Strona główna Aktualności Nie boisz się uciekać? Wywiad z Joanną Opiat-Bojarską

Nie boisz się uciekać? Wywiad z Joanną Opiat-Bojarską

1
PODZIEL SIĘ

Z Joanną Opiat-Bojarską, autorką „Ucieczki” rozmawia Marta Guzowska

 

Nie boisz się uciekać? Wywiad z Joanną Opiat-Bojarską Nie wszyscy wiedzą, co to jest escape room. Wyjaśnisz w kilku słowach?

W kilku słowach? Będzie trudno…  ale czego nie robi się dla Zbrodniczych Siostrzyczek (śmiech). Escape room to niesamowita zabawa. Jej celem jest wydostanie się z pokoju, w którym na graczy czekają zagadki logiczne, sekretne schowki, tajemnicze przedmioty, klucze i szyfry. To przygoda dla małych (escape room dla dzieci), średnich i dużych. Z tym, że najczęściej dorośli bawią się tam jak dzieci.

Jak do tego doszło, że ucieczka z pokojów ucieczek stała się to Twoja pasją, potem hobby, a potem tematem na najnowszą powieść.

Wszystko zaczęło się podczas pewnego majowego weekendu w Toruniu. Wybraliśmy się z mężem do naszego pierwszego pokoju – pokoju Astronoma. Spędziliśmy w nim sześćdziesiąt minut, przeszukując regały, szafki, znajdując różne dziwne rzeczy i główkując jak rozwiązać zagadki. Wyszliśmy tak rozemocjonowani, że przez kilka następnych godzin rozmawialiśmy o zagadkach, o tym, co mogliśmy zrobić lepiej, o tym, dlaczego nie widzieliśmy podpowiedzi, która była na widoku…

Po powrocie do Poznania powtórzyliśmy zabawę, tym razem większą ekipą, zamykając się w pokoju – Piła. Wyszliśmy przed czasem, a ja wiedziałam już, że napiszę o ucieczkach książkę. Odezwałam się do Mysterious Room w Łodzi, chyba największego escape room w Polsce (to było dwa lata temu), pojechałam tam, uciekałam z niesamowitych pokoi (do tej chwili w moim prywatnym rankingu nic nie przebiło ich Morii i Indiany Jonesa), zajrzałam do pokoju technicznego i podejrzałam na kamerach jak bawią się inni.

Dlaczego to dobry temat na książkę?

Bo pomijając fakt, że to świetna zabawa, to także niesamowity materiał badawczy zachowań społecznych (śmiech). Zafascynowało mnie to, że w sytuacji, kiedy jesteś zamknięta w pokoju i masz przed sobą kilka zagadek do rozwiązania często zrzucasz z siebie wszystkie maski, które dźwigasz i zaczynasz działać instynktownie. Jeśli chcesz kogoś dobrze poznać – zamknij się z nim w escape room. Niektóre typy osobowości na początku są wycofane, obserwują poczynania grupy z boku, dopiero potem angażują się w zabawę. U innych, od początku włącza się funkcja „eksplorera” i gnają do przodu. Jedni mają cierpliwość i układają znalezione puzzle, u innych konieczność zatrzymania się i skupienia sprawia, że wpadają w złość. Mój mąż śmieje się, że jeśli chcesz zobaczyć naspidowaną Opiat-Bojarską, to musisz się z nią zamknąć w pokoju. I w sumie ma rację. Zwykle jestem opanowana i zdystansowana, ale w pokoju… no cóż J Szaleję.

Najbardziej fascynujące w ucieczkach jest jednak to, że nie ważne jak spostrzegawcza i inteligentna jesteś – po pierwsze, zawsze coś cię zaskoczy, a po drugie – jeśli nie będziesz wymieniała się z grupa informacjami, daleko nie zajdziesz. Jesteśmy różni, zauważamy różne rzeczy i podczas ucieczek szczególnie widoczny jest efekt synergii. Jeśli będziesz wypowiadała na głos swoje myśli, to niewykluczone, że wychwycę jedną z nich i dzięki niej zrozumiem, jak wykorzystać plastikowego kurczaka, którego przed chwilą znalazłam.

