Strona główna Recenzje Magia japońskiego drzeworytu – recenzja „Cienia gejszy” Anny Klejzerowicz

Magia japońskiego drzeworytu – recenzja „Cienia gejszy” Anny Klejzerowicz

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Agnieszki Krawczyk

Bardzo lubię kryminały o sztuce, dlatego po „Cień gejszy” Anny Klejzerowicz sięgnęłam z dużą przyjemnością. Klejzerowicz jest znaną autorką powieści obyczajowych i kryminalnych, a jej prace wyróżniają się spośród rodzimych produkcji tym, że mają ambicję poruszać ciekawe i mało znane tematy. Jak sztuka japońska (w omawianym „Cieniu gejszy”), tarot („Ostatnią kartą jest śmierć”), czy malarstwo średniowieczne („Sąd ostateczny”).

„Cień gejszy” jest drugą z powieści o dziennikarzu śledczym Emilu Żądle i jego narzeczonej, a zarazem wiernej współpracownicy, konserwatorce dzieł sztuki – Marcie. Tym razem dziennikarz zostaje wplątany w zawiłą intrygę, łączącą się z serią prześlicznych japońskich drzeworytów z początku ubiegłego wieku. Jak owe niezwykłe ilustracje znalazły się we współczesnym Gdańsku i jaka miłosna, a zarazem finansowa afera się z nimi wiąże? To zagadka dla Żądły, który nie tylko musi odpowiedzieć na te pytania, ale odszukać mordercę – tak się bowiem składa, że giną ludzie, a ma to niepokojący związek z drzeworytami.

 

 

 

 

Powieść Klejzerowicz ma wartką fabułę i szybkie tempo. Dodatkowo autorka zaznajamia czytelnika z historią japońskiego drzeworytu oraz pasjonującymi kolejami wojny japońsko-rosyjskiej. Nie są to jednak nudne, akademickie wykłady, o co to, to nie! Klejzerowicz historyczne fakty podsuwa niejako mimochodem, wplatając je umiejętnie w kanwę toczącego się śledztwa. Od razu widać, że autorka śpiewająco opanowała oświeceniową zasadę docere et delectare („uczyć bawiąc”), bo po zakończeniu lektury jej powieści ma się ochotę sięgnąć po prace na temat historii Japonii, jej języka i sztuki. Sama historia drzeworytów ogromnie przemawia do wyobraźni – zwłaszcza, że jest, jak wyjaśnia w posłowiu autorka, oparta na faktach i kolekcja podobna do opisanej w książce, naprawdę istnieje. I ma równie tajemniczą historię.

 

Pasjonującą zagadkę rozwiązuje para sympatycznych bohaterów – nonszalancki Emil Żądło i jego skrupulatna i po naukowemu ostrożna narzeczona Marta. Trzecim ważnym bohaterem jest kot Bolero, któremu przyjdzie odegrać kluczową rolę w finale powieści. Bohaterowie mogą zawsze liczyć na życzliwą pomoc podkomisarza Marka Zebry i wielu ekspertów od japońskich zabytków, zwłaszcza pewnego senseia z Tokio.

Wszystko to sprawia, że książkę czyta się z dużą satysfakcją. Autorkę należy pochwalić za wybór tematyki – Daleki Wschód, jako tło kryminałów, to wciąż u nas rzadko wykorzystywany temat (na myśl przychodzi mi tutaj Kotowski i jego „Święto świateł”), a szkoda, bo jest fascynująca i niezwykła dla Europejczyka kultura.

Klejzerowicz nie pisze przy tym kryminałów mrocznych i okrutnych, choć – trzeba przyznać – w „Cieniu gejszy” trup ściele się gęsto. Są to raczej kryminały soft, z szerokim tłem obyczajowym, pewną ambicją naukową i szczyptą humoru (nawet w obliczu strasznych wydarzeń). Bardzo smakowite połączenie, prawda?

O jedno mam do autorki pretensje – „Cień gejszy” jest książką za krótką. Aż prosi się o rozszerzenie wątku japońskiego, być może wprowadzenie drugiej perspektywy czasowej, sięgającej początków ubiegłego stulecie (tak jest w prologu i epilogu, ale chciałoby się tego więcej!). Z powodzeniem taki zabieg stosuje w swych ostatnich książkach Marek Krajewski, więc myślę, że i tutaj bardzo by się sprawdził. Dzięki temu moglibyśmy lepiej i głębiej poznać motywacje bohaterów i wpływ, jaki decyzje z przeszłości miały na czasy współczesne.

To jednak nie psuje odbioru książki, z której już na zawsze zapamiętam elegancką i tajemniczą gejszę, w magiczny sposób ukrytą za zasłoną z błękitnej parasolki.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Replika