Strona główna Nasze patronaty Fragment ?Króla Tyru? Tomasza Białkowskiego

Fragment ?Króla Tyru? Tomasza Białkowskiego

0
PODZIEL SIĘ

Prezentujemy fragment trzeciej części trylogii Tomasza Białkowskiego ?Król Tyru?. Tym razem Paweł Werens musi odnaleźć uprowadzoną dziewczynkę i nadal walczy z sektą kainitów.

Już wkrótce na stronie zbrodniczesiostrzyczki.pl zamieścimy recenzję powieści.

 

Paweł Werens siedział na korytarzu Komendy Miejskiej Policji przy ulicy Partyzantów 23 i czekał na rozmowę z zastępcą naczelnika Wydziału do Walki z Przestępczością przeciwko Życiu i Zdrowiu. Podinspektor nosił nazwisko Górecki i zapewne nie znalazłby czasu dla Werensa, gdyby ten nie przedstawił się jako znany warszawski dziennikarz śledczy. Taki sposób prezentacji ciągle otwierał mu wiele drzwi. Nawet mimo tego, że Werens od kilku miesięcy nie zajmował się dziennikarstwem. Zdecydował się na powrót do rodzinnego miasta.


 

 

Najbardziej z takiego obrotu sprawy ucieszył się Kort. Jego ukochany pies był teraz w siódmym niebie. Każdego ranka Werens zabierał go na długi spacer. Szli ulicami miasta, dochodzili do torów kolejowych, znikali w tunelu, by wyjść na aleję Wojska Polskiego. Teraz, idąc cały czas prosto, kierowali się w stronę miejskiego lasu. Gdzieś, może nawet blisko, ukrywał się sprawca tych wszystkich nieszczęść ? Montalto. Czy człowiek może urodzić się zły? Czy może to zło zawłaszcza go z czasem? Kilka dni wcześniej Werens dowiedział się o córce Montalto i jej bracie. A zatem i ten potwór musiał kiedyś kogoś kochać.

Potem wracali z psem do mieszkania przy ulicy Mickiewicza. Ojciec siedział nieruchomo, wpatrzony w jakiś punkt za oknem. Wyglądał nawet zwyczajnie. Dopiero kiedy zaczynał mówić, choroba pokazywała swoje okrutne oblicze. Coraz mniej pamiętał, ledwo rozpoznawał syna. Paweł wiedział, że agnozja coraz bardziej wyniszcza korę mózgową, jej tkankę nerwową. Ojciec poznawał go wyłącznie po głosie. Z każdym dniem oddalał się od syna coraz bardziej. Dlaczego zmarnowałem tyle lat na uganianie się po świecie za nic nieznaczącymi sprawami!? Dlaczego po śmierci matki i brata nie okazałem ojcu więcej miłości?! Nawet wtedy, kiedy tu przyjechałem dwa lata temu, zamieszkałem u stryja, a nie u niego. Już wtedy przecież musiał mieć objawy choroby.

Z tych rozmyślań wyrwał go podinspektor Górecki, który właśnie nad nim stanął.

? Pan Paweł Werens, prawda? ? głos miał ciepły, ale stanowczy.

? Tak, to ja. Prosiłem pana o chwilę rozmowy. Czy znajdzie ją pan dla mnie?

? Przecież nie trzymałbym pana na tym korytarzu bez powodu.

? No tak?

? Zatem zapraszam! ? przepuścił Werensa przed sobą.

Usiadł sztywno za biurkiem na skórzanym, miejscami przetartym fotelu. Wcześniej wskazał mu krzesło po drugiej stronie. Werens rozejrzał się po pokoju. Kilka regałów z jakimiś specjalistycznymi lekturami, na ścianach dyplomy uznania, a na biurku zdjęcie. Paweł nie mógł widzieć, kto na nim jest. Domyślał się tylko, że to rodzina podinspektora.

? Słucham pana? ? Policjant z uwagą patrzył na Werensa.

? Przychodzę tutaj w sprawie samobójstwa.

? Czyjego?

? Trzynastego grudnia, w środę, w areszcie śledczym popełnił samobójstwo młody lekarz Eryk Bunda.

? Nie znam tej sprawy.

Werens spodziewał się takiej odpowiedzi i natychmiast dodał:

? To bardzo ciekawe, bo ordynator szpitala, w którym pracował Bunda, mówi co innego. ? Paweł zrobił dłuższą pauzę i dodał: ? Informację o śmierci Eryka przekazał jej podległy panu policjant.

? Być może. Nie mam obowiązku znać wszystkich nazwisk samobójców.

? Ale pan te nazwisko zna, prawda? Dlaczego zatem twierdzi pan co innego? Co pan ukrywa?

? Panie Werens ? podinspektor nie był już tak uprzejmy i wyraźnie chciał, aby Paweł to dostrzegł ? mam bardzo dobre kontakty z prasą, czego dowodem są te dyplomy na ścianach. Nie chcę tego psuć, ale pan najwyraźniej mnie zmusza, abym zmienił dotychczasowe zasady. Powtarzam, nic nie wiem o Eryku Bundzie i nie wiem, co powiedział mój człowiek tej pani od czubków.

? Ja nie powiedziałem, w jakim szpitalu pracował Bunda?

Podinspektor zmieszał się, a jego twarz poczerwieniała.

? Doprawdy? ? odburknął i wstał na znak, że rozmowa jest skończona.

? To będzie bardzo ciekawy artykuł?

? O czym pan mówi? ? Górecki przechylił się przez biurko.

? O artykule do piątkowej gazety. Pan wie, największy nakład, z wkładką telewizyjną? Napiszę w nim o młodym lekarzu, który z jakichś nieznanych przyczyn trafił do aresztu śledczego i nie wiedzieć czemu popełnił samobójstwo. A może ktoś mu w tym pomógł?

? Ależ panie! ? Podinspektor uderzył pięścią w blat. Jego twarz nabrała purpurowej barwy.

? Albo mi pan powie, dlaczego Bunda znalazł się za kratami i w jakich okolicznościach umarł, albo ja tę sprawę opiszę! ? Werens blefował na całego. Niczego nie zamierzał opisywać. Szukał wnuczki Montalto. Wiedział, że jej zniknięcie jest w jakiś sposób połączone z tym lekarzem. Spotykali się przecież, razem zniknęli. Artykuł temu chłopakowi już nie pomoże, a dziewczynie tylko zaszkodzi. Zbyt dobrze znał zasady tej gry.

? Eryk Bunda miał wypadek samochodowy ? wypalił pokonany podinspektor i opadł na fotel, w którym jakby się skurczył.

? Z tego powodu trafił do aresztu?

? To był dziwny wypadek. Daleko stąd. Bunda potrącił idącego prawidłowo poboczem człowieka. Nie udzielił mu pomocy. Kilometr dalej uderzył w przydrożny słup. Tam go znaleźli ludzie z komendy powiatowej. Był roztrzęsiony, jakby w amoku. Do tego pijany.

? A dziewczyna?

? Jaka dziewczyna?

? Czy była z nim młoda kobieta?

? Nie, nic mi o tym nie wiadomo. Nasi ludzie znaleźli go w lesie. Niedaleko Bani Mazurskich.

? To powód, żeby przewozić go aż tutaj?

? Eryk Bunda, panie Werens, wyglądał bardzo dziwnie i równie dziwnie się zachowywał. Na jego rękach i ubraniu były plamy krwi.

? Tego potrąconego?

? I tu jest właśnie problem. Ta krew należy do kogo innego.

? Do kogo?

? Też bym chciał to wiedzieć!