Strona główna Nasze patronaty Siedem dni – recenzja „Lęku” Huberta Hendera

Siedem dni – recenzja „Lęku” Huberta Hendera

0
PODZIEL SIĘ
Lęk Hubert Hender
Lęk okładka

Lęk Hubert Hender recenzja

Lęk Hubert Hender

Strach upośledza rozum – to motto będące myślą z Mary Douglas, brytyjskiej antropolog, która o lęku wiedziała naprawdę sporo – otwiera powieść Hendera. Zapamiętajmy je dobrze, bo przypomni się nam niejeden raz podczas lektury książki. Bardzo dobrej książki, powiem od razu, nie czekając do końca tej recenzji. Hender mnie nie rozczarował, wręcz przeciwnie, spełnił wszystkie nadzieje jakie w nim pokładałam po „Kolejności”, ale… trzymajmy się… kolejności właśnie.

 Tajemnicze zniknięcie

Akcja „Lęku” toczy się pod koniec wakacji w Jeleniej Górze. Niespodziewanie znika czternastoletnia gimnazjalistka, Patrycja Linkiewicz. Tego dnia wyszła ze śmieciami o siódmej rano i więcej się nie pojawiła. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał – kamień w wodę. Matka odchodzi od zmysłów, ojciec wciąż jest w pracy, choć na pewno także przeżywa zaginięcie córki. Komisarz Iwanowicz i jego partner podkomisarz Gawłowski zaczynają mozolne śledztwo, w którym nic się nie klei. Patrycja to posłuszna i poukładana dziewczyna – wychowawczyni ją chwali, z koleżankami nie ma konfliktów, z matką jest szczera. Nic nie wskazuje na to, żeby uciekła z domu. Zatem porwanie? Wokół śmietnika nie ma śladów walki, rodzice nie otrzymali żądania okupu, zresztą nie wyglądają na ludzi zamożnych. Nurkowie bezskutecznie przeszukują rzekę, także niczym kończą się akcje w pobliskich parkach. Iwanowicz jest sfrustrowany tym dreptaniem w miejscu, a wkrótce zaczynają ginąć inne dzieci… Śledztwo ostatecznie potrwa siedem dni i wiele się przez ten tydzień wydarzy.

Gdy kończy się miłość i nic już nie ma

Głównym atutem powieści Hendera są doskonale zarysowane postaci. Wreszcie dowiadujemy się czegoś więcej o Iwanowiczu (ale coś jeszcze autor przed nami ukrywa i zostawił to sobie na trzeci tom cyklu), przede wszystkim wyjaśniona jest jego psychologiczna motywacja i zajadłość w prowadzeniu śledztwa w sprawie Patrycji. Dziecko. Bo tutaj idzie o krzywdę dziecka, a to jest dla komisarza ważne. Bardzo podobała mi się też niedobrana małżeńska para Linkiewiczów – żona autentycznie rozpadająca się z rozpaczy po zniknięciu córki i mąż nieustannie kontrolujący swoje uczucia. Jest w powieści taka znakomita scena, gdy Iwanowicz obserwuje oboje na komisariacie. Widzie jak na dłoni, że tych dwoje nic już nie łączy, męczą się ze sobą, niewiele dla siebie znaczą i trwają przy sobie z nieznanych przyczyn. Ma ochotę im to uświadomić, powiedzieć, by nie wiązali sobie życia, nie dręczyli się nawzajem, tylko zakończyli tę farsę. I milczy. Bardzo to prawdziwe i trafnie zaobserwowane.

 Lęk Hubert Hender powieścią o strachu

Powieść Hendera to jednak przede wszystkim historia o strachu w różnych jego wymiarach i przejawach. O zwykłym lęku, który budzi się w każdym z nas, gdy sytuacja jest nieznana lub nas przerasta, o strachu atawistycznym, pierwotnym, zakodowanym, gdzieś w komórkach naszego ciała, który każe nam uciekać przed zagrożeniem, gdy je wyczuwamy, a także o lęku wręcz panicznym, odbierającym rozum. Także i o takim strachu, co może doprowadzić do agresji. Hender przestawił nam je wszystkie, a także i parę innych. Widać dobrze przerobił i Mary Douglas, i Jeana Delumeau.

 Krzywda dziecka

Przyznam też od razu, że ja nie przepadam za książkami, w których tematem jest ogólnie pojęta krzywda dziecka, ale ta pozycja jest już kolejną (obok „Ja nie wybaczam” Marka Hilla), którą przeczytałam bez wewnętrznego sprzeciwu. Dlaczego? Bo dzieci, a właściwie młodzież w nich potrafią zaimponować. Widzę tutaj zresztą dalekie odwołania do „Władcy much” Goldinga, nie bynajmniej w warstwie tematyki, ale bardziej atmosfery, czy kształtowania postaci.

 Mroczny kryminał ze Śląskiem w tle

Pisałam na początku, że Hender nie zawiódł moich nadziei. Bo to prawda. „Kolejność” podobała mi się, choć autor nie ustrzegł się pewnych niedociągnięć. „Lęk” czytałam już z pełną przyjemnością. Wiedziałam zresztą, że ta książka będzie dobra, bo widziałam w autorze wielki potencjał. Jest na literackiej półce z napisem „polski kryminał” miejsce na mroczny kryminał z Dolnym Śląskiem w tle. Tam gdzie płynie woda, musi pojawić się lęk, zatem zapraszam do lektury, na pewno się Państwo nie zawiodą. „Lęk” trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.

Książka pod patronatem Zbrodniczych Siostrzyczek przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia Mroczna Strona

O książce Huberta Hendera można przeczytać więcej TUTAJ, a fragment TUTAJ