Strona główna Recenzje Na końcu robi się nerwowo, czyli ?W białej ciszy? Inge Löhnig

Na końcu robi się nerwowo, czyli ?W białej ciszy? Inge Löhnig

0
PODZIEL SIĘ

Na końcu robi się nerwowo, czyli ?W białej ciszy? Inge Löhnig

Recenzja Marty Guzowskiej

 

Tak się zdenerwowałam na końcu powieści Inge Löhnig ?W białej ciszy?, że musiałam wstać i zrobić sobie herbaty. A potem weszłam na stronę internetową autorki. To, co tam zobaczyłam, uspokoiło mnie, więc możemy zacząć od początku. A właściwie od końca, bo z dwóch powieści Löhnig, które dostałam do recenzji, przypadkowo na początek wybrałam tę drugą.




Ginie mężczyzna, ojciec, dziadek, patriarcha zamożnej i wpływowej monachijskiej rodziny. Morderca postąpił z nim wyjątkowo okrutnie: przywiązał do kaloryfera w gorącej łazience weekendowej daczy i pozostawił, ofiara zmarła po kilku dniach z odwodnienia. Dwóch dorosłych synów i dorosła córka oraz ich rodziny pogrążają się w żałobie, a tymczasem komisarz Konstantin Dühnfort poszukuje mordercy.

Standard. Ale powieści Inge Lohnig nie zaliczyłabym do standardowych.

 

Rzecz, która od razu zwraca uwagę, to sposób, w jaki autorka operuje językiem. Oszczędnie, prosto i niezwykle ekspresyjnie. Naprawdę miałam wrażenie, że poruszam się w białej śnieżnej ciszy, a jeden nieostrożny ruch może wywołać lawinę.

Język to jedno. Druga rzecz, która zdecydowanie wypycha tę powieść na pierwszy plan, to obraz monachijczyków. Jeśli współczesny kryminał ma być zwierciadłem duszy dzisiejszego społeczeństwa, to Inge Löhnig to zwierciadło doskonale wypolerowała, odbija się nim każdy szczegół.

Co prawda muszę przyznać, że zastanowiło mnie dlaczego monachijczycy ciągle jedzą w tej książce wyrafinowane francuskie i włoskie przysmaki, zapijając je chianti lub soave. A golonka? A piwo? Albo chociaż skromny wurst? Najwyraźniej duża jest różnica między przewodnikowymi obrazami Oktoberfest a prawdziwym życiem miasta.

Nie zdradzę, co mnie tak zdenerwowało w zakończeniu ?W białej ciszy?, zakończeń się nie zdradza. Ale bardziej nerwowych czytelników mogę od razu uspokoić: Löhnig wydała już trzy następne powieści z Dühnfortem, więc WSZYSTKO Z NIM W PORZĄDKU. A do wydawnictwa Initium mam prośbę: uspokójcie nas i wy i przetłumaczcie kolejne Löhnig na polski. Są tego naprawdę warte.

 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Initium.