami ze świata słowiańskich czy wręcz polskich zabobonów.  Ba, moim zdaniem van Helsing – powieściowy i filmowy tropiciel Drakuli – to alter ego mazurskiego pastora Helwinga, który w XVIII wieku pisał o zabobonach swoich parafian, wiążących się z upiorami, wilkołakami, niedźwiedziołakami…

Natomiast już po napisaniu książki odkryłem, że jakiś związek z legendą Drakuli może też mieć polsko-ukraiński szlachcic Bazyli Dunin-Borkowski (http://ciekawostkihistoryczne.pl/2015/02/12/polski-lacznik-drakuli-czy-slynny-wampir-byl-polakiem-z-ukrainy/). Opowieści o jego powrocie z zaświatów, zakończonym przebiciem kołkiem, były znane w XIX wieku badaczom, zajmującym się etnografią naszej części Europy.

 

 

MG: W jaki sposób dokonał Pan wyboru postaci, których polskie korzenie postanowił Pan prześledzić?

 

 

AW: Starałem się wybrać przede wszystkim te, których nazwiska od razu zainteresują Czytelnika. W tym gronie miał się jeszcze znaleźć kapitan Nemo, jednak materiałów o nim miałem tak dużo, że posłużyły do osobnej książki „Labirynt Verne’a”! Zresztą jest już ona w sprzedaży. Gorąco polecam. Są tam szyfry, spiski, tajemnicze mapy, polityczne intrygi. A wszystko to prawda, nie fikcja!

 

 

MG: Polakiem był Indiana Jones… Stawia pan hipotezę, że najsłynniejszy archeolog wzorowany był na słynnym polskim antropologu Bronisławie Malinowskim. Czy taka trochę prowokacyjna teza to sposób, żeby przypomnieć nieco zapomniane, a wybitne postaci z polskiej historii, kultury i nauki?

 

 

AW: Czasami to jedyna droga, by powalczyć o przypomnienie jakiejś historycznej postaci. Zresztą Malinowski niewątpliwie wskazał młodemu Indianie Jonesowi, co robić w życiu. Tak wynika z odcinka serialowych „Kronik”! Natomiast jestem przekonany, że film „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” nigdy nie powstałby, gdyby nie szaleńcze teorie archeologa amatora Artura Posnansky’ego na temat boliwijskiego miasta Tiwanaku. Posnansky  (1873-1946) wiele zrobił dla ocalenia tego zabytku, ale jednocześnie rozpętał paranaukowe dywagacje, które ciągną się do dziś, mieszając historię, „zakazaną archeologię” i wiarę w Obcych. Czyli dokładnie to, co jest istotą „Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki”. Tiwanaku było paliwem dla Ericha von Dänikena i podobnej maści poszukiwaczy tajemnic. Co więcej, Tiwanaku interesowali się hitlerowcy, podobnie jak sowieckie służby zaginionym miastem z „Królestwa…”.

 

 

MG: W jaki sposób zbierał Pan materiały, żeby udowodnić swoje hipotezy? W tekście wielokrotnie wspomina Pan o szperaniu w zakurzonych archiwach, albo o intensywnej korespondencji z innymi badaczami.

 

 

AW: Wiele dały mi rozmowy z naukowcami, specjalistami (wspominam o nich w książce i jeszcze raz dziękuję!). Nie obyło się też bez szperania w bibliotekach. Szczególnie dumny byłem z odnalezienia we Wrocławiu zapomnianych już artykułów Helwinga/van Helsinga. Mam nadzieję, że kiedyś to moje szperanie zainspiruje kolejnych poszukiwaczy. Nie tylko dziennikarzy, jak ja, ale i historyków. Byłoby super, nawet gdyby mieli udowodnić, że się myliłem…