Strona główna Do poczytania Caroline Eriksson ZNIKNIĘCIE. Fragment

Caroline Eriksson ZNIKNIĘCIE. Fragment

0
PODZIEL SIĘ

Caroline Eriksson ZNIKNIĘCIE. Fragment

„Mężczyzna i dziewczynka schodzą z łódki na małą  wyspę. Nie wracają. Co mogło się stać? Istnieje całe morze prawdopodobnych powodów – wmawiam sobie. Mogli zapomnieć się w zabawie, stracić poczucie czasu albo po prostu… Gorączkowo usiłuję wymyślić więcej możliwych scenariuszy. Wiarygodnych. Dających poczucie bezpieczeństwa. Cały kłopot w tym, że żaden z nich nie wyjaśnia, dlaczego Alexa i Smilli wciąż nie ma, dlaczego nie odpowiadają, kiedy ich wołam. Otwieram usta, żeby znów to zrobić, lecz tym razem krzyk jest tak histeryczny, że wzdrygam się na dźwięk własnego głosu.

Caroline Eriksson ZNIKNIĘCIE. Fragment

Brnąc dalej, przeszukuję wzrokiem ziemię i przestrzeń między drzewami. Nogi niosą mnie coraz szybciej, poruszam się coraz bardziej nerwowo. Bezwiednie idę przed siebie, nie wiem już, dokąd zmierzam ani skąd przyszłam. Jestem tak roztrzęsiona, że zupełnie straciłam orientację. Nigdzie nie dostrzegam choćby śladu ludzkiej obecności. Z mojej piersi wyrywa się łkanie. Smilla!

W tej samej chwili zwracam na coś uwagę. Przystaję, czuję, jak całą  mnie ogarnia drżenie. Kilka metrów przede mną leży kamień. A kawałek dalej coś jeszcze. Ciemny przedmiot. Chociaż nie od razu zdaję sobie sprawę, na co patrzę, każda komórka mojego ciała wie, że nie jest to naturalny element występującej na wyspie roślinności. To coś należało do człowieka. Zbliżam się powoli, przepełniona lękiem przed tym, co mogę tam znaleźć. Dopiero kiedy staję obok, ucisk, który czuję w piersi, słabnie, a ja kucam przy znalezisku w trawie. To czarny bucior bez pary, stary i znoszony. Dziurki, przez które kiedyś przewleczone były sznurowadła, są  puste.

Nigdy wcześniej go nie widziałam. Nie należy ani do Alexa, ani do Smilli, to pewne. Choć nie rozumiem dlaczego, moja ręka wędruje w powietrzu, czuję, jak coś powoli, acz nieubłaganie przyciąga ją  do buta. Tak jakby moimi palcami kierowała jakaś zewnętrzna siła, pochodząca z ziemi pod moimi stopami.

Ciężko oddychając, przysuwam dłoń do siebie i się prostuję. Co to za dziwne pomysły i wrażenia wkradają się do mojej głowy? To pewnie strzępy opowiadanych przez Alexa upiornych historii, które wciąż tkwią w mojej świadomości. Historie o Marze i jej złych mocach.

Pospiesznie idę dalej, napominam się, że to tylko brednie o duchach i stare zabobony, nic więcej. Mimo to nie potrafię się powstrzymać i kilka razy oglądam się za siebie. Moje nogi tną  trawę coraz szybciej, wreszcie zaczynam biec truchtem. Posuwam się naprzód między drzewami, ich cienie wydłużają  się, a sękate konary wyciągają  się ku mnie niczym długie, złe ręce. Coś wczepia się we mnie, gałęzie jak szpony szarpią  moją  głowę, wydaję z siebie krzyk, głośny, nawet nie próbuję go stłumić. Dźwięk własnego strachu to już dla mnie zbyt wiele. Myśli uwalniają  się, pędzą  dziko przed siebie, a ja nie potrafię nad nimi zapanować, wzniecają  we mnie coraz potężniejsze fale uczuć. Nie odnajdę ich. Nigdy ich nie odnajdę.

Nagle – właśnie w tym momencie – doznaję olśnienia. Zadzwonić. Jeśli nie będę mogła ich znaleźć, muszę przecież zadzwonić. To pierwsze, co należy zrobić, gdy ktoś zaginie. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam? Zwalniam kroku i zdyszana sięgam ręką  do kieszeni rybaczek. Jest pusta. Prze- suwam palcami po drugiej, lecz tam też nie ma komórki. Co się z nią  stało? Zgubiłam ją  gdzieś na wyspie? Czy może została na łódce? Obrazy w pamięci nabierają  ostrości, aż wreszcie układają  się w całość.

Nie wzięłam telefonu, gdy wychodziliśmy z domku. To była spontaniczna wycieczka, a ja właściwie nie miałam zamiaru się przyłączać. Zmieniłam jednak zdanie. Znów czuję ucisk w piersi, lecz jego przyczyną  nie jest ciężki oddech po wysiłku. Kolejny raz się rozglądam, rozpaczliwie wypatruję choćby skrawka bladoróżowej sukienki, falujących na wietrze jasnych włosów. Ale jej już tu nie ma, wiem to, czuję. Telefon został w domku, pewnie leży w mojej torebce. W takiej sytuacji można zrobić tylko jedno.

Mimo wszystko czuję, że to nie w porządku. Jak mogę opuścić wyspę bez Alexa i Smilli? Jak mam zostawić ich własnemu losowi? Własnemu losowi… W tych słowach, w samej myśli o tym, tkwi coś, co uwiera. To nie może być prawda. Coś tu się nie zgadza, i to bardzo. O, nie! Odpycham od siebie złośliwe podszepty, znów przyspieszam kroku. Gdy znajdę telefon, wszystko się ułoży. Będę mogła zadzwonić do Alexa, a on do mnie. Kto wie, może już próbował się ze mną  skontaktować? Idę jeszcze szybciej, ignoruję zmęczenie. Muszę jak najprędzej znaleźć telefon. Pytanie tylko, jak mam trafić do miejsca, w którym zacumowaliśmy łódkę.”

Przełożyła: Paulina Rosińska

Za umożliwienie publikacji fragmentu dziękujemy wydawnictwu Marginesy