Recenzja Marty Guzowskiej
Gdyby Agatha Christie znudziła się opisywaniem angielskiej klasy średniej oraz zubożałej arystokracji i zapragnęła umieścić akcję któ

rejś ze swych powieści w starożytnym Rzymie, przypuszczalnie napisałaby coś bardzo podobnego do cyklu Stevena Saylora, którego głównym bohaterem jest Rzymianin Gordianus.
Saylor, historyk starożytności i profesor na uniwersytecie w Berkeley, podjął się zadania podobnego do tego, jakie narzuciła sobie Christie, a po niej niezliczeni inni autorzy kryminałów: przedstawienia, z tyłu, za zbrodnią, także obrazu społeczeństwa. Jednak zadanie Saylora jest bardziej ambitne, bo społeczeństwo, które portretuje już nie istnieje. Z jednej strony niewątpliwie ułatwiło mu to pracę, niewiele osób na świecie, do których należą głównie koledzy po fachu Saylora, jest w stanie mu wytknąć, w którym miejscu ten obraz jest dokładny, a w którym naciągany. Jednak kryje się w tym także niebezpieczeństwo: portretując nieistniejące społeczeństwo Saylor musi zrekonstruować je od podstaw i bardzo się przy tym starać, aby jego obraz nabrali głębi, a nie pozostał trójwymiarowy jak wyblakła pocztówka z dawno minionych wakacji.
?Tajemnice Gordianusa? to trzy powieści w jednej. Akcja ?Rubikonu?, ?Ostatnio widzianego w Massilii? i ?Mglistych proroctw? dzieje się podczas jednego z bardziej burzliwych okresów historii starożytnego Rzymu, wojny domowej pomiędzy Juliuszem Cezarem a Gnejuszem Pompejuszem, zwanym Wielkim. Ta wojna domowa była kolejnym z długiego szeregu wewnętrznych starć gnębiących Rzym. W Mieście (Urbs, tak właśnie nazywali swoje miasto Rzymianie) ciągle jeszcze żyły osoby, które pamiętały walki pomiędzy Sullą a Mariuszem, kiedy terror osiągnął apogeum, nikt nie był pewien jutra, a żony nie wpuszczały do domów mężów, bo pewne były, że przyjdą za nimi siepacze i uśmiercą całą rodzinę. Kiedy więc Cezar przekroczył Rubikon, a Pompejusz wydał nakaz ewakuacji Rzymu, w mieście wybuchła panika.
Saylor doskonale oddał atmosferę Miasta targanego niepewnością, którego mieszkańcy nie wiedzą już, po czyjej stronie powinni się opowiedzieć. Takie niespokojne tło posłużyło pisarzowi do umieszczenia na pierwszym planie historii trzech morderstw, których zagadkę, nie zawsze dobrowolnie, musi rozwikłać Gordianus.
Saylor przypomina Christie nie tylko pieczołowitym oddaniem szczegółów minionego świata. Gordianus nieodparcie kojarzy mi się z Herkulesem Poirot, chociaż daleko mu do buty i pychy tego ostatniego. Ale obaj detektywi w podobny sposób prowadzą swoje śledztwa i w podobny wyciągają wnioski.
Nie sposób uniknąć porównania Stevena Saylora z Jakubem Szamałkiem, który w swoich niedawno wydanych powieściach dziejących się w starożytnej Grecji również mierzy się z zadaniem ukazania świata, który minął. Jeśli Saylor jest Agatą Christie kryminału historycznego, to Szamałek zdecydowanie jest Raymondem Chandlerem tego gatunku. I chociaż ja osobiście zawsze preferowałam mroczną duszę Philipa Marlowe?a, zawsze z przyjemnością biorę do ręki powieści Dame Agaty. Jestem pewna, że z taką samą przyjemnością sięgniecie po historie Gordianusa.
Steven Saylor, Tajemnice Gordianusa (Rubikon. Ostatnio widziany w Massili. Mgliste proroctwa), Rebis 2013, przekład Janusza Szczepańskiego
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebis





