Strona główna Recenzje Klasyka, ale jaka! czyli ?Bastard? Andrzeja Dziurawca

Klasyka, ale jaka! czyli ?Bastard? Andrzeja Dziurawca

0
PODZIEL SIĘ

Recenzja Marty Guzowskiej

 

Andrzej Dziurawiec to znany autor scenariuszy i ? podobno ? poeta. To także autor książki ?Późny Gomułka, wczesny Gierek?, podobno znakomitej, ale niestety jej nie czytałam. Jest też Dziurawiec (ten sam Dziurawiec?) autorem kilku pozycji z klasycznej serii ?Ewa wzywa 07?. Trudno go jednak nazwać znanym autorem kryminałów. To znaczy trudno było, bo jego debiut ?Bastard? winduje go z miejsca na jedną z pierwszych pozycji wśród twórców tego gatunku.



?Bastard? to klasyczna historia śledztwa. Wszystko w niej jest klasyczne: chandlerowski główny bohater (podstarzały, zmęczony życiem policjant na emeryturze, który kocha tylko własną córkę), tzw. służby, własne i obce (jest i polska policja, i izraelski Mossad), koloryt lokalny (Praga i warsiaska Warsiawka), piękna kobieta (a nawet kilka), wierny przyjaciel w niebezpieczeństwie (a nawet dwóch, chociaż jeden nie jest człowiekiem). Jest seryjny morderca, spisek przeciwko Żydom, są masoni, a nawet, gdyby dobrze poszukać, to i cyklista by się znalazł. Klasyka gatunku. Dlaczego więc Dziurawiec, zamiast nudzić ? fascynuje i dlaczego połknęłam (ponad 400 stron) w dwa dni?

 

 

Krytyk literacki ze mnie żaden, ale uważam się za wytrawną czytelniczkę. Spróbuję więc wypunktować kilka z niezliczonych zalet powieści Dziurawca.

Po pierwsze: bardzo dobry początek. Wspaniały początek. Taki, który rzuca czytelnika na głęboką wodę i sprawia, że tenże czytelnik przegapia przystanek, na którym ma wysiąść.

Po drugie: nienajgorszy koniec (a napisać dobry koniec jest o niebo trudniej niż dobry początek). Klasyczny, ale zostawia czytelnika zadowolonego, a nie pełnego niesmaku.

Po trzecie: emocje. Dziurawiec się ich nie boi i potrafi je pokazać. Dużo emocji, mocnych.

Po czwarte: koloryt lokalny. Nie wiedziałam, że Warszawa jest takim ciekawym miastem 🙂

Po piąte: sama opowieść. Gdyby ktoś, przed lekturą ?Bastarda?, powiedział mi, że do kryminału dziejącego się w Warszawie można wsadzić książąt, potomków Czyngis-Chana, żydowskich przedwojennych potentatów finansowych, na nawet nazistów, to bym go wyśmiała. Teraz już nie jest mi do śmiechu.

Po szóste: Dziurawiec umie pisać! Konstrukcji scen powinni się od niego uczyć poczatkujący pisarze. Wiadomo, scenarzysta. Przemawia najczystszym obrazem, rzecz w polskiej prozie równie rzadka, jak kurze zęby.

I tak dalej, i tak dalej. Mogłabym wyliczać w nieskończoność. Ale wyliczanie mocnych stron ?Bastarda? do niczego nie prowadzi. Książki bowiem, oprócz tego, że dzielą się na dobre i niedobre, dzielą się również na te, które mają ?to coś? i te, które ?tego czegoś? nie mają. Nie wiem, jak ?to coś? określić, na użytek własny nazwijmy to magią, dobrze? Niektóre książki są magiczne, inne nie. Jak to poznać? Banalnie proste: jeśli nie możesz wieczorem zgasić światła, a rano przekładasz obowiązki i czytasz książkę pod biurkiem w pracy albo w szkole, to masz w ręku powieść magiczną. „Bastard” właśnie taką powieścią jest.

Jedną tylko rzecz mam Dziurawcowi do wyrzucenia, ale to być może kwestia spojrzenia kobiecego, które, czy nam się to podoba, czy nie, od spojrzenia męskiego trochę się różni. Chodzi, oczywiście, o kwestię kobiet. Po pierwsze relacja Szuberta z córka: nieco za idealna. Nikt nie posiada chyba dziecka, które rodzica tylko kocha i nigdy nie nienawidzi. Takich cudów w przyrodzie nie ma. A po drugie: Dziurawiec przyjął w swojej powieści, że wszystkie młode i atrakcyjne dziewczyny Warszawy lecą na steranych i zużytych (choć, przyznać trzeba, interesujących) facetów. To chyba nie jest takie proste, Panie Autorze. Ale, jak już wspomniałam, kobiecy punkt widzenia bardzo się różni od męskiego, także w tej sprawie.

Ale to drobiazgi, bo ?Bastard? to po prostu świetna powieść. Doskonale skonstruowana, doskonale napisana i już. Tak niewiele i aż tyle. Polecam szczególnie tym, którzy nie wierzą w polską prozę. Przeczytajcie, niedowiarki, a uwierzycie!

 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa W.A.B.