Strona główna Nasze patronaty K. O. Dahl, Wierny przyjaciel, fragment tekstu

K. O. Dahl, Wierny przyjaciel, fragment tekstu

0
PODZIEL SIĘ

Już od jutra w księgarniach. A dzisiaj mamy dla Was fragment tekstu.

 

Kjell Ola Dahl Wierny przyjaciel

Przekład z języka norweskiego Milena Skoczko


Była piąta po południu, kiedy w telefonie komórkowym włączył się alarm. Leżał w łóżku, zastanawiając się nad tym, po co nastawił budzik. Po chwili przypomniał sobie o przyjęciu. Franken od wielu lat nie miał kontaktu z Karlem Andersem Fransg?rdem i dlatego był wyraźnie zaskoczony, kiedy otrzymał zaproszenie na przyjęcie z okazji jego czterdziestych urodzin. Jako nastolatkowie byli nierozłączni, ale kiedy wydorośleli, przestali się widywać.

Poznali się w gimnazjum, a połączyła ich wspólna pasja: modelarstwo i mechanika. Na Boże Narodzenie Franken dostał mały śmigłowiec, który przyczepił do biurka, napełnił naftą i uruchomił śmigło palcem. W tamtych czasach uruchomienie silnika spalinowego, wyregulowanie mieszaniny benzyny z powietrzem tak, żeby silnik chodził gładko, było szczytem szczęścia. Jednak w przypadku Karla Andresa zainteresowanie lotnictwem znacznie wykraczało poza modelarstwo. Był zafascynowany techniczną stroną silników odrzutowych i śmigłowcowych. Jego pokój wypełniały książki o modelach samolotów, historii przemysłu lotniczego, biografie pionierów lotnictwa. Poza tym kolekcjonował stare kroniki filmowe: Roald Amundsen w ubraniu z foczych skór machający ręką na tle swojego samolotu Latham przed wyruszeniem na poszukiwanie Umberto Nobile, sterowiec Hindenburg, który zapalił się nad Nowym Jorkiem, Lindbergh w swoim samolocie Jenny. Już wtedy pokój Karla Andersa przypominał małe muzeum lotnictwa.



Wszyscy sądzili, że zostanie pilotem, ale problem z rozróżnianiem kolorów sprawił, że życiowe marzenie Karla Andersa nigdy się nie spełniło.



Ich drogi rozeszły się. Franken czuł nieprzyjemne mrowienie za każdym razem, gdy wracał myślami do tamtego wydarzenia. To było dawno temu, powiedział do siebie. Zaczął chodzić tam i z powrotem, jak zawsze, gdy natrętne myśli nie dawały mu spokoju. Chodząc, pozbywał się przykrego uczucia.

Po jakimś czasie doszły go słuchy, że Karl Anders został inżynierem. Traf chciał, że rok temu spotkali się przypadkowo w centrum miasta. Karl Anders w kasku ochronnym i kamizelce odblaskowej nadzorował montaż jakichś podziemnych instalacji.

Fr?lich nie spodziewał się, że spotka dawnego kumpla pod ziemią zamiast w powietrzu. Szybko odnaleźli wspólny język, przez kilka minut żartowali, wspominając dawne dobre czasy, wymienili się numerami telefonów i doszli do wniosku, że muszą wyskoczyć kiedyś razem na piwo.

Oczywiście żaden z nich nie brał tego poważnie. Fr?lich nie miał zamiaru dzwonić do kolegi i podejrzewał, że Karl Anders czuł to samo.

Aż tu nagle cztery tygodnie temu Fr?lich wyjął ze skrzynki zaproszenie.

