Strona główna Recenzje P. Szlachetko, Ballada o kuternogach

P. Szlachetko, Ballada o kuternogach

0
PODZIEL SIĘ

Paweł Szlachetko, Ballada o kuternogach

Recenzja Adrianny Michalewskiej

 

Ballada  o kuternogach to powieść nietypowa. Chciałoby się napisać, że to Vabank i Zły w jednym.

Trzej panowie, których łączy honor kasiarzy, kieszonkowców i praskich porządnych ludzi po piętnastu latach odsiadki wychodzą na wolność. Świat się zmienił. Obecnie liczy się bezczelność, agresja i bezpardonowa walka o pieniądze. Wracają do Warszawy, gdzie mistrzowi strzela się w plecy i przejmuje jego interesy. Doliniarze kradną „na swojej dzielnicy” a policjanci bez skrupułów wyłudzają pieniądze za domniemane wykroczenia od staruszek i biednych ludzi. 

Mateusz, Tolo i Krzywy wychodzą poza bramy więzienia i nagle okazuje się, że uczciwe życie jest bardzo trudne. W tym samym czasie niejaki Cycek (ciekawa ksywka, zarobiona przy nakryciu na nielegalnym handlu biustonoszami) daje cynk zmanierowanemu śledczemu Mogile o 6 milionach dolarów, które w Warszawie mają nabrać znamion legalności. Oczywiście każdy chciałby te miliony wziąć dla siebie. Choć panowie woleliby uniknąć kolejnego napadu (pamiętacie tę scenę z Vabanku, gdy Kwinto wyjmuje ustnik?), to decyzja nie należy jednak do nich.

Ballada o kuternogach to niespieszna, nostalgiczna opowieść o ludziach, którzy nie pasują do tej nowej Warszawy. Bo czy prawdziwi kasiarze mogą być bezdomni, albo jeść na obiad szczawiową i kluski na oleju?


To także wspaniała opowieść o miłości. Takiej od pierwszego wejrzenia, aż po grób. I choć na ślubny kobierzec trzeba jeszcze trochę poczekać, to nie ma wątpliwości, że takie uczucia to, panie, tylko w kinie.

Trzech złodziei to nie trójka nieudaczników. To trio mistrzów, którzy wracają do gry. Siadają do ostatecznej rozgrywki i, niczym w Vabanku, możemy liczyć na happy end.

Ballada to także satyra na Polskę okresu przełomu. Łatwiej tu u hamburgera, niż o pyzy. „Dziwka awansowała na call girl” stwierdza ze smutkiem jeden z tytułowych kuternóg. Uczciwość i rzetelność są tanie, życie ludzkie można kupić, sprzedać a kodeks honorowy to opowieść dla małych dzieci. 

Jedyne, czego mi w tej powieści zabrakło to odrobiny humoru. Może nic w tym dziwnego, w końcu bohaterom nie jest do śmiechu, gdy po raz kolejny dostają po plecach od troglodytów z bejsbolami, a ukochana policjanta – prostytutka – nie może liczyć na więcej, niż sto złotych od szalejącego za nią mężczyzny. Smutny świat, który trzeba przyjąć, albo spróbować poprawić. Co zrobią nasi bohaterowie? To chyba oczywiste.

 

Bardzo polecam powieść Pawła Szlachetki. To nie jest lektura na jeden wieczór. Zbyt dobrym językiem ją napisano, by Balladę czytać szybko.  To historia do smakowania.

 

Książka poznałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński  S-ka.