Recenzja Agnieszki Krawczyk
Jest rok 1816, właśnie dobiegła końca wojna z Napoleonem, Anglicy mogą świętować zwycięstwo. Do Londynu wraca wojskowy lekarz Alec Comrie i jego młody asystent, Will Starling. Obaj służyli na kontynencie, w szpitalach polowych. Comrie to Szkot i znakomity, choć małomówny chirurg – do mistrzostwa doszedł w amputacjach, potrafiąc obciąć kończynę w niespełna trzy minuty. Miał przy tym dosyć oryginalne podejście do środków przeciwbólowych – z rzadka używał tylko laudanum, uważając „że ból to zmartwienie pacjenta, który powinien sobie z nim radzić we własnym zakresie” (s. 44). Po powrocie do Londynu Comrie otwiera własną praktykę chirurgiczną, ale nie ma zbyt wielu pacjentów – tutaj najjaśniejszą gwiazdą jest inny lekarz, zresztą jego bliski kolega z czasów studiów, niejaki Dionysus Atherton, bon vivant i ulubieniec światka artystycznego, przyjaźniący się ze słynnym aktorem Edmundem Keanem. Są to w ogóle dziwne i tajemnicze lata – w Londynie szerzy się plaga „trupiarzy”, hien cmentarnych wydobywających z grobów zwłoki na zlecenie… lekarzy i studentów medycyny. Tak się składa, że uczelnia kształcąca medyków ma prawo jedynie do czterech (legalnych) ciał rocznie, które otrzymuje od miasta. Jak więc uczyć się anatomii, gdy nie ma właściwych Obiektów? Trupiarze dostarczają ich za kilka funtów. Rodziny zmarłych pilnują jednak grobów i raz po raz zdarzają się lincze – gdy hiena cmentarna wpada przy opróżnianiu trumny może pożegnać się ze zdrowiem, a czasem i życiem. Poza tym w mieście szerzą się pogłoski, że ktoś – być może Atherton – prowadzi na zwłokach eksperymenty z wykorzystaniem elektryczności. Will Starling pragnie rozwiązać tę zagadkę…

Śledztwo poprowadzi go przez szemrane zaułki miasta, śmierdzące pokoiki panien lekkich obyczajów, półlegalne burdele i spelunki. Także do teatru, gdzie spotyka się śmietanka i na uniwersytet medyczny. Otoczy go menażeria dziwnych znajomych – otumaniona laudanum stara panna, demoniczny pomocnik Athertona, nazwiskiem Odenkirk, prostytutki i trupiarze. W tej gęstwinie ludzi i zdarzeń Starling odkryje coś więcej – prawdę na temat samego siebie.
Powieść Weira jest pomyślana w sposób naprawdę brawurowy. Tak jeżeli chodzi o warstwę fabularną, jak i o formę. Jest stylizowana z jednej strony na gotycki romans grozy w stylu „Frankensteina” Mary Shelley, jak i na powieść pikarejską (i nie bez znaczenia jest tu fakt, że ulubioną książką Starlinga są „Przypadki Idziego Blasa” Lesage’a). Główny bohater ma bowiem coś w sobie i z Dyla Sowizdrzała, i z Idziego właśnie. Narracja z kolei przypominała mi jako żywo „Tristrama Shandy” Sterne’a, a szczególnie ujęło mnie, gdy Will Starling określa się mianem „Waszego Uniżonego Narratora”. „Uniżony Narrator” wiodąc czytelnika przez londyński świat koszmaru i grozy (naprawdę brakuje tu jedynie Kuby Rozpruwacza!), nie szczędzi dygresji i anegdot, jak w prawdziwej powieści łotrzykowskiej. Znakomita jest kreacja postaci – Will, podrzutek i wychowanek sierocińca, to młodzieniec inteligentny, wygadany i na swój sposób uroczy. Jego pryncypał, pozbawiony może zmysłu humoru oraz wyczucia (ozdabia ścianę gabinetu lekarskiego ryciną przedstawiającą ranę postrzałową moszny) jest dobry i poczciwy. Dionysus Atherton to człowiek zagadka, zaś jego sługa Odenkirk – postać z najstraszniejszego romansu grozy (coś jak Quasimodo, choć bez jego ułomności). Do tego znakomicie oddany Londyn z początków XIX wieku – miasto brudnych szynków i podejrzanych zaułków, ale też rozwijającej się nauki.
I to pytanie, które nurtuje nie tylko Willa – czym tak naprawdę jest śmierć i kiedy kończy się życie? Czy nauka może tworzyć monstra, czy też potworami bywają sami naukowcy? Uważny czytelnik znajdzie tu wiele ciekawych informacji na temat rozwoju chirurgii i nauki w ogóle. Powieść została bowiem przez Weira znakomicie przygotowana faktograficznie.
Bogactwo postaci i zdarzeń, pasjonujących zagadek i trudnych do wyjaśnienia okropności sprawiają, że „Trupiarz” to doskonała i inteligentnie pomyślana rozrywka. Ta książka nie nudzi, a rozstając się z nią, mamy ochotę sięgnąć po kolejną powieść historyczną Weira.
Serdecznie polecam!
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego PWN





