Strona główna Recenzje R. Praszyński, Córka Wokulskiego

R. Praszyński, Córka Wokulskiego

0
PODZIEL SIĘ

 

Recenzja Adrianny Michalewskiej

 

Córkę Wokulskiego opisano już z każdej strony, zatem przypadło mi w udziale niezbyt wdzięczne zadanie opisanie dawno opisanego. Kilka lat po tajemniczym zaginięciu Stanisława Wokulskiego na petersburskiej scenie pojawia się Natalia Pol. Oficjalnie sierota.

Natalia pracuje jako akrobatka w cyrku. Po niezbyt udanym skoku, gdy jedynie cudem uniknęła śmierci, zostaje przez dyrektora cyrku wyrzucona na bruk. Nie znająca innego życia dziewczyna rusza po pomoc do swojego brata, nie-brata, Andrieja, geja i rewolucjonisty. Ten wykorzystuje jej zdolności i każe ukraść z pędzącego pociągu tajemniczy zeszyt z zapiskami, jak skonstruować broń zdalnego rażenia. Mam nadzieję, że tak to się poprawie nazywa.

Natalia radzi sobie z problemem bez najmniejszej trudności i wtedy jej życie zamienia się w kłopoty. Pakuje się w sam środek międzynarodowego spisku, którego celem jest zabicie trzech carów, mających spotkać się w Warszawie.

 

 

?Córce Wokulskiego? postawiono wiele zarzutów. A to, że pornograficzna i napisana wulgarnych językiem. A to, że pasożytuje na oryginale. A to, że płytka i sensacyjna, wręcz sprzedajna.

To prawda. I choć trudno zaprzeczyć, że spiskowcy proletariusze potrafią czasem rzucić grubsze słowo, to  narrator też nie bawi się tu w kontredanse i potrafi często nazwać rzecz po imieniu. No, ale jak ma nie nazwać, skoro oberpolicmajster Warszawy prowadzi prosty tryb życia oparty na wódce, prostytutkach i bandytyzmie? Czy ma się znieczulać alkoholem, spotykać z córami Koryntu i być lekko niekonwencjonalnym w zainteresowaniach? Nie, on chleje, chodzi na kurwy i strzela do czego chce (przepraszam za słowa, ale tak właśnie jest). Inne czasy, inna wrażliwość. Nie należy się obrażać.

Praszyński napisał powieść autonomiczną względem ?Lalki? i dodał jej kolorytu. Dorzucił barw i przyspieszył akcję, pozbawił pewnego natrętnego dydaktyzmu, którego nie unikał Prus i stworzył dzieło ? zagadkę dla tych, którzy ?Lalkę? czytali i dla tych, którzy z trudem zdołali obejrzeć film. Dla jednych i drugich znalazł cośinteresującego, politycznie poprawnego, szkalując jedynie głupotę i arogancję, a nie pochodzenie, czy przekonania.

Warto pamiętać, że gdy Prus pisał swoje dzieło, naraził się na wiele zarzutów co do jego treści i formy. Czytano z pasją, ale tacy wielcy krytycy jak Kotarbiński, Świętochowski i Bogusławski nie opuścili okazji, by wytknąć autorowi chaotyczność kompozycji i nieuzasadnione wplatanie w treść wspomnień pamiętnikarskich Rzeckiego.  O felietonowym stylu nie wspominając.

Takich zarzutów zapewne nie spotkał Praszyński, który skomponował swoją powieść bardzo precyzyjnie i nie znalazłam tam niekonsekwencji, których nie uniknął Prus (np. błędy dotyczące umiejscowienia mieszkania Stawskiej). Ale i nie o takie zarzuty chodzi. Prus napisał historię obyczajową, piętnującą określone zachowania i cechy ludzkie, w której starzejący się mężczyzna rozważa dylematy na miarę epoki. Praszyński ? historię z dynamitem w tle, gdzie piękna kobieta bez skrupułów szykuje się do wysadzenia świata w powietrze. Która lepsza ? rzecz gustu. Ja ?Córkę Wokulskiego? polecam.