Dwadzieścia lat to dużo czasu. Przez dwadzieścia lat rzeczy porastają mchem, wietrzeją i znikają. Niechęć, którą poczuł, wynikała jednak bardziej z faktu, że od dawna wiódł życie singla. Dziwnie czułby się na tego typu imprezie, tym bardziej, że został zaproszony z osobą towarzyszącą. Zaproszenie wydrukowano na eleganckim papierze, co więcej ? znajdowała się na nim również informacja dotycząca stroju. Większość gości stanowiły małżeństwa lub pary z długoletnim stażem, więc rozmowa siłą rzeczy będzie kręcić się wokół ich dylematów życiowych. Dzieci: zabawne powiedzonka i śmieszne scenki z ich udziałem, rodzice: problemy z opiekunkami albo przedszkolankami, nieporadność nauczycieli i rozczarowanie reformą oświaty. Te pary, które jeszcze nie dorobiły się dzieci, będą opowiadać o swoich egzotycznych planach wakacyjnych i remontach domu. Kobiety będą rozwodzić się nad tym, że mimo upływu czasu nie mogą przyzwyczaić się do różnych dziwactw i nawyków swoich partnerów: od chrapania począwszy na maniakalnym zainteresowaniu połowami łososia, polowaniem na łosie czy piłką nożną skończywszy. Zawsze jednak rozmowy prowadzone były w taki sposób, że Frank Fr?lich ? z racji tego, że był singlem ? nie miał najmniejszych szans, żeby aktywnie w nich uczestniczyć. Z drugiej strony fajnie byłoby spotkać dawnych kolegów. Zwykle po kilku kieliszkach prześcigali się w opowiadaniu anegdot z czasów szkolnych.

Wybór, przed którym stanął, dotyczył tego, czy poświęcić wieczór w imię dawnej przyjaźni, czy poświęcić własną dumę. Najlepiej byłoby poświęcić wieczór i zachować godność, pomyślał, wyciągając z szafy szary garnitur.

Prezent był już spakowany ? i to najlepszy, jaki zdaniem Fr?licha można było sobie wymarzyć: pełna dyskografia Genesis z wokalistą Peterem Gabrielem. From Genesis to Revelation, Trespass, Nursery Cryme, Foxtrot, Selling England by the Pound, plus nagranie koncertowe z 1973 roku ? najlepszy podwójny album w historii rocka: The Lamb Lies Down on Broadway. Niemal osiem godzin medytacyjnego masażu mózgu.

Impreza miała odbyć się w lokalu w Eiksmarka, tuż za miastem.

Od dworca kolejowego zafundował sobie taksówkę. Kierowcą był Irakijczyk pochodzenia kurdyjskiego, którego znajomość dróg gminy B?rum pozostawiała tyle samo do życzenia, co znajomość norweskiego. GPS-a również nie potrafił obsługiwać. Z równą chęcią zawiózłby Fr?licha do Drammen albo H?nefoss, gdyby ten nie udzielał mu wskazówek z fotela pasażera. Kiedy zatrzymali się przed wejściem oświetlonym płonącymi pochodniami, było jasno jak za dnia. Para za parą znikały w drzwiach lokalu, podczas gdy Fr?lich próbował wygramolić się z taksówki.

Dziesięć minut później stał z kieliszkiem hiszpańskiego szampana w dłoni i, szukając wzrokiem znajomych twarzy, prowadził pseudorozmowę z ludźmi, których widział pierwszy raz na oczy.

– Karl Anders i ja znamy się z Trondheim ? wyjaśnił wysoki żul o delikatnych ustach i włosach zaczesanych do tyłu. ? A teraz jesteśmy najbliższymi sąsiadami!

Słodko wyglądająca dziewczyna z czarnymi lokami skręconymi w korkociągi oznajmiła, że pracowała z Karlem Andersem, zanim otrzymał etat w urzędzie miejskim. Fr?lich powiódł wzrokiem za jej spojrzeniem i w końcu zauważył kolegę stojącego w głębi lokalu. Karl Anders prawie się nie zmienił. Był ubrany z niedbałą elegancją w czarne dżinsy i marynarkę narzuconą na czarną koszulkę z krótkimi rękawami i wymyślnym cytatem na piersi.

– Tam się schował nasz jubilat! ? dziewczyna z korkociągami uśmiechnęła się szeroko, kiedy Karl Anders przeprosił stojących obok niego gości i ruszył w ich stronę.

– Franken! ? zawołał z uśmiechem. ? Jak to dobrze, że udało ci się przyjść!

Objął Fr?licha ramieniem, po czym, wyraźnie rozbawiony, uderzył go po przyjacielsku w bok.

– Tego gościa znam najdłużej z was wszystkich!

– Czy to ty urządziłeś ciemnię w piwnicy bloku, w którym mieszkałeś? ? spytała dziewczyna w lokach. Kiedy Fr?lich skinął głową, dodała: ? Nawet nie wiesz, ile się nasłuchałam o tobie i tej twojej ciemni. Czy to prawda, że zaniosłeś tam materac in case of nachspiel?

Franken zawsze czuł się niezręcznie, będąc w centrum zainteresowania obcych ludzi, dlatego spojrzał na dziewczynę z wymuszonym uśmiechem.

– Wybaczcie ? powiedział Karl Anders lekko wstawiony ? ale muszę porwać naszą gwiazdę.

Pociągnął Frankena za sobą. Ten chwycił starego kumpla za kark i przycisnął do siebie.

– Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!

W końcu udało mu się odczytać motto wypisane na koszulce Karla Andersa: The worst crime is faking it ? Curt Cobain.

– Jesteś jedynym z naszej paczki, który świętuje dzisiaj razem ze mną.

Fr?lich nie odpowiedział. Pozostali przyjaciele z dzieciństwa byli brzytwą, której chciał się uchwycić, spotkanie z nimi miało pomóc mu przebrnąć przez ten wieczór.

– Nikogo z nich nie zaprosiłem ? wyjaśnił Karl Anders. ? Nikogo oprócz ciebie. To szczególny dzień.

– Jasne ? odpowiedział Fr?lich beznamiętnym głosem.

– To preludium do mojego nowego życia ? ciągnął Karl Anders. ? Pozbywam się tego, czym nie chcę być! Spójrz ? szepnął, wskazując na grupę kobiet, które rozmawiały ze sobą odwrócone do nich plecami. ? Dziewczyny są super, dziewczyny są, cholera jasna, obłędne! Ale już nie dla mnie ? dokończył z uśmiechem ? bo właśnie się zaręczyłem!

Chwiejnym krokiem ruszył w ich stronę, obejmując Frankena w pasie.

Kobieta w krótkiej, czarnej, obcisłej sukience odwróciła się. W przytłumionym świetle jej oczy świeciły zielonym blaskiem.

– Veroniko ? powiedział Karl Anders. ? Poznaj Frankena. To mój stary kumpel: Frank Fr?lich.

Fr?lich uścisnął szczupłą dłoń Veroniki Undset.

W ułamku sekundy jej twarz przeszła metamorfozę. Oczy rozszerzyły się i pojawiło się w nich przerażenie, ale natychmiast się opanowała. Jej spojrzenie wyrażało ten sam stoicki spokój, który zobaczył tego samego dnia rano, kiedy siedziała w radiowozie.

On sam był tak zaskoczony, że nie wiedział, czy będzie w stanie wydobyć z siebie głos.

– Czy myśmy się już kiedyś nie spotkali? ? spytała jakby od niechcenia.

Zawahał się. Mimowolnie zauważył, że jej upięte włosy odsłaniają idealnie wygiętą szyję.

– Chyba będziesz musiała mi przypomnieć, gdzie i kiedy mogliśmy się spotkać ? odpowiedział ze wzrokiem utkwionym w jej oczach.

Opuścił rękę.

– Ale jestem pewny, że pamiętałbym, gdybyśmy się już spotkali ? dodał.

Milczała, obejmując kieliszek obiema dłońmi. Spuściła wzrok.

Karl Anders objął ją w talii i przyciągnął do siebie. Dobrana z nich para, pomyślał Franken. Świr i narkomanka.

– Veronika i ja bierzemy w kwietniu ślub ? oznajmił Karl Anders. ? W Rzymie ? dodał. ? I wiesz co, Franken?

Frank Fr?lich potrząsnął głową.

– Chciałbym, żebyś był moim świadkiem.

Franken uśmiechnął się. Możliwe, że winny był szampan albo po prostu wysokie ciśnienie panujące w lokalu, ale zaczęło mu lekko szumieć w uszach. Wypił resztę wina. Karl Anders natychmiast podał mu nowy kieliszek.

– Yhm ? odezwał się ktoś za ich plecami, głośno i ze sztuczną wesołością.

Franken odwrócił się. Obok Veroniki Undset stała blondynka z włosami ściętymi na pazia.

– Cześć ? powiedziała i wyciągnęła rękę na powitanie. ? Mam na imię Janne i jestem twoją osobą towarzyszącą ? wyjaśniła i wybuchnęła śmiechem.

Franken poczuł, że wieczór jest uratowany.