Recenzja Marty Guzowskiej
Pani komisarz nie znosi poezji. Pani komisarz Viviane Lancier

nie znosi też (kolejność dowolna): swojego ciała (za grube), jaskrawych kostiumów (nie można się w nie wbić), diet (utrudniają życie), młodych, niedoświadczonych pracownikom (jeszcze bardziej utrudniają życie). Jeden z tych ostatnich wyciął wyjątkowo głupi numer. Zamiast zostawić starego kloszarda tam, gdzie został napadnięty, przenosi go do innego dystryktu, objętego (niestety) władzą pani komisarz. Kloszard, poza swoim niezwykłym podobieństwem do Wiktora Hugo, ma też inną tajemnicę. Wśród jego rzeczy policjanci znaleźli zaadresowaną do członków Akademii Francuskiej kserokopię nieznanego dotychczas sonetu Baudelaire?a. Wokół sprawy rozpętuje się szum medialny i jedyne, co irytuje panią komisarz jeszcze bardziej, to jej nowy asystent, który najwyraźniej nie tylko zna się na poezji i dobrze wypada w telewizji, ale też potrafi kojarzyć fakty i okazuje się zaskakująco pomocny w śledztwie. Jednak problemy pani komisarz dopiero się zaczynają. Padają kolejne ofiary, a morderstwa niepokojąco odnoszą się do kolejnych strof sonetu.
Podczas lektury ?Pani komisarz?? nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autor, Georges Flipo, zmęczył się lekturą Danów Brownów i innych Klubów Dantego i postanowił napisać parodię tego gatunku. Nie mogłam się też oprzeć wrażeniu, że książka Flipo jest o wiele lepsza, niż wszystkie dzieła Browna zebrane do kupy: dowcipniejsza, wyrazistsza, mniej banalna, a nawet zagadka kryminalna, rzecz, jak się czasem wydaje po niektórych lekturach, o drugorzędnym znaczeniu w powieściach kryminalnych, no więc nawet zagadka po prostu ciekawa.
Ale najlepsza jest pani komisarz. Georges Flipo jest mężczyzną, a nie zamaskowana kobietą (sprawdziłam w internecie), ale potrafi zadziwić trafnym portretem swojej głównej bohaterki. Portretem nieco przejaskrawionym, ale każda dobra karykatura musi się przede wszystkim opierać na udanej obserwacji. A obserwacje Flipo dotyczące irytacji (w liczbie mnogiej) pani komisarz są nie tylko ogromnie zabawne, ale i bardzo prawdziwe.
Jeśli szukacie lektury na plażę, weźcie koniecznie ?Panią komisarz?? Gwarantuje dobrą zabawę i nie pozostawia kaca.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Noir sur Blanc





