
To kolejne spotkanie z prozą Adama Zalewskiego. Przerażającą, poruszającą i zmuszającą do refleksji. Autor zaczyna d razu ostro. Pierwsze opowiadanie uderza jak obuchem. Kolejne są bardziej, lub mniej realistyczne. Na jedno z nich warto zwrócić szczególną uwagę. Mam na myśli tekst „Agnes”. Zwykle spotykamy się z tak skonstruowaną fabułą, że autor przeciwstawa dobro złu, krzywdę zemście, a winę karze. Śmierć po raz trzeci „Agnes” ma o tyle nowatorską koncepcję, że skrzywdzony, a jednak nie zdeprawowany, człowiek krzywdzi innego, może jeszcze słabszego. Niezrozumiałe poczucie niesprawiedliwości budzi chęć zemsty, ukarania sprawcy. Dwoje głęboko nieszczęśliwych ludzi staje naprzeciwko siebie w śmiertelnym sporze. Nic dobrego nie może z tego wyniknąć.
Opowiadania grozy to literatura niezwykle popularna. Dość wymienić jej mistrzów, czyli E.A. Poe, S. Kinga, F. Dostojewskiego, H, Lovecrafta, czy J. Dukaja, J.Piekarę, A. Sapkowskiego a także, można tak chyba powiedzieć po tym tomie, A. Zalewskiego. Zwłaszcza, że autor odwołał się do koncepcji strefy mroku, czyli do fabuły dotyczącej sytuacji codziennych, których spokój niszczą budzące grozę i strach wydarzenia. Ich celem jest wzbudzenie w czytelniku niepokoju i zwrócenie uwagi na potworności, których udziałem są ludzie i ich demony, zarówno te prawdziwe, jak i wydumane. Autorzy wytrącają czytelnika ze strefy komfortu i zmuszają do refleksji ( a czasami też do lepszego zamykania drzwi na noc ).
Adam Zalewski stanowi w polskiej literaturze zjawisko odosobnione. Pisze historie (5 powieści i zbiór opowiadań), których akcja toczy się gdzieś w Ameryce, przy czym nie jest to Ameryka Nowego Jorku, ani Los Angeles. To raczej kraina ciężko pracujących ludzi mieszkających wszędzie i nigdzie, z dala od mody i Hollywood. A ci ludzie, cóż, zdarza im się robić rzeczy, które lepiej ukrywać. Potrafią zabijać i potrafią mścić się za krzywdę wszędzie tam, gdzie prawo zawodzi.
W jednym z niedawnych listów od Autora napisał, że tworząc ten tomik chciał sprawdzić się w krótkiej formie. Bardzo lubię opowiadania. Można im poświęcić jeden wieczór, chwilę w podróży, a od autora wymaga ona maksymalnej koncentracji, gdzie na kilkunastu stronach A4 musi zawiązać i domknąć historię. W opowiadaniu nie ma miejsca na puste frazy i niepotrzebne sceny. Tylko mistrzowie potrafią sobie z tymi ograniczeniami poradzić.
Dlatego niezmiernie żałuję, że Adam Zalewski popełnił dotychczas tylko jeden tom opowiadań. Liczę na kolejne.
Zbiór opowiadań poznałam dzięki uprzejmości Autora.