Co jest takiego fascynującego w poczuciu, że jesteś zamknięta i że musisz ostro główkować, żeby się wydostać?

Czy odpowiedź: „wszystko” będzie wystarczająca? (śmiech)? Pozwól, że uszereguję moje prywatne przyjemności z zamykania się w pokojach, od tej najbardziej fascynującej, do tej po prostu fascynującej.

  1. Nieważne na jakim etapie prac nad książką jestem, wejście do pokoju, konieczność przeszukania go i wydostania się sprawia, że całkowicie wychodzę z fikcyjnego świata, odcinam się od rzeczywistości, problemów, obowiązków itp. i skupiam się przez sześćdziesiąt minut tylko i wyłącznie na wykonaniu zadania. (Jest to jedyna rzecz, która relaksuje mój umysł na etapie kończenia pisania książki ;))
  2. Lubię wyzwania – a escape room jest kumulacją wyzwań i gimnastyki umysłowej. Musisz zauważyć i znaleźć wszystko, co jest ukryte. Musisz połączyć przedmioty ze sobą. Jeśli więc na przykład znajdziesz dwie części dzięki którym uda Ci się otworzyć szafę, w której znajdujesz przejście do kolejnego pokoju – cieszysz się. Bo jesteś bliżej wyjścia, bo ci się udało, a już myślałaś, że nigdy jej nie otworzysz. Albo wpatrujesz się w maszynę do pisania i szukasz cyfr. Kilka przycisków jest brudnych. Patrzysz na nie, ale nie widzisz cyfr. Aż w pewnej chwili cię oświeca. Trzy zielone ślady znajdują się na literach: w, a, d. Dwa? To przecież cyfra! Eureka!
  3. Lubię walkę ze sobą, sprawdzanie się i wychodzenie poza strefę komfortu. Do drugiego pokoju zostaliśmy wprowadzeni w opaskach na oczach, a kiedy je zdjęliśmy okazało się, że w pokoju panuje ciemność. Kilka minut później znaleźliśmy jedną latarkę. Wiesz, jakie to wkurzające uczucie, kiedy jest tylko jedno, małe źródło światła i nie znajduje się w Twoich rękach? Chcesz coś przeszukać, ale prawie nic nie widzisz. Dotykasz, czujesz… Albo kiedy zamykają się w pokoju i widzisz wszystko, ale nie możesz zrobić więcej niż trzy kroki bo jesteś spięty łańcuchem i kajdankami z drugą osobą? A jeśli każda z was chce iść w przeciwną stronę, to zrobicie co najwyżej jeden krok. Albo kiedy chcesz się skupić, a muzyka gra zbyt głośno? Albo… albo… (śmiech). Jest bardzo dużo czynników, które powodują, że wychodzisz poza strefę komfortu. W zeszłym roku do ucieczek w Poznaniu zaprosiłam dwie grupy zupełnie obcych sobie ludzi. To dopiero był szok dla mojej strefy komfortu. Lubię ludzi, ale zwykle mam duży dystans do obcych. Tu chwilę po tym jak się poznaliśmy musieliśmy ze sobą współpracować. Przyznam Ci się, że po wyjściu z pierwszego pokoju (czyli po dziewięćdziesięciu minutach), wchodziłam prosto do drugiego pokoju, z nową grupą. Drzwi się zamknęły, a ja pomyślałam: „o Bosssze! Znowu obcy… ja nie chcę.” Ale okiełznałam umysł i bardzo dobrze się bawiłam.
Nie boisz się? Na przykład, kiedy gaśnie światło? Albo kiedy wyobraźnia uruchamia scenariusze z filmów i przypominasz sobie wszystkie pułapki, jakie kiedykolwiek ktokolwiek zastawił na bohaterów?

Nie boję się, chociaż już trzy razy krzyczałam (śmiech). Mam pecha, zwykle jako pierwsza wchodzę do nowo odkrytych pomieszczeń i czasem „skoczy” na mnie jakiś pająk czy zleci trup. Generalnie unikam pokoi z oznaczeniem „horror” i nigdy, przenigdy nie poszłabym do tak zwanego domu strachu. Zdecydowana większość escape room jest pogodna. Od lat chodzimy się „zamykać” z córką i świetnie bawimy się ratując smoki czy szukając pilota do telewizora w pokoju babci.

Wyobraźnia, która uruchamia się w escape room podpowiada czasem np. „nie no, to nie możliwe, nie będę stała i śpiewała do ściany, bo przecież od mojego śpiewu ściana się nie przesunie”. A potem okazuje się, że trzeba zaśpiewać, aby przejść do tajemniczego pokoju.

Opisz najbardziej fascynujący scenariusz ucieczki, z jakim się zetknęłaś.

Hm… byłam już w świecie Indiana Jones (spodobałoby Wam się), przenosiłam się do ciekawych czasów z wehikułem czasu, ale cały czas numerem jeden jest dla mnie Moria czyli świat z Władcy Pierścieni. Zostaliśmy zamknięci w legendarnej kopalni Śródziemia i musieliśmy znaleźć pewien pierścień. Wyobraź sobie, że w kopalni nie było żadnych kłódek. W jaskini znaleźliśmy kilka luźniejszych kamieni i musieliśmy współpracować, żeby przyciskać je w odpowiedniej kolejności. Napracowaliśmy się przy tym strasznie, bo skoordynowanie kilku osób, w ciemnej i wąskiej jaskini graniczyło z cudem. Efekt współpracy był cudowny, jedna ze ścian groty rozsunęła się i weszliśmy do pomieszczenia z grobowcem. Nie mogę powiedzieć co trzeba było tam zarobić, ale grobowiec ten tak bardzo mnie zainspirował, że w „Ucieczce” również pojawia się podobny „gadżet”. Klimat tego miejsca był rewelacyjny. Do dziś proszę Mysterious Room o to, by zamknęli Morię dla uciekinierów i pozwolili mi wstawić obok grobowca swój fotel. Cudownie by mi się tam pisało.

Kilka rad dla kogoś, kto po raz pierwszy ma zamiar wybrać do escape roomu.

Najpierw zbierz ekipę. Ze znajomymi ucieka się o wiele przyjemniej niż z obcymi ludźmi. Cztery osoby to idealny skład. Następnie wybierzcie pokój. Na lockme.pl możecie zobaczyć jakie pokoje funkcjonują w Waszym mieście. Na początek proponuję wybrać stopień trudności: łatwy (bo lepiej jest wyjść niż nie wyjść ;)). Tematyka pokoi jest bardzo różna, od śmiesznej, przez historyczną, detektywistyczną, po psychodeliczną. Trzeba zarezerwować godzinę ucieczki, a później zostawić komórki, laptopy i komputery w domu, spotkać się ze znajomymi, dać się zamknąć, uciec. A później powinno się pójść do jakiejś knajpy i koniecznie pośmiać się z tego jak było.

A jeśli nadal nie jesteście przekonani do takiego rodzaju rozrywki, polecam lekturę „Ucieczki”, w której podejrzycie jak to wszystko wygląda, z jakimi zagadkami można się spotkać i być może uda Wam się wytypować mordercę.

Bawcie się dobrze.

  • Małgorzata Duda-Löffler

    Bardzo zachęcające i do escaperoomu i do książki. Ja nie bardzo jestem przekonana czy to dla mnie więc mam nadzieję, że mąż tego nie przeczyta, bo na 100% sie nie wymigam 😂😂