Strona główna Recenzje Andreas Föhr Czarny szlak – recenzja

Andreas Föhr Czarny szlak – recenzja

0
PODZIEL SIĘ

Andreas Föhr Czarny szlak – recenzjaSierżant Kreuthner ma do wykonania pewną prywatną misję – obiecał swemu wujowi, że rozsypie jego prochy na szczycie góry Wallberg. Żeby tam się znaleźć, musi zjechać na nartach słabo uczęszczaną czarną trasą. Policjant dociera na miejsce wraz z przypadkiem poznaną narciarką, Danielą Kramm. Zapada zmrok i para gubi się na szlaku; niespodziewanie trafiają na miejsce, gdzie znajdują zamarznięte zwłoki kobiety. Czy to wypadek? Samobójstwo? Może jednak coś innego, skoro po kilku dniach przydarza się prawie identyczna historia. W dodatku przy zwłokach zostaje odnalezione dziwne zdjęcie przedstawiające ekshumowany grób.

Śledztwo, początkowo prowadzone dosyć niemrawo, nabiera tempa – mogą istnieć jakieś powiązania ze słynną w Niemczech przed laty organizacją terrorystyczną RAF, czyli Frakcją Czerwonej Armii.

Śledztwo w zimie

Czarny szlak to bardzo sprawnie napisana powieść, w której ambicją autora jest takie mylenie tropów, żeby czytelnik ostatecznie powziął przekonanie, że nic nie jest tym, czym się pozornie wydaje. Kto tu jest kim i co jest prawdą, a co udawaniem? Zręczne wprowadzenie do fabuły wątków historycznych – związanych z działalnością lewicowych bojówek w latach 80. i 90. dodaje książce smaku. Gubimy się w domysłach: o co naprawdę chodzi? Czy o politykę, czy o zwykłe ludzkie namiętności?

Dochodzenie prowadzi jednostka policji, ale w pewien sposób i na własną ręką również Kreuthner, który oficjalnie śledczym nie jest. Czuje się jednak bardzo związany ze sprawą. To on znalazł zwłoki, a potem zaprzyjaźnił się z siostrą jednej z ofiar.

Krnąbrny policjant

Kreuthner to prawdziwe utrapienie dla swoich przełożonych. Hazardzista (i zdarza mu się z tego powodu wpaść w tarapaty), zabijaka i funkcjonariusz niezbyt subordynowany. O niektórych jego występkach przełożeni woleliby nie wiedzieć. Jest przy tym jednak bardzo odważny i skuteczny. Dzięki niemu kulejące śledztwo zaczyna się toczyć i wkracza na właściwe tory. Rzadko zdarza się w niemieckim kryminale taki bohater – bardziej rodem z powieści skandynawskich. To ciekawa i pełnokrwista postać, a jego wady tylko dodają mu człowieczeństwa.

Opowieść o przeszłości

Jest też w tej powieści coś, co mnie szczególnie zainteresowało. Pewnego rodzaju rozliczenie z rewolucyjną przeszłością, dotyczące niektórych bohaterów. Kim są współcześnie niegdysiejsi bojówkarze? Jak zmieniło się ich życie od studenckiej komuny do czasów „małej stabilizacji”? Czy ideały młodości wygasają, czy ewoluują? Mało kto pamięta już czym była RAF, formacja istniejąca od lat 60. po 1998 rok.  Organizacja ta była przeciwna kapitalistycznemu ustrojowi Niemiec i w swoich działaniach preferowała akcje zbrojne. Ideologami RAF byli Andreas Baader i Ulrike Meinhof, oboje popełnili samobójstwo w więzieniu, w drugiej połowie lat 70. W książce Föhra następuje podsumowanie ideałów młodości. Wśród lewicujących studentów w latach 80 i 90. było sporo sympatyków RAF-u. Co zrobili ze swoim życiem? Zradykalizowali się, czy uspokoili? Starają się pomagać krajom trzeciego świata i sprzeciwiają nadal kapitalizmowi, czy też zrobili się chciwi? I co zostało z tamtych lat i marzeń młodości?

Bardzo polecam powieści Föhra jako z jednej strony trzymający w napięciu kryminał, a z drugiej – pewną analizę współczesności w kontekście niegdysiejszych wyborów.

Książka pod patronatem Zbrodniczy Siostrzyczek, przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Filia Mroczna Strona

O czarnym szlaku u nas TUTAJ