Strona główna Recenzje L. Olejniczak, Opiekunka czyli Ameryka widziana z fotela

L. Olejniczak, Opiekunka czyli Ameryka widziana z fotela

0
PODZIEL SIĘ

Lucyna Olejniczak, Opiekunka czyli Ameryka widziana z fotela

Adrianna Michalewska

 

 

Tę książkę poleciła mi Anna Fryczkowska, nasza zaprzyjaźniona Siostrzyczka. Temat wydał mi się nieco odkurzony, ale to nie powstrzymało mnie przed postaraniem się o egzemplarz recenzencki.

Lucyna, kobieta po przejściach, a konkretnie żona pijaka i nieroba, który żali się do słuchawki, że: „chłopacy się z niego śmieją, że jego żona w Ameryce a on pieniędzy nie ma” spędza czas z dziewięćdziesięcioletnią Lindą, która oczekuje, aby jej opiekunka z nią po prostu była. Toteż Lucy siedzi w starym wygodnym fotelu i stara się nie myśleć o dzieciach, które zostawiła matce, o mężu, który wynosi z mieszkania meble, o mijającym czasie i smutku z powodu oddalenia od bliskich.

Ten symboliczny fotel to klatka, w której dobrowolnie się zamknęła. Chce zarobić na spokojne życie po rozwodzie. Musi zatem zacisnąć zęby i czekać.

Sytuację w jakiej się znalazła znało w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wiele polskich kobiet. Zanim Polska znalazła sie w Unii Europejskiej emigrowały czasowo za ocean i korzystały z bajecznego kursu dolara do złotówki. Rok, dwa takiej pracy pozwalał często na kupienie w Polsce mieszkania. Przypominam, że były czasy, gdy polska pensja była odpowiednikiem 20 dolarów amerykańskich. Więc jeśli ktoś przywoził kilkanaście tysięcy, to miał poważny kapitał.

Ale nie o tym jest ta książka. Lucy przez cały czas w Ameryce stara się postępować godnie. Znosi humory i szaleństwa swoich zmieniających się podopiecznych (jeden z nich od czasu do czasu oznajmiał, że umarł i należało przystępować do czynności pogrzebowych, w domu innej była regularnie głodzona), uczy się języka i czeka na moment, gdy jej życie wróci na właściwe tory. Kiedyś w chwili rozmarzenia zastanawia się, jak by to było, gdyby sprowadziła swoją rodzinę do Ameryki. Marzy o domku z białymi oknami, choć wie, że nigdy nie będzie jej na to stać. I to jest w tej, bardzo pogodnej powieści, najsmutniejsze. Lucyna czeka na lepsze jutro, ale jest realistką. Wie, że nigdy nie będzie jej dane życie, o jakim marzy. Może jedynie spróbować naprawić to, co ma. A gdy pojawia się szansa na miłość, każe jej czekać, obowiązek wobec rodziny zwycięża.

To bardzo pogodna, choć smutna historia. Nikt już dzisiaj takich nie pisze, bo dzisiejsze opiekunki staruszków w Anglii, czy Niemczech mają kilka tanich lotów w tygodniu i mogą wracać do domu na weekendy. Mają skypa i sms-y. Tyle cierpienia i samotności, jakich doznała Lucy już się chyba nie zdarza. Choć, kto wie?

Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarno na Białym.