Strona główna Mówi ekspert... Agata Christie, Niedziela na wsi

Agata Christie, Niedziela na wsi

0
PODZIEL SIĘ

Agata Christie, Niedziela na wsi

 

Czterdziestoletni lekarz, John Christow, podpora duchowa hipochondryczek z całego Londynu, postanawia spędzić weekend na wsi. Wczesnym popołudniem wsiada, z wiecznie zamartwiającą się żoną Gerdą, do samochodu i rusza do posiadłości lady Angkatell. W ślad za nim podążają wspomnienia o pierwszej miłości, Victorii, obecna metresa Henrietta i nieuzasadnione sentymenty i marzenia o własnym miejscu na ziemi.

Zanim piknik rozpocznie się na dobre, zgromadzeni goście stają się świadkami zabójstwa Christowa, który umiera zastrzelony przy basenie. Nad nim, z bronią w ręku, stoi niczego nie rozumiejąca Gerda.

 

 

Agata Christie napisała powieść w duchu feministycznym. Zdradzana żona, która znosi wszystko, byle tylko „kochany John” czuł się dobrze, wyrozumiała kochanka, stająca w obronie oskarżonej o zbrodnię Gerdy, arogancka i zarozumiała Victoria, gotowa po trupach odzyskać ukochanego z młodości, lady Angkatell, obserwująca wszystkich z pozycji naukowca badającego zachowanie szczurów w laboratorium i Midge, nieszczęśliwie zakochana uboga krewna, pracownica sklepu z sukniami, która za wszelką cenę usiłuje udowdonić swoją niezależność za 4 funty wypłaty tygodniowo.

 

W tej książce, jak w wielu innych powieściach Agaty Christie, to kobiety są siłą napędową świata. A, co jest rzeczywiście ciekawe, każda z nich mogłaby mieć powód, aby zostać morderczynią.

 

 

 

„Niedziela na wsi” to jedna z niewielu powieści Christie, która jest bardziej powieścią obyczajową, niż kryminałem. Co więcej, można zaryzykować stwierdzenie, że historia ta mogłaby obejść się bez detektywa Herculesa Poirot, który pojawia się w historii na tyle późno, że jego obecność wydaje się wręcz przypadkowa. Sam pomysł, że Poirot zamieszkał w pobliżu wiejskiej posiadłości Angatellów i codziennie rano brudzi sobie buty błotem, spacerując po okolicy jest niepojęty. Wydaje się, że postać słynnego detektywa została wprowadzona do powieści na życzenie wydawcy, aby zachęcić czytelników, zaprzyjaźnionych z Poirotem. Jego dochodzenie jest nacechowane irytacją i złością, że stał się świadkiem tam absurdalnej sceny, gdy wszyscy zgromadzeni wpatrują się w zastrzelonego, a pani Christow patrzy na umierającego męża, trzymając w dłoni pistolet. Co więcej, Gerda Christow zupełnie nie pasuje do modelu zabójcy, choć i ona, i wszyscy wokół, mają motyw.

 

Rozwiązanie, jak zwykle, jest zaskakujące, choć wiadomo, że zabójcą jest jedna z osób zaproszonych przez Angkatellów na weekend. Zanim jednak zagadka zostanie rozwiązana, warto zadumać się nad zachowaniem i postępkami przedstawicieli angielskiej klasy średniej i wyższej. Jak pokazuje autorka, w niczym nie różnią się od służby, która dla nich pracuje, może poza tym, że lady Angkatell nie wie, czy wypada po zabójstwie podać obiad, a jej kamerdyner uznaje, że najstosowniejsze w takiej sytuacji będą kanapki i kawa w termosie.

 

Serdecznie polecam.

Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskiego.