Strona główna Recenzje M. Tonello, W pogoni za torebką

M. Tonello, W pogoni za torebką

0
PODZIEL SIĘ

Tytuł sugeruje, że mamy tu do czynienia z poszukiwaniem tego, co nam umyka (vide, znane „W pogoni za rozumem” Helen Fielding). I nie jesteśmy tak daleko od prawdy. Michael, wchodzący w wiek kryzysu męskiego, porzuca małe miasteczko o skróconej nazwie Ptown i przenosi się do Barcelony. Aby mieć czym opłacić

czynsz – napomnknę tylko, że mieszka w potwornie drogiej dzielnicy i jada po królewsku – szuka sobie niekłopotliwego i dochodowego zajęcia. Tym zajęciem okazuje się handel luksusowymi towarami, a konkretniej mitycznymi torebkami, które w skrócie nazwijmy birkinkami.

 

Rzeczona torebka to mroczny przedmiot pożądania kobiet i kolekcjonerów obojga płci na całym świecie. Jej historia zaczyna się w 1981 roku w samolocie, gdy projektant Hermesa, siedzący obok Jane Birkin zauważył, że aktorka nie może pomieścić swoich kobiecych drobiazgów w torebce. I wtedy powstała birkinka, o której dzisiaj śnią miliony, a której koszt może sięgnać nawet blisko pół miliona złotych. Robione są w kilku rozmiarach, od 30 do 50 cm, a części metalowe pokrywa się złotem lub palladem. Krótko mówiąc – droga i piękna.

 

 

Do tego Hermes stworzył legendę, że birkinki nie można ot tak po prostu kupić. Należy ją wyczekać, bo stanowi symbol tak niewyobrażalnego luksusu, że warto dla niej zabić.

Tymczasem nasz bohater postanowił udowodnić, że strategia merketingowa Hermesa to jedno wielkie oszustwo. W połowie mu się to udało, ale w drugiej połowie okazało się, że coś w tym jest. Bo czyż birkinka nie jest dla tych, którzy noszą smokingi od Prady, a szpilki od Manolo? Michael, jak wytrawny detektyw poszukuje, tropi i zdobywa torebki, na które czekają wierni fani, gotowi zapłacić 100% więcej, aby tylko posiąść magiczną birkinkę, symbol przynależności do świata ludzi, którzy kochają rzeczy piękne. 

Tego, że nasz bohater musiał posunąć się do przekupstwa, podstępu i omal nie przypłacił swojej działalności życiem nie trzeba już dodawać. 

Czytałam tę książkę z rozbawieniem i olbrzymią zawiścią. Jak ja bym chciała taką torebkę. A do tego kilka par butów i ze trzy apaszki od Hermesa. Gdybym to ja miała być takim dostawcą na zlecenie, to zapewne zbankrutowałabym w tydzień, bo nie oddałabym raz zdobytej birkinki za żadne skarby. Na szczęście mi to nie grozi. Podróbki, które widać na ulicach są mi duchowo obce, a oryginału – cóż – jeszcze nie zdobyłam.

 

Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa ZNAK.

P.S. Adres e-mail podany w książce jest prawdziwy, ale Michael nie znalazł dla mnie birkinki w okazyjnej cenie.