Recenzja Agnieszki Krawczyk
Z takimi książkami zawsze mam pewien kłopot, gdy zabieram się do pisania omówienia. Przede wszystkim: jak mam je zaklasyfikować? Powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym? Zdecydowanie jest to zbyt powierzchowne potraktowanie tematu. Więc może literacki kryminał? To z kolei za bardzo eksponuje wątek sensacyjny, który zdecydowanie w powieści Wolny nie gra pierwszych skrzypiec.
Zacznę więc inaczej: jeżeli lubią Państwo powieści w stylu Zafona lub Pereza-Reverte, to książka Mai Wolny na pewno przypadnie Wam do gustu. Jeżeli szukają Państwo jednak czystej zagadki kryminalnej, dochodzenia i śledztwa, mogą się Państwo rozczarować, bo „Księgobójca” jest zupełnie o czymś innym.
Eureka! To jest właśnie mój gatunek: „powieść o czymś innym” – hybryda z pogranicza obyczajowo-filozoficzno-społeczno-kryminalnego. Doprawiona odrobiną fantastyki i nostalgiczną poezją dnia codziennego.
Akcja opowieści toczy się w Amsterdamie, w urokliwej dzielnicy nad kanałem. Tutaj swoją księgarnię i antykwariat prowadzi Wiktor Krzesim, lekko zdziwaczały stary kawaler, emigrant z Polski. Jego sklep specjalizuje się w literaturze środkowoeuropejskiej i jak się łatwo domyślić – nie ma zbyt wielu klientów. Wiktor utrzymuje się jednak na powierzchni, częściowo dzięki udziałowi finansowemu zamożnej siostry. Dni bohatera są dosyć jednostajne – wyznaczają je pory otwarcia i zamknięcia sklepu oraz odwiedziny stałych gości (klientów). Zwłaszcza jedna klientka ma dla Krzesima wielkie znaczenie. Marianna, podobnie jak on sam jest Polką i emigrantką, Wiktor kocha ją skrycie od lat, ale nie ma odwagi uzewnętrznić swoich uczuć. Niespodziewanie kobieta wraz z grupą przyjaciół kupuje dom na tej samej ulicy, co daje Wiktorowi nie tylko okazję do widywania jej codziennie, ale też do podglądania.
Gdy czytelnikowi zaczyna się wydawać, że opowieść zmierza w kierunku konwencjonalnej historii obyczajowej, romansu o trudnej miłości, pewne tragiczne (i kryminalne) wydarzenie zmienia wszystko. Przewraca spokojne życie mieszkańców uliczki do góry nogami. Włącza się policja, która zaczyna prowadzić śledztwo, a na jaw wychodzą różne skrywane tajemnice. Te, które widać przez okno oraz takie, których nie sposób zobaczyć. Kto jest dobry, a kto zły? Nic nie jest jednoznaczne w tej opowieści o pułapkach jakie zastawia na nas życie.
Choć głównymi bohaterami książki są oczywiście ludzie, Maja Wolny postawiła w centrum historii miasto. Amsterdam odgrywa tu niezwykle ważną rolę. Jest przedstawiony głównie w deszczu, co doskonale koresponduje z nastrojem Wiktora Krzesima – człowieka smutnego i zrezygnowanego. Krzesim jest emigrantem, ale to Amsterdam jest „jego miastem”. Wybrał się bowiem kiedyś na wycieczkę do Polski, lecz nie odnalazł już miejsc ze swej młodości i dawnych wzruszeń. Podobnie jest w przypadku Marianny, choć dla niej Amsterdam ma również groźną twarz związaną z osobistą tajemnicą, wspomnieniem stanowiącym bolesną ranę. Ale miasto jest piękne – kanały, domy, drzewa, sklepy i kafejki. Wszystko jest urocze i zachwyca. To przestrzeń przyjazna, bezpieczna, ale z drugiej strony tajemnicza i strzegąca swych sekretów. Niejednoznaczna jak sami bohaterowie.
Polubiłam ich. Dobrą, lecz nerwową Mariannę, jej skomplikowanych, choć jednocześnie bardzo zwyczajnych przyjaciół, ponurego Wiktora, jego siostrę. Nawet policjantka Eva Paelinck przekonała mnie do siebie, bo także miała za sobą ciekawą historię. Miasto to ludzie, a ludzie to miasto – zdaje się nam mówić w tej opowieści Maja Wolny.
O czym jeszcze jest ta książka? O starości. Fragmenty „Historii starości” Jean-Pierre’a Bois przeplatają się z powieściową akcją. Rozumiem to, bo sama kiedyś byłam zafascynowana tą książką, podobnie jak „Historią szaleństwa w dobie klasycyzmu” Michaela Foucault. Starość to nie funkcja życiowa, a przede wszystkim stan umysłu. Niektórzy nie zdążyli być młodzi, a już stali się starcami.
Przyznam też, że początkowo ciężko mi się czytało „Księgobójcę”, bo uwierała mnie fraza autorki. Wydawała mi się zbyt skomplikowana, jak na zwykłą powieść kryminalno-obyczajową. Lecz potem, gdy zrozumiałam, że to książka „o czymś innym” polubiłam ją i odnalazłam się w jej bogactwie.
To bardzo dobra pozycja dla wszystkich, którzy po literaturze (zwłaszcza popularnej) spodziewają się czegoś więcej niż tylko rozrywki i miłego spędzenia czasu. Może nie jest to jeszcze literacka uczta najwyższej próby, ale w każdym razie bardzo przyjemny piknik pod Wiszącą Skałą. Dla mnie w sam raz.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarna Owca.